Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ontari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ontari. Pokaż wszystkie posty

Od Ontari'ego- cd Shimy

Cofnąłem się o krok, orientując się, że stoję tylnymi łapami w wodzie.
-Może pójdziemy dalej?- spytałem
-Nie przekonałam cię czy jak?
-Po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
-Ontari!- zaśmiałem się i ruszyłem do góry
-Idziesz ze mną?
-A gdzie?- dołączyła
-Zadajesz za dużo pytań- uśmiechnąłem się
-Oczekuję odpowiedzi. I to co cię martwi.
-Nie odpowiadam od razu, zawsze... Czasami wolę poczekać i przemyśleć to jeszcze raz zanim coś wybełkoczę Teraz pierwsze powiedziałem- wyznałem
-Okey, jakoś rozumiem. To gdzie idziemy?
-Nie znam się na nazwach, ale jest tam zaskakująco... dziwnie.
-Dziwnie? Dlaczego tak uważasz?- uniosła brew
-Ac o powiedziałabyś, że w tym klimacie zaczyna się lodowa kraina, i to w środku skał! Do tego w jej centralnym punkcie znajduje się zieleń, nie zasypana śniegiem.
-A, jak tak, to okey.
Zaśmiałem się. Minęła chwila.

Xxx

Zobaczyliśmy lód i śnieg
-Pada tu?- spytała
-Nie. Nie wiem skąd się bierze, ale jest dość interesujące i ciekawe
-Hhe, tak- uśmiechnęła się.
Usiadłem na kupce trawy, gdy poszliśmy już jakieś 60 metrów dalej
-Więc powiesz mi?
-Eh, po prostu martwię się o szczeniaki- zacząłem
-Są z nami. Nic im się teraz nie stanie są z nami.
-Ale wiesz, mieć dwie matki i dwóch ojców?
-Och, podoba ci się jakaś wadera?
-Właściwie myślałbym o tobie, gdybym miał powiedzieć ci jako przyjaciel, na pewno znalazłabym tu  jakiegoś partnera.-powiedziałem tym moim tonem głosu gdy jestem zmartwiony- wiesz, jest tu wielu basiorów.
-Czyli nie podoba ci się żadna?
-Tego nie powiedziałem- uśmiechnąłem się blado.
-U, powiedz- zaśmiała się
-Nie, jesteś waderą, wygadałabyś wszystkim.
-Nie wygadałabym
-Słyszałaś, ze wy samice potraficie trzymać za zębami sekret max dwie doby?
-Ej- szturchnęła mnie w ramie, na co ja tylko się zaśmiałem
-Nie powiem
-Tak-rzuciła
-Nie
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie
-Tak
-Nie
-Nie
-Tak nie wygrasz- zaśmiałem się gdy wykryłem co chce zrobić wadera.
-Proszę......- zrobiła słodkie oczka.
-Heh- uśmiechnąłem się i nachyliłem nad jej uchem- Shima, to jej imię- uśmiechnąłem się lekko.

Shima?
Kuźwa, będę żałować, że to napisałem xddd

Od Ontari'ego- cd Shimy

Weszliśmy do średniej jaskini, w której panował półmrok. Zapaliłem miskę z olejem, który wykonałem i dawała wytrącające światło, a do tego była dość wysoko, wiec szczeniaki jej nie dosięgną.
Układały się bodajże do snu, lecz gdy tylko nas zobaczyły wstały i zerkały w naszą stronę.
-Chyba już się do nas przyzwyczaiły.- posłałem jej uśmiech
-Jak widać- odwzajemniła go i podeszła bliżej. Polizała je po pyszczkach. Basiorki powoli wygramoliły się ze swojego posłania i Rei podszedł do mnie. Zaczął mnie ciągnąć za ogon, w między czasie Sabal próbował wskoczyć Shimie na plecy.
-Nie za duże to ich posłanie? Ja z nimi bym się tam zmieściła- rozmawialiśmy w czasie rozmowy z młodymi.
-Wiesz. Pokój gościnny dla dorosłego wilka,- mówiłem i przyciągnąłem Rei'a do mojego pyska, lecz ten wrócił do ciągnięcia ogona.
-W takim razie gdzie śpi Mokari?
-Na górnym piętrze- powiedziałem spokojnie
-Masz tu kila pięter?- uniosła brew
-A jakże. Cały klif do mojej dyspozycji. Jest "parter", od wejścia i te okoliczne pokoiki. Na przykład to miejsce gdzie teraz jesteśmy. Na górę są coś a'la schody i tam ma piętro Mokar. Można też zejść na dół.
-Brzmi ciekawie
-Jak je za jakiś czas uśpimy to ci pokażę
-Jeśli chcesz- uśmiechnęła się
-A jak- położyłem się na plecach. Rei przerzucił mi się na pysk, z czego mój ogon był zadowolony.
-Chyba Sabal też chce po tobie poskakać- powiedziała wadera gdy tylko zobaczyła czarnego basiorka biegnącego w moją stronę. Przyszykowałem się, że zaraz wskoczy mi na pysk czy brzuch. I skoczył... tyle, ze nie tam gdzie powinien. Odsunąłem się szybko i wstałem
-Nie tam- syczałem, a Shima nawet nie próbowała ukryć śmiechu
-Jednak wybrał miejsce osadzone niżej niż brzuch- nadal się chichrała
-To może jednak niech teraz idą spać
-No co ty, wszyscy dobrze się bawią- mówiła i łapała oddech.
-Idziemy?
-No dobrze- wyszliśmy, a przed tem ułożyliśmy je do snu. Gdy już chrapały „zaszyłem” te wejście
-Idziemy?- spytała
-Az tak chcesz tam iść? To tylko hm... piwnica? -zadałem pytanie- Okey, ruszajmy- wskazałem jej drogę. Weszliśmy w średniej wielkości korytarzyk.. Po ścianach wiły się fioletowe, bądź zielone pnącza.
-Skoro tutaj jest taka „dekoracja” to pewnie na końcu będzie przepięknie. Zgadłam?
-Jak kto woli, dla mnie to po prostu piwnica, albo basen
-Basen?- uniosła brew
-Zobaczysz- zaśmiałem się trochę i wróciliśmy do marszu.
Minęło kilka minut. Byliśmy już u podstawy klifu. Naszym oczom ukazał się widok

-To ten twój basen?
-Nie, nie.- ucichnąłem się- tam w prawo za skałą, jest taki a'la pokoik, z lewej tak samo. My idziemy prosto.
-Duży ten klif. Jak to właściwie znalazłeś?
-Jakoś. Po prostu najpierw był tylko parter i pierwsze piętro, ale po jakimś czasie zwaliła się ściana i odkryłem to.
Nie minęła chwila, gdy już znaleźliśmy się na miejscu.
-Na prawdę tu ładnie- przysiadła
-Jak kto woli. Ja już się przyzwyczaiłem
-Czy do piękna można się przyzwyczaić?- spytała
-Bawisz się w filozofa?- zaśmiałem się i usiadłem obok niej
-Przeszkadza ci to?
-Nie aż tak bardzo. Ale wiesz....
-Ha, ha- stuknęła mnie w bark- To może idziemy się kąpać?
-W sumie możemy- Wadera poderwała się i wskoczyła do wody, tym samym mnie oblewając. Zanurzyłem się po niej. Kapel, chlapanie, minęła chwilaaa.
Wyszedłem pierwszy na brzeg.
-Coś się stało?- wadera usadowiła się obok mnie
-Nie, nic.
-Inaczej się zachowujesz. Wiesz, nie tak jak ty.
-Po prostu za dużo myślę
-O czym?
-Nie wiem czy chcę mówić
-No, mi możesz!
-To mnie przekonaj...- rzekłem


Shima?

Od Ontari'ego- cd Shimy

Waderze śniły się koszmary, to pewne. Nie chciałem aby się czymś martwiła.
-Zaraz wrócę, dobrze?- kiwnęła głową
Zabrałem szczeniaki do mojego pokoju gościnnego, a wejście po chwili już zarosło pnączami.
Dzięki temu szczeniaki nie wyjdą i nic im się nie stanie, same rośla są też bezpieczne.
Wróciłem do Shimy, która siedziała przy wyjściu.
-Powiesz mi?- dosiadłem się
-Nie ma o czym
-Widziałem, że byłaś zmartwiona i po części tez przestraszona
-Nie musisz się martwić- patrzyła w dół.
-Czy chodzi o Zarę?- spytałem. Ona jednak nie odpowiedziała. Przytuliłem ją lekko po zym puściłem i usiadłem na przeciw.
-Mi możesz zaufać- ucichnąłem się łagodnie.

Shima?
Kill me now, please.

Od Ontari'ego- cd Alice

-Cóż. Jeśli tak to proszę- poklepałem łapą miękką ziemię i po krótkiej chwili obok nas wił się krzak malin
-Wow- powiedziała i uśmiechnęła się
-Smacznego- powiedziałem tylko i wziąłem się za jedzenie. Wadera uczyniła to samo. Po chwili siedzieliśmy najedzeni i opowiadaliśmy sobie różne historie
-Może się gdzieś przejdziemy, albo pójdziemy pobiegać?- uniosła brew
-A znasz jakieś miejsce, gdzie możemy iść?- spytałem
-W sumie, przecież niedawno Shima i Halt otworzyli tor wyścigowy
-Zawsze możemy go obejrzeć....
-Obejrzeć?- zaśmiała się nieśmiało
-A co innego?
-Hm? Co możemy robić na torze wyścigowym?! Na pewno nie biegać!
-Tak, zgadzam się. Pooglądajmy tylko przeszkody- zaśmiałem się również i wstałem.
Zaczęliśmy iść w stronę naszego nowego miejsca docelowego.

Alice?

Od Ontari'ego- cd Shimy

-To może ty pójdziesz na polowanie, a ja zajmę się małymi?
-Co ci upolo...- zatrzymała się- Wybacz, zapomniałam
-Spoko. Zdarza się. - uśmiechnąłem się do niej
-To ty zajmujesz się młodymi?
-Ja i owszem! Skombinuje mleko sarny i papkę owocową, a ty mięso, powinny je już je jeść, jednak wiesz- powiedziałem
-Tak, wiem. To do zobaczenia u ciebie- zaśmiała się i zniknęła w gąszczu.
Powoli dotarłem nad klif. W jaskini zacząłem wszystko przygotowywać. W jednej misce miałem lekko zgniecione owoce: borówki, maliny, poziomki i jagody. W drugiej trzymałem mleko, o które wcześniej poprosiłem sarnę. Słów proszę nie zrozumiała, więc zrobiłem to trochę z siłą. Podziałało, pomijając moment kiedy musiałem ją gonić do upadłego. Co ja bredzę?! Tu nie ma ani kropli mleka sarny! Jest tylko trochę z dzikiej owcy. Może to posmakuje im lepiej? Na wszelki wypadek miałem też miskę wody.
Zawiał wiatr, a do jaskini wleciał Mokari
-Co to jest?- padło z jego pyska, gdy tylko zobaczył dwa bawiące się szczeniaki
-Myślę że wilcze szczenię, ale wiesz...
-Wow! Gratulacje! Zostałeś matką!
-Zabawne. Co ci się stało?- zerknąłem na jego tylnią łapę- najpierw skrzydło, teraz to?
-Byłem na polowaniu z Libre. Jakieś poczwary mnie użarły
-Jak masz zarazki możesz od razu się wynieść na góry Alleluja!- uśmiechnąłem sie
-Spokojnie. Ja i tak tylko po jedną rzecz. Potem idę do medyka.
-Szkoda tylko, ze nie mamy już medyka
-Chwila, co?
-Jesteś zacofany. Marcus odszedł. Nie słyszałeś?
-Kilkaset metrów nad ziemia? Nie.
-Może Alice ci pomoże. My tam tez pójdziemy
-Wy, czyli?
-Ja i Shima. Wybacz, ale zajmowałem się tylko dzikimi zwierzętami, nie szczeniakami.
-No dobra, ja będę leciał- wziął coś i wyleciał. Chwilę później zjawiła się Shima z kilkoma przepiórkami


Shima?
Nie żebym narzekał, że jest gorąco, ale do mojego pokoju przed chwilą wskoczyli dwaj hobbici i wrzucili tu pierścień ;_;
[tak, text zajebany od administratorki Blau xd- ciiii]

Od Ontari'ego- cd Shimy

Zerknąłem na koszyk
-Jeszcze nad tym nie myśleliśmy- odparłem
-No dobrze-przysiadł. Jeśli to zrobicie powiadomcie mnie. Za jakieś 2 tygodnie zrobimy ceremonię
-Ceremonię? Jaką?- Shima zabrała głos.
-Szczeniaki muszą ją przejść. W ich przypadku nie jest tak jak z dorosłymi. Jeśli się ona nie odbędzie, gdy tylko dorosną zostaną wyrzucone
-W takim razie, oczywiście- powiedziała
-A jak je znaleźliście?
-Kiedy wylecieliśmy na Góry Alleluja, twoja znajoma, która kierowała podczas wojny Ikranami uratowała nas przed jednym potworem a następnie wręczyła kosz ze szczeniakami
-Dziwne, Na'vijskie dzieci są wielkości nas samych! Za kilka dni, przyjdź do mnie Ontari, a Shima zostanie z małymi. Dowiemy się o co konkretnie mogło chodzić
Przytaknąłem tylko, a następnie wraz z Shimą udaliśmy się na łąkę.
Gdy tam dotarliśmy usiadłem z koszykiem pod drzewem, a Shima położyła się obok mnie. Z koszyka wybiegł kolorowy i czarny szczeniak. Basiorki bawiły się razem.
-Więc jakie imiona proponujesz?- spytała z zaciekawieniem śnieżno-biała wadera
-To może ja wymyślę imię dla czarnego, a ty dla tego drugiego?- kiwnęła głową- dla tego mojego proponuję Sabal, będzie do niego pasować- uśmiechnąłem się
-Pasuje do niego- uśmiechnęła się.
-A jeszcze jedno. Może będziemy się nimi zajmować u mnie?- spytałem i nie pozwoliłem jej podać imienia dla jej szczeniaka.- Mam kilka dodatkowych a'la "pokoi"

Shima?

Od Ontari'ego- cd Shimy

-Ale ty wiesz, że one cię nie rozumieją?- uniosłem brew i uśmiechnąłem się
-Znalazł się pan wszechwiedzący- zaśmiała się.
-Są za młode, musimy się nimi zająć. Poza tym tak nam powiedziano.
-Masz rację- położyłem się obok małych. Czarny podszedł bliżej mnie i zaczął wąchać.
Shima postanowiła zrobić to samo co ja. Szczeniaki po kolei nas obwąchały. Widać było, że są nieśmiałe.
-Co zrobimy?- spytała
-Oprócz zajęcia się nimi?
-A o co innego mogę pytać?- posłała mi uśmiech
-Moim zdaniem powinniśmy udać się do Aro, powinien o tym wiedzieć, opowiemy mu o tym co się stało, jak do nas trafiły. Na pewno się zgodzi.
-Potem możemy iść do Alice.- zaproponowała- w końcu jest opiekunką szczeniąt. Na pewno nam pomoże
-Czyli ustalone- rzekłem i trąciłem jednego z basiorków pyskiem. Leżał na plecach więc zacząłem się z nim bawić gilgając go po brzuchu i chuchając lekko.
Obydwoje bawiliśmy się ze szczeniakami jeszcze jakiś czas. Następnie włożyłem je do koszyka.
Zeszliśmy z klifu i zaczęliśmy iść w stronę jaskini alfy.
~~
Byliśmy już blisko. Na horyzoncie widzieliśmy grotę główną
-Shima, mam pytanie- powiedziałem niosąc koszyk przywiązany lianami na moim plecach.
-Mów- powiedziała
-Rozdzielamy szczeniaki, ze jeden idzie do jednego czy się nimi zajmujemy razem, u któregoś z nas w jaskini?

Shima?

Jestem miszcz! xD
Przydałoby się może zrobić formularze małych? [ Zaklepujem czarnego! xDD]

Od Ontari'ego- cd Shimy

Poczułem zimny wiatr na pysku. Zacząłem powoli otwierać oczy. Ku mojemu zdziwieniu nie widziałem białej wadery.  Wstałem i otrzepałem się. Kilka kropel wody spadło mi na pysk.  Odwróciłem się. Zobaczyłem brązową waderę. 
-Dzień dobry Shima.- powiedziałem
-Co? -  uniosła brew
-No,  wstał nowy dzień! A z kultury się z tobą przywitałem,  Shima
Wadera zaczęła się przemieniać.  Jej futro było po chwili białe
-Skąd wiedziałeś że to ja?
-Szczerze? -  powiedziałem -  nie wiedziałem.  W myślach błagałem abyś nie wyszła z pokoju obok i nie zachowywałem sie jak idiota. -  zaśmiałem się. Wadera uśmiechnęła się.
-Heh.  Lecimy?
-Jeśli chcesz już teraz.
-Gdzie jest Mokari? -  podeszła do mnie
-Jest już na dole.  Chodźmy. 
Zacząłem schodzić w dół stroma ścieżką
-Tutaj trzeba uważać -  powiedziałem tylko.  Skupiłem się na drodze. Patrzyłem na swoje łapy.  W mojej głowie siedziała jedna myśl.  Nie mogłem się jej pozbyć.  Siedziała jak uparty kleszcz czy rzep...
Powoli zeszliśmy na dół.  Mokari już czekał. Przywitaliśmy się z nim po czym pomogłem waderze wsiąść na ogromnego gada. Ten wzbił się z ogromną siłą.  Już po chwili lecieliśmy w chmurach.  Samiec skierował się na zachód i przyśpieszył. Przymknąłem oczy i wciągnąłem powietrze.
Spojrzałem na Shimę po czym wstałem i i poszedłem kawałek. Zobaczyłem wyłaniające się zza chmur latające skały. Wycofałem się do przyjaciółki.
-To pewnie one. Góry Alleluja. - powiedziałem
-Piękne - na jej pysku pojawił się lekki uśmiech.
Spojrzałem na skrzydło mojego przyjaciela.
"Wszystko w porządku? '' - spytałem go w myślach
"Dalej już nie dam rady.  Wiatr za bardzo napiera na mnie.  Podrzucę was na półkę skalną.  Tam dojdziecie dalej po pnączach. ''
-To nasz przystanek
-Ta półka? - zdziwila się jednak po chwili kiwnęła głową
Wskoczyłem na kamień i pomogłem Shimie. Mokari zleciał na ziemię. Widziałem tylko jakby spadał w chmury.
-Co teraz robimy?
-Idziemy dalej -  uśmiechnąłem się -  Mokari nie da rady wrócić wcześnie.
-Znowu.zrobisz ala windę? -  zaśmiała się
-Chyba że wolisz się wspinać 100 metrów po lianach- posłałem jej uśmiech
Następnie zrobiłem to o czym wspomniała.
Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. 
W miejscu gdzie stalismy było kamieniście. Dopiero jakieś15 metrów dalej rozciągała się puszcza. Shima zbliżyła się ku roślinom.
-Ontari!
Podtruchtałem do wadery. Zobaczyłem lśniące kolorowe kamienie.  Były wielkości mojej głowy.  Cztery.  Były piękne,  to pewne.  Usłyszałem pomruk i w krótce pojawił się przed nami wysoki na 5 metrow stwór.
-Wycofaj się i uciekaj -  posłuchała.
Wykonaliśmy pierwszy krok. Bylem gotów na atak lub ewentualną obronę.
Wtedy usłyszałem skowyt. Razem z Shimą zostaliśmy nagle oderwani od podłoża.  Zrobila to samica której szukaliśmy. Zaniosla nas...  sam nie wiem gdzie.
Odstawiła nas gdzieś.  Potem zniknęła.
-O co chodzi? -  Wadera była zdziwiona. Ja nie mniej.
Wtedy samica wrocila trzymala cos w pysku. Koszyk. Shima podeszła pierwsza. Ja uczyniłem to samo. W koszyku byly... szczeniaki naszej rasy(w sensie nie klan navi itp).
Ikran mówił w innym języku. Jednak jakby dawała znak. Mamy je przetransportować? Nie,  oddać.  Chwila! Opieka?
-Mamy się nimi zająć -  spytałem

Shima?

Lekka zmiana planów. xD.  Podejmujemy opiekę?

Od Ontariego- cd Shimy

Spojrzalem na rysunek.
-Wydaje mi się, że gdzieś je kiedyś widziałem. Pewnie podczas lotu z Mokarim.
-Wiesz gdzie?
-Nie, ale może Aro będzie wiedział. W końcu nie wszystko jest w zasięgu łapy.
Wyszliśmy z sali zmierzając w stronę jaskini glównej.
Obserwowałem niebo..
-O co ci chodziło z Mokarim?- spytałem
-Wiesz, biorąc pod uwagę to, że jest smokiem i potrafi zmieniać rozmiary...
-Rozumiem- powiedziałem szybko- jednak oby te chmury nie popsuły nam planów.
Po chwili byliśmy już na miejscu. Nigdzie nie widziałem basiora.
-Aro?- Shima zawołała cicho 
-Słucham- samiec stał za nami. Obydwoje się odwróciliśmy.
-Mamy pewne pytanie- zacząłem.
Shima wiedziała co zrobić. Przed nami pojawił się obraz tamtego stworzenia.
-Co to za stworzenie?- wadera zadała pytanie.
-To Ikran. Nie rozumiem po co wam to wiedzieć? To samica.
-Znasz ją? - lekko się zdziwiłem.
-Tak. W czasie Wojny klan Navi nam pomagał. I w tym Ikrany. Ta samica dowodziła oddziałami gadów.
-Czyli wiesz gdzie się znajduje?
-Możliwe. Jeśli nie przeniosła stad na inny teren. Musicie iść na zachód. Następnie nad chmurami, około 3000 - 4000 metrów w górę będą Góry Alleluja. W tamtyk miejscu powinny być Ikrany. Na wschód jest jeden z klanów. Musicie jednak uważać Toruki Makto latają nad waszymi głowami i mogą tam polować. W porównaniu z Mokarim są małe, 24m. Mimo nikłych rozmiarów i braku mocy potrafiłyby zabić niejednego ogromnego smoka.  Nie radzę tam lecieć w czasie burzy- spojrzał na niebo.
-Dziękujemy- odrzekła Shima
-Może zdążymy przed burzą.- powiedziałem i zacząłem biec. Wadera dołączyła do mnie. Dobiegliśmy pod klif. Zobaczyłem piorun i po chwili usłyszeliśmy grzmot. Niebo było już bure. Wezwałem pnącza i stworzyłem z nich coś w rodzaju windy. Siedzieliśmy w jaskini.
-Gdzie jest Mokari?- spytała
- Pewnie poleciał na polowanie. Wróci jutro. Czyli i tak musimy przeczekać burzę i noc.
Podszedłem do wejścia i polożyłem się tam.
-Chodź- kiwnąłem do wadery. Podeszła do mnie
- Musimy czekać. Połóż sie i wypocznij.- powiedziałem- truskawki?- wyczarowałem krzak z owocem i zacząłem obserwować krople deszczu...

Shima? xD

Od Ontari'ego- cd Alice

-A więc gdzie idziemy?- spytałem
-Przed siebie- powiedziała tylko tyle.
Szliśmy w ciszy oglądając otaczającą nas przyrodę. Lubiłem tak robić. Panowała wtedy błoga atmosfera, a ja mogłem się uspokoić.
Alice najwyraźniej też to lubiła, bo żadne z nas nie chciało się odezwać, aby nie zapeszyć tej chwili.
Po 15- nastu minutach doszliśmy na jakąś łąkę. Było na niej pełno chabrów i maków. Z boku było kilka liściastych drzew- klony. Gdzieniegdzie latały wszelako kolorowe motyle i ptaki
-Pięknie- zacząłem
-Nie mogę zaprzeczyć
-Pierwszy raz widzę to miejsce- odpowiedziałem
-Ja również. Idziemy na ślepo i nagle coś takiego!- zaśmiała się

Alice?

Od Ontari'ego- cd Shimy

Weszliśmy do środka.
-Czyli może być to gadopodobne coś?- uniosłem brew
-Zapewne. Ale tak przynajmniej to wygląda na tym kawałku papieru
-Najlepiej będzie jednak się temu przyjrzeć.
-Tak, to najlepszy pomysł- zgodziła się ze mną
Zeszliśmy na dół. Sala z każdym razem gdy tu przebywałem wydawała się coraz bardziej ogromna.
Podeszliśmy. Zobaczyłem cytat mojego ojca.
-Jeśli twój plan jest tak szalony, że nikt nie wierzy w jego sukces, wtedy on na pewno nadejdzie- przeczytała Shima.
Nie chciałem tego komentować. Przyłożyłem mapę do rysunku pod cytatem. Zobaczyłem obraz
-To jest wielkości 2 dorosłych basiorów, jest białe i po części wygląda jak dziki kot. Nie ma uczu, a ogon grzbiet i zewnętrzna cześć łap jest pokryta łuskami. Ponad to ogon kończy się jakby jaszczurczym wachlarzem. Ma ogromne kły...

Shima?

Od Ontari'ego- cd Aro

Siedzieliśmy na smoku. Nie byłem przyzwyczajony do tak szybkiego latania. Jakbym gnał z prędkością światła
-Jak myślisz po co przyleciał?- zdołałem wydusić do Aro opierając się połykanemu wiatrowi
-Nie mam pojęcia, ale zaraz go tu nie będzie, a jeśli się nie zgodzi to zostanie po nim tylko krew i zimne zwłoki- powiedział szorstko
Było widać, że nie zawsze był miłym basiorem. Teraz, kiedy tego wymagano stał się nieobliczalny.
Czasami można byłoby się zacząć bać. Na przykład teraz, kiedy leci się na dużej wysokości.. heh

Aro?
Wybacz, że krótkie :/

Od Ontari'ego- cd Alice

Wziąłem łyk "herbatki" (jeśli mogę to tak nazwać). Poczułem gorzki a zarazem słony smak. Chciałem to wypluć lecz z godnością przełknąłem świństwo-Smakuje?- zaśmiała się
-Szczerze? Co to jest? Smakuje okropnie, co najmniej
-To lek na twoje bóle.
-Czyli muszę wypić wszystko?- powiedziałem ze smutnymi oczami
-Owszem musisz. To ci pomoże.- powiedziała łagodnym głosem.
Skrzywiłem się i łyknąłem wszystko na raz.
Wadera wzięła pojemnik
-Jestem Ontari
-Alice, też należysz do Wspólnoty Nocy?
-Owszem. Jestem tu głównym strategiem

Alice?

Od Ontari'ego- cd Aro

Wyszliśmy z sali treningowej i przebyliśmy mini dżunglę (xd)
Słońce od razu uderzyło mi w oczy. Zasłoniłem je na chwilę łapą. Spojrzałem na basiora. Mu nic się nie działo.
-Polujesz?- spytał i zaczął iść
-Nie, jestem wegetarianinem.
-Rzadko takich spotykam
-Wiele razy to słyszę. Jak podejrzewam ty jadasz mięso- zaśmiałem się
-No skąd wiedziałeś?- uniósł brew i spojrzał na mnie
-Ech, na wojnie wszystko się je.
-Mówisz jakbyś wiele ich przeszedł
-Jedną i bardzo krótko- zacząłem- Może już skończmy o tym gadać i znajdźmy jakiś temat?- kiedy zadałem pytanie nagle wylądował przed nami Libre. Rzadko widywałem tak szybkie smoki, ale on jakby się tu teleportował!

Aro?

Od Ontari'ego

Obudziłem się w środku nocy. Nie mogłem zasnąć więc wyszedłem przed jaskinię. Spoglądałem w górę, na gwiazdy. Wydawały się znajome, a jednak były tak daleko. Do głowy wpadł mi pomysł. Wstałem i szybko udałem się na jedno z wysokich wzgórz. Towarzyszyły mi świerszcze i świetliki. Od czasu do czasu słyszałem huczenie sowy. Stanąłem na szczycie i rozejrzałem się dookoła. Kraina, w której się teraz znajdowałem z Mokari'm była zanurzona w mroku i pokryta mgłą.
-No dobra, warto spróbować- szepnąłem do siebie cicho. Zamknąłem oczy i skupiłem się. Poczułem, że odrywam się od ziemi- Lewituję!-krzyknąłem. Wtedy upadłem na suchą ziemię. Otrzepałem się. Nie mogłem się poddać. Do tego miałem przed sobą jeszcze całą noc.
Moje próby były coraz częstsze. Musiałem w końcu opanować tą powaloną lewitację!
Dopiero po jakimś czasie mi się udało. Wzniosłem się wyżej. Uśmiechnąłem się pod nosem i wyskoczyłem w dół. Czułem jakbym pływał we mgle. Teraz tylko ona mnie otaczała i tylko ją widziałem. Poczułem uderzenie w głowę. No tak, drzewo...
Upadłem na ziemię, zamknąłem powoli oczy, aby odpłynąć od bólu. Tylko na chwilę...nastał kolejny mrok...
Obudziłem się rano, słońce zaczęło przygrzewać mi pysk. Próbowałem wstać.
-Gdzie ja jestem?- spytałem
-W mojej jaskini- usłyszałem głos

<Ktoś?>

Od Ontari'ego- cd Aro

-Pamiętasz wilka imieniem Sorah?- spytałem
-Tak, to był nasz najlepszy strateg. Potem gdzieś wyruszył- zmrużył brwi- znasz go?
- To on mnie wyszkolił. Był moim ojcem. Po tym jak wam pomógł został poszukiwaczem i zapewne zginął
-Przykro mi- zaczął
-Nie trzeba. Może żyje, albo zabili go rzeźnicy. Jednak nie mówmy o tym
-On też coś napisał na tej tablicy
-Naprawdę?- zdziwiłem się
-Tak. I myślę, ze specjalnie dla ciebie- posłał mi uśmiech
-Dla mnie?
-To widać, że wiadomość została napisana specjalnie dla stratega. A skoro cię nauczał...
-Pokażesz mi to?
Podszedł kilka metrów w lewą stronę. Nad naszymi głowami widniał cytat. Przeczytałem go na głos
-"Jeśli twój plan jest tak szalony, że nikt nie wieży w jego sukces, wtedy on na pewno nadejdzie ~Sorah"

Aro?


Od Ontari'ego- cd Shimy

Popatrzyłem na waderę.
-I tak tam wrócimy- próbowała się zaśmiać, lecz widać było iż jest zmęczona
-Ale najpierw musimy się przygotować.
-W sensie?
-Cóż, normalną bronią ich nie zabijesz... Dlaczego takie rzeczy zawsze muszą być utrudnione?
-Dobra, normalna broń odpada, magia?
-Tylko kryształy, i połączone z ogniem. Czyli jesteśmy w miejscu. Potrzebujemy zwierzęcia
-Smoka? Feniksa?- zaczęła wyliczać, pewnie dalej by to robiła gdybym jej tego nie przerwał
-Nie. To inne zwierze. Ojciec mi o nim opowiadał. Nie dokładnie to pamiętam. Rysował je jednak na jednej ze swojej mapy
-A więc po nią chodźmy
-Tylko zawołam Mokari'ego- wysłałem przyjacielowi telepatyczną wiadomość
-Mokari to twój smok?
-Jep, on pomoże nam się dostać na klif. Musiałem sobie wybrać takie miejsce- zaśmiałem się- Niby można tam normalnie wejść, ale wolę żebyś mi nie spadła- zaśmialiśmy się.
Po chwili niebo zasłonił kształt, a my byliśmy w wielkim cieniu. Gad usiadł z gracją i siłą na ziemi.
-Mokari!- wrzasnąłem na niego ze złą miną, ten tylko zniżył łeb
-Mówiłeś coś? Nie słyszałem cię z góry
-Mógłbyś być mniejszy? Rozumiem, ze twój pierwotny rozmiar może z łatwością zakryć ogromny zamek, ale błagam cię. Nie popisuj się- gdy wysłuchał mojego monologu zmienił rozmiar. Był teraz może tylko z 2 razy większy od Dowódcy Smoków- Wybacz mi Shima za niego. Czasami nie rozumie, ze urodził się w randze największych smoków
-Nie szkodzi, ale fakt, jest ogromny
-Dziękuje- posłał jej lekki uśmiech
-Panie przodem- pomogłem jej wsiąść a sam usiadłem obok niej. Moki posiadał umiejętność dostosowywania łusek więc ułożył je w ten sposób aby waderze było w miarę wygodnie. Uśmiechnąłem się do niej i ruszyliśmy.
Siedzieliśmy obok siebie i rozmawialiśmy trochę. Po jakichś 15- nastu minutach dotarliśmy na miejsce. Smok wysadził nas na półce skalnej i wszedł do środka. Jaskinia była w sam raz. No może tylko "trochę" musiał się zmniejszyć. Ale i tak miała 10 metrów wysokości (xd)
-Witam w moich skromnych progach. Jesteś tutaj pierwszym gościem
-Miło, jednak gdzie masz tę mapę?
-Już ją biorę- poszedłem do swojej "sypialni". Zabrałem pochwę z mapą i wyjąłem oczywiście zawartość. Spojrzałem na górny, prawy róg. Była tam..
-Co to za zwierze?- spytała
-Nie wiem. Ale jest chyba narysowane tylko w połowie
- Poznaję ten rysunek- powiedziała- coś podobnego znajduje się w sali treningowej
-To pewnie będzie druga część. Ruszamy natychmiast. Dolecimy stąd
-Jeśli Mokari nam pomoże to na pewno
-Ja tam bym na niego nie liczył. I tak po wypadku trudno mu się lata
-Wypadku?
-Kilka miesięcy temu uderzył w drzewo i podobno nadal go to złamanie boli
-To jak tam dotrzemy nie chcąc go zamęczać?
-Za mną- wyszliśmy na dużą półkę skalna- Tak będzie najszybciej. Wybacz, ale mam tylko jedną
-Czy to paralotnia- zrobiła krok do tyłu
-Tak, zrobiona z wytrzymałych gałęzi i liści. Zmieścimy się oboje i zdołamy dolecieć
-Nie spadniemy?
-Zaufaj mi- spojrzałem jej w oczy

Shima?

Od Ontari'ego- cd Shimy

-Szczerze? Modlę się o kanapkę z sałatą
-Ontari!- "krzyknęła" szeptem. - Pytam się poważnie
-Myślisz, że JA poważnie nie odpowiadam?- zwróciłem łeb w jej stronę. Nie wyglądała na rozweseloną.- Chciałem rozluźnić atmosferę- przyśpieszyłem, a wadera kroczyła za mną.
Pierwszy raz od dawna czułem, że ktoś na mnie liczy. Nie powiem, było to miłe uczucie. Miałem dwa wyjaśnienia. Albo wadera mi ufała, albo jak coś wyskoczy, to ja będę pierwszym pożartym. Nie powiem jednak o niej złego słowa. Jest z niej dobra przyjaciółka, jeśli tak mogę nazwać naszą krótką znajomość.
Zatrzymaliśmy się.
-Tutaj droga się rozdziela- powiedziałem
-Więc prawo lub lewo- zaczęła się zastanawiać
-Prawo powiedziałem
-Lewo- wadera powiedziała w tym samym czasie co ja. Posłałem jej uśmiech
-Lewo, błagam aby tam była kanapka- zacząłem. Śnieżnobiała wadera tylko mnie szturchnęła i znowu skryła się za mną. Skręciliśmy, a następnie było lekkie trzęsienie ziemi, droga, którą weszliśmy zniknęła. Była tam teraz gładka skała. Przełknąłem cicho ślinę i ruszyliśmy dalej.
Minęło może 2 minuty marszu, znaleźliśmy się w ogromnej sali. Z góry padało światło. Nie wiedziałem skąd się wzięło. Padało na wilka w dziwnym stroju
-Co to jest?- Shima stanęła obok mnie
-Nie jestem pewien, ale
-Ale?
-To może być poszukiwacz- powiedziałem tylko
-Kto to taki?
-Lepiej spytaj z kim włączy taki ktoś. Mój ojciec mi o nich opowiadał. Kiedyś wyruszył w podróż. Sam stał się poszukiwaczem. - przełknąłem ślinę- Walczą z demonami zwanymi też rzeźnikami. To wilki z dziwnymi białymi znakami na łapach i okropnych maskach, skrywające obrzydliwe twarze. Gdy się takie zabija pojawia się niebieski dym. Aby je pokonać trzeba chyba zakręcić czymś podobnym do lampy, jakby latarni czy dzwonu. Ale nie jestem pewny. To było tak dawno temu. Mój ojciec wyruszył by pokonać te bestie. Nie wrócił.- zakończyłem Myśl, że mogę tu spotkać ojca była nie do wytrzymania

Shima?

Od Otari'ego- cd Aro

-Jeśli tak twierdzisz- odrzekłem
-Ja nie twierdzę, ja to wiem- powiedział szorstko.
W tym czasie zniszczyliśmy zarośla i ukazało nam się wejście. Mokari był już wielkości Libre. Wszyscy weszliśmy do środka. Schodziliśmy w dół ścieżką wyłożoną grubym kamieniem. Słyszałem jak nasze pazury się od nich odbijają tworząc głuchy dźwięk.
Nic nie mówiliśmy. Panowała całkowita cisza. Może to i lepiej? Czasami cisza pomaga...
Gdy byliśmy na dole ukazała mi się sala nie małych rozmiarów. Mokari mógł chociaż trochę się powiększyć, choć i tak brakowało mu z 8 metrów to pierwotnej wielkości. Spojrzałem na wielką drewnianą tablicę. Była w niej wyryta historia. Czytałem fragmenty i uczucia innych
-Tylko kilku, którzy się tutaj podpisali przeżyło- powiedział do mnie Aro, gdy zauważył, że czytam

Aro?

Od Ontari'ego- cd Shimy

Otaczało nas piękne miejsce
-Wow- powiedziałem cicho i podszedłem do wody.
Była bardzo jasna, wręcz krystaliczna i wydawała się bić od siebie blaskiem. Widziałem w niej kilka złotych rybek. W innym miejscu pływały pływały wszelako kolorowe stworzenia wodne. Dookoła była ścieżka, był to chyba fioletowy kolor. Prowadziła do wielkiego głazu obrośniętego zielono-podobnymi pnączami.
Zbliżyłem się do niego. Shima podążała obok mnie. Dotknąłem łapą kamienia i poczułem mrowienie na opuszkach.
-Shh.- syknąłem
-Coś się stało?- uniosła brew
-Nie wiem, to. To coś dziwnego. Bardzo- miejsce gdzie przed chwilą trzymałem kończynę emanowało niebiesko-fioletowym blaskiem.
Spojrzeliśmy na siebie z białą waderą. Ponownie rzuciłem wzrok na to "coś". Uniosłem łapę i przyłożyłem w tamto miejsce. Energia rozeszła się po głazie. Liany zaczęły pękać pozostawiając po sobie tylko zarys ze spędzonych tu lat. Ukazała nam się ciasna szczelina
-Myślisz o tym samym co ja?- spytałem się nie podnosząc wzroku z wejścia
-Wchodzimy- kątem oka widziałem jak kiwnęła głową. Już byliśmy w środku.


Shima?
^