Zobaczyłem jak wadera odbiega ode mnie. Szybko za nią ruszyłem. Morgana kicała raz w lewo raz w prawo chcąc mnie zmylić. Jednak nie ze mną takie sztuczki. Podbiegłem do niej. Biegliśmy teraz obok siebie. Płynnym ruchem zamachałem ogonem i uderzyłem ją lekko w brzuch.
- Berek. - powiedziałem i zmieniłem tor biegu.
Odwróciłem się i pobiegłem w stronę lasu Fuge. Gdy Mor zobaczyła gdzie biegnę popędziła za mną. Aby mnie dogonić zabrakło jej dosłownie pięciu metrów, kiedy ja szybko wskoczyłem na - co prawda całe proste - drzewo. Wysunąłem pazury i wszedłem prawie na sam szczyt. Spojrzałem w dół. Morgana stała myśląc czy wejść za mną czy nie. Po chwili się zdecydowała i także szybko wskoczyła na drzewo. Była już prawie przy mnie jednak ja zobaczyłem, że nade mną jest coś w stylu małego daszku utworzone z Gałęzi owego drzewa, na którym siedzieliśmy. Przeszedłem na nie. Były dość mocne i duże aby nawet utrzymać cztery wilki. Miałem niejaką nadzieję, że wadera dostrzeże mój ruch. Tak było. Po chwili Morgana znalazła się na tym samum ,,daszku".
- Jesteśmy wilkami, a nie wiewiórkami. - rzekła śmiejąc się.
- Owszem. Wiem. Ale czy to oznacza, że drzewa nie są dla nas?
Zamyśliła się na pare sekund i zaraz odpowiedziała.
- Może. W sumie drzewa wytwarzają tlen przydatny i nam, wilkom.
- A co to jakaś lekcja przyrody czy co? - zaśmiałem się.
Wilczyca uśmiechnęła się szyderczo i zarazem z radością.
- Niektórym tutaj obecnym się by przydało.
Odpowiedziałem jej tym samym złośliwym uśmieszkiem.
- Tak, ale powinnaś mieć lepszą samoocenę.
- Ej! - Zaśmiała się kiedy zrozumiała, że chcąc mi dogryźć sama wystawiła się na docinki.
Alice? Mor?
<Może zejdziemy z tego drzewa?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Halt. Pokaż wszystkie posty
Od Halt'a- "Nowy Dom"
,,Nowy dom"
Obudziłem się wcześnie rano. Słońce już grzało, pomimo wczorajszej ulewy. Zapowiadał się bardzo ciepły dzień. Wstałem i się przeciągnąłem. Wyszedłem zwinnie z nory i spojrzałem w niebo. Nie było na nim ani jednej chmurki. ,,Dobry dzień na szukanie nowego domu" - pomyślałem. - ,,Norka to zły pomysł, ponieważ często w czasie deszczu, woda wlewa się do środka."
Na początek poszedłem na łąkę ale szybko uznałem, że mieszkanie na niej to zły pomysł. Często bawią się tu wilki, a ja wolę mieć spokój. Poszedłem dalej, tym razem nad jezioro. Tutaj niby też było dużo wilków, ale z pewnością mniej niż na łące.
Spojrzałem na lewo. Nie zobaczyłem tam nic, co by mogło posłużyć jako dom.
Odwróciłem głowę w prawą stronę. I ujrzałem.
Była to dość duża kopuła z wejściem ze strony wody i jednym na górze. Obok dużego wejścia było także jedno mniejsze.Przez ten otwór na dachu także będzie wlatywać deszcz ale zaraz będzie on wpływał do wody jeziora. Wszedłem do środka. Jak się okazało w środku było bardzo dużo miejsca - jak dla jednego wilka.
Postanowiłem, że od dzisiaj, właśnie tu będę mieszkał.
Ps. Opowiadanie powstało głównie po to aby było mniej więcej wiadomo gdzie mieszka Halt. ~ Junnia123
Obudziłem się wcześnie rano. Słońce już grzało, pomimo wczorajszej ulewy. Zapowiadał się bardzo ciepły dzień. Wstałem i się przeciągnąłem. Wyszedłem zwinnie z nory i spojrzałem w niebo. Nie było na nim ani jednej chmurki. ,,Dobry dzień na szukanie nowego domu" - pomyślałem. - ,,Norka to zły pomysł, ponieważ często w czasie deszczu, woda wlewa się do środka."
Na początek poszedłem na łąkę ale szybko uznałem, że mieszkanie na niej to zły pomysł. Często bawią się tu wilki, a ja wolę mieć spokój. Poszedłem dalej, tym razem nad jezioro. Tutaj niby też było dużo wilków, ale z pewnością mniej niż na łące.
Spojrzałem na lewo. Nie zobaczyłem tam nic, co by mogło posłużyć jako dom.
Odwróciłem głowę w prawą stronę. I ujrzałem.
Była to dość duża kopuła z wejściem ze strony wody i jednym na górze. Obok dużego wejścia było także jedno mniejsze.Przez ten otwór na dachu także będzie wlatywać deszcz ale zaraz będzie on wpływał do wody jeziora. Wszedłem do środka. Jak się okazało w środku było bardzo dużo miejsca - jak dla jednego wilka.
Postanowiłem, że od dzisiaj, właśnie tu będę mieszkał.
Ps. Opowiadanie powstało głównie po to aby było mniej więcej wiadomo gdzie mieszka Halt. ~ Junnia123
Od Halt'a - cd Shimy
Przez chwilę siedzieliśmy wraz z Shimą w ciszy. Wadera patrzyła w niebo a ja rozmyślałem nad tym co ona powiedziała. ,,Naszej mocy". Z pewnością chodziło o jakąś umiejętność, którą posiadają tylko wadery. Może miała na myśli skrywaną szybkość wader?
- I co? Domyśliłeś się już o co mi chodziło? - spytała Shima z uśmiechem.
- Po części. - powiedziałem i wstałem. - Pójdę już.
- Gdzie ci śpieszno? - przechyliła głowę na bok.
- Nie ważne.
- Ok. Niech będzie nie ważne. Ale powiedz.
- Szczerze?
- Szczerze.
- Sam do końca nie wiem...
Jej głowa powędrowała jeszcze dalej na bok.
- Więc po co idziesz?
- Wiesz... Jestem bardziej samotnikiem...
- Rozumiem...
- A ty nie musisz się zając Sabal'em i Rei'em?
- Teraz Ontari powinien się nimi zajmować. Ale okej, jeśli chcesz iść to idź.
Nie wiedziałem co powiedzieć więc po prostu się odwróciłem i zacząłem iść nad jezioro. Jest tam przyjemne, rześkie powietrze.
*** Nad jeziorem. ***
Usiadłem w wodzie. Było tu płytko więc położyłem się i oparłem głowę o łapy. Zamknąłem oczy. Po chwili zasnąłem.
Przez sen zobaczyłem jak ktoś idze chyba popływać. Gdy sylwetka wilka się zbliżyła, ujrzałem Shimę. Spojrzała na mnie, ale widząc, że śpię po cichu przeszła obok.
Faktycznie, przyszła pływać, ponieważ gdy mnie ominęła skręciła i weszła dalej, do wody. Chwilę pływała a potem wyszła na brzeg i usiadła jakieś 10 metrów za mną.
Poruszyłem dając jej znak, że wiem co się dzieje dookoła.
- Śpisz...? - spytała niepewnie.
- Już nie. - Odparłem sucho.
- Obudziłam cię?
- Sam się obudziłem widząc jak niezdarnie się skradasz. - na moim pysku pojawił się nikły cień uśmiechu.
- Tak, nie umiem się do końca skracać. - zaśmiała się. - Co teraz będziesz robić?
- Chciałem trochę ponurkować. - wskazałem jezioro łapą.
- Mogę też?
- Nie mogę ci zabronić.
- A zabronił byś gdybyś mógł? - uśmiechnęła się szeroko.
- Raczej nie.
Weszliśmy do wody i nurkowaliśmy łowiąc ryby i ochlapując się nawzajem wodą.
Shima?
Nie wiedziałam co mam dalej napisać. XD
Przepraszam, że tak późno napisałam. ^^
Od Halt'a- cd Alice
Od Halt'a - cd Alice.
Szybko wstałem i się wytrzepałem. Wadera uczyniła to samo.
- Sory. - powiedziałem bez entuzjazmu. - Biegłem za tobą i nie widziałem tego korzenia czy czegoś.
- Było zwolnić. - prychnęła.
Podszedłem do bliskiego strumyka i zacząłem pić. Woda była brudna i niesmaczna ale mi to nie przeszkadzało. Spojrzałem na Morganę. Ta dalej wytrzepywała sierść.
- Już. Przecież te kwiatki nie wlazły ci pod skórę. - prychnąłem.
- Nienawidzę zapachu i wyglądu kwiatów! Co według ciebie mam zrobić żeby ich noe czuć na mojej sierści?!
Przewróciłem oczami.
- Chodź!
Zacząłem biec i z dość wysokiego kamienia skoczyłem do wody, tam gdzie wcześniej. Morgana już była na kamieniu.
- W sumie dobry pomysł. - powiedziała.
- Wiem. - odpowiedziałem sucho.
***
Uderzyłem Halt'a łapami i ugryzłem go w szyję. Dziwiło mnie to, że teraz, kiedy wbiłem kły w jego ciało nie wołał abym przestał.
Na zewnątrz pływałem z Mor, a w środku walczyłem z Halt'em.
- Niedługo wstanie słońce i znów TY będziesz w środku, a ja będę razem z innymi wilkami i smokami z watahy! - krzyknął Halt bez zainteresowania.
- Nie bądź tego taki pewien, Halt! - warknąłem.
Bitwa dalej się toczyła.
Tym razem to Halt zanurzył kły w mojej szyi i odepchnął mnie, tak że się przewróciłem.
Leżałem na ziemi a on stał nade mną.
- Poddaj się.
- Nigdy! - zawarczałem.
Po chwili siłowania się z basiorem wstałem i znów walczyliśmy oboje stojąc.
***
Wadera wyszła na brzeg i wytrzepywała sierść z wody w czasie kiedy ja zanurkowalem i złapałem pięć ryb naraz.
Spojrzałem na Morganę.
Zachowywała się bardziej spokojnie niż na początku. Przeglądałem jej się dalej. I zobaczyłem.
Jej ogon nie był taki jak reszta sierści tylko bardziej...
Brązowo. Lub szaro?
Ciężko powiedzieć. Był taki pomieszany.
Alice?
Mor?
Sorki za błędy.
Szybko wstałem i się wytrzepałem. Wadera uczyniła to samo.
- Sory. - powiedziałem bez entuzjazmu. - Biegłem za tobą i nie widziałem tego korzenia czy czegoś.
- Było zwolnić. - prychnęła.
Podszedłem do bliskiego strumyka i zacząłem pić. Woda była brudna i niesmaczna ale mi to nie przeszkadzało. Spojrzałem na Morganę. Ta dalej wytrzepywała sierść.
- Już. Przecież te kwiatki nie wlazły ci pod skórę. - prychnąłem.
- Nienawidzę zapachu i wyglądu kwiatów! Co według ciebie mam zrobić żeby ich noe czuć na mojej sierści?!
Przewróciłem oczami.
- Chodź!
Zacząłem biec i z dość wysokiego kamienia skoczyłem do wody, tam gdzie wcześniej. Morgana już była na kamieniu.
- W sumie dobry pomysł. - powiedziała.
- Wiem. - odpowiedziałem sucho.
***
Uderzyłem Halt'a łapami i ugryzłem go w szyję. Dziwiło mnie to, że teraz, kiedy wbiłem kły w jego ciało nie wołał abym przestał.
Na zewnątrz pływałem z Mor, a w środku walczyłem z Halt'em.
- Niedługo wstanie słońce i znów TY będziesz w środku, a ja będę razem z innymi wilkami i smokami z watahy! - krzyknął Halt bez zainteresowania.
- Nie bądź tego taki pewien, Halt! - warknąłem.
Bitwa dalej się toczyła.
Tym razem to Halt zanurzył kły w mojej szyi i odepchnął mnie, tak że się przewróciłem.
Leżałem na ziemi a on stał nade mną.
- Poddaj się.
- Nigdy! - zawarczałem.
Po chwili siłowania się z basiorem wstałem i znów walczyliśmy oboje stojąc.
***
Wadera wyszła na brzeg i wytrzepywała sierść z wody w czasie kiedy ja zanurkowalem i złapałem pięć ryb naraz.
Spojrzałem na Morganę.
Zachowywała się bardziej spokojnie niż na początku. Przeglądałem jej się dalej. I zobaczyłem.
Jej ogon nie był taki jak reszta sierści tylko bardziej...
Brązowo. Lub szaro?
Ciężko powiedzieć. Był taki pomieszany.
Alice?
Mor?
Sorki za błędy.
Od Halt'a- cd Alice
Nie wiedziałem czy mam wskoczyć za waderą do wody czy nie. Ona była chyba jakaś nienormalna. Najpierw kazała mi biec po jedzeniu a potem skakać do wodospadu. Czy jej aby na pewno nic się nie stało? Ogólnie mam nieskończoną wytrzymałość ale magia pryska gdy coś zjem i nie odczekam 30 minut. Dokładnie nie wiedziałem dlaczego tak jest.
- Dawaj, skacz! - zachęcała mnie dalej Morgana.
Podjąłem szybką decyzję.
Jednym silnym ruchem odbiłem się tylnymi łapami i wskoczyłem do wody. Woda w tym miejscu płynęła bardzo szybko, jednak moje mięśnie były silniejsze. Przez chwilę nie wynurzałem się z wody. Pod nią było bardzo przyjemnie, ale powoli kończył mi się tlen. Zamachałem szybko i silnie łapami i się wynurzyłem. Wadera patrzyła na mnie z uśmiechem.
- W końcu się zdecydowałeś.
- To nie rozsądne... - zacząłem jednak Mor mi przerwała:
- Ale fajne o zabawne!
- Niedługo będzie pełnia...
- I co?! Boisz się ciemności?!
- Nie o to chodzi... Tylko... Zmienię się wtedy w...
- W...? Mów żwawiej!
- W Full Moon'a*.
- Co? W co się zmienisz?
- W moją drugą postać. Jest podobna do Ciebie... - Spojrzałem na waderę. - ...zachowaniem.
- To super!
- No nie bardzo. - mruknąłem pod nosem i zacząłem płynąć do brzegu. Morgana za mną.
Gdy wyszedłem na ziemię stało się najgorsze.
Moja zwykle czarna sierść przybrała biało szarawy kolor.
http://img06.deviantart.net/f5ff/i/2013/048/2/4/howling_blizzard_by_red_sinistra-d5va11k.jpg
Spojrzałem w górę. Była już noc a księżyc w pełni zaczął wychodzić spod chmur. Nie czułem już, że myślę, iż to co zrobiłem było nierozsądne. Wręcz przeciwnie.
Wyłączyłem z myśli wołania Halt'a.
- Co robimy teraz? - zapytałem waderę stojącą za mną.
Wyczułem chwilę wahania.
Alice?
Morgana?
*Full Moon - tłumaczenie; język Angielski; Pełnia księżyca.
- Dawaj, skacz! - zachęcała mnie dalej Morgana.
Podjąłem szybką decyzję.
Jednym silnym ruchem odbiłem się tylnymi łapami i wskoczyłem do wody. Woda w tym miejscu płynęła bardzo szybko, jednak moje mięśnie były silniejsze. Przez chwilę nie wynurzałem się z wody. Pod nią było bardzo przyjemnie, ale powoli kończył mi się tlen. Zamachałem szybko i silnie łapami i się wynurzyłem. Wadera patrzyła na mnie z uśmiechem.
- W końcu się zdecydowałeś.
- To nie rozsądne... - zacząłem jednak Mor mi przerwała:
- Ale fajne o zabawne!
- Niedługo będzie pełnia...
- I co?! Boisz się ciemności?!
- Nie o to chodzi... Tylko... Zmienię się wtedy w...
- W...? Mów żwawiej!
- W Full Moon'a*.
- Co? W co się zmienisz?
- W moją drugą postać. Jest podobna do Ciebie... - Spojrzałem na waderę. - ...zachowaniem.
- To super!
- No nie bardzo. - mruknąłem pod nosem i zacząłem płynąć do brzegu. Morgana za mną.
Gdy wyszedłem na ziemię stało się najgorsze.
Moja zwykle czarna sierść przybrała biało szarawy kolor.
http://img06.deviantart.net/f5ff/i/2013/048/2/4/howling_blizzard_by_red_sinistra-d5va11k.jpg
Spojrzałem w górę. Była już noc a księżyc w pełni zaczął wychodzić spod chmur. Nie czułem już, że myślę, iż to co zrobiłem było nierozsądne. Wręcz przeciwnie.
Wyłączyłem z myśli wołania Halt'a.
- Co robimy teraz? - zapytałem waderę stojącą za mną.
Wyczułem chwilę wahania.
Alice?
Morgana?
*Full Moon - tłumaczenie; język Angielski; Pełnia księżyca.
Od Halt'a- cd Shimy
Do jeziora zostało jeszcze 50 metrów. W czasie drogi widziałem chyba wszystkich zawodników wyścigu. Przygotowywali się do biegu.
- Jesteśmy! - Zawołała Shima.
Nic nie odpowiedziałem. Uznałem, że nie trzeba.
Na jeziorze unosiły się małe fale. Woda przy brzegu była ciepła. Dalej chłodna.
- Będziesz pływał?
- Może.
Shima potruchtała i wskoczyła do wody z głośnym "plusk". Zaczęła pływać w czasie gdy ja położyłem się na płytkiej wodzie. Wadera zanurkowala. Po chwili wyłoniła się z rybą w pyszczku. Do wyścigu zostały jeszcze 2 godziny.
*** 2 godziny później. ***
Wyścig miał się zacząć za chwilę. Wyszedłem z Shimą z wody i pobiegliśmy na polanę. Brakowało już tylko Neon'a. Po chwili się zjawił. Zawodnicy ustawili się na linii ,,start". Zacząłem z Shimą odliczać.
- Do biegu...! - zacząłem.
- Gotowi...! - Powiedziała nieco głośniejszym tonem Shima.
- START !!!! - Wydaliśmy się razem i uczestnicy ruszyli.
Wilki i smoki, które przyszły oglądać wyścig krzyczeli imiona zawodników.
Pierwsza biegła Ingreed. Tuż obok niej Ontari. Alice i Neon wyprzedzali się kilka metrów za nimi. Amaimon biegł dwa metry przed Czarną Wdową. Ostatnia dwójka chyba już opadła z sił. Wystartowali najszybciej i przez jakiś czas biegli w czołówce, jednak nie rozłożyli sił odpowiednio na 15 kilometrów. Spojrzałem na Shimę, która siedziała obok mnie.
Po starcie przeszliśmy szybko na metę aby zobaczyć kto wygrał.
Wadera była zachwycona, że nasza praca nie poszła na marne. I wtem stało się coś dziwnego.
Pierwszy raz od baaaardzo długiego czasu uśmiechnąłem się szczerze do kogoś. Shima uniosła brew. Pokiwałem głową. Także się do mnie uśmiechnęła. Także szczerze.
Zdziwiłem się bardzo, ponieważ od śmierci Caitlyn uśmiechałem się tylko do Vat. Parę razy też do innych osób ale wtedy to tak nie szczerze.
Shima?
- Jesteśmy! - Zawołała Shima.
Nic nie odpowiedziałem. Uznałem, że nie trzeba.
Na jeziorze unosiły się małe fale. Woda przy brzegu była ciepła. Dalej chłodna.
- Będziesz pływał?
- Może.
Shima potruchtała i wskoczyła do wody z głośnym "plusk". Zaczęła pływać w czasie gdy ja położyłem się na płytkiej wodzie. Wadera zanurkowala. Po chwili wyłoniła się z rybą w pyszczku. Do wyścigu zostały jeszcze 2 godziny.
*** 2 godziny później. ***
Wyścig miał się zacząć za chwilę. Wyszedłem z Shimą z wody i pobiegliśmy na polanę. Brakowało już tylko Neon'a. Po chwili się zjawił. Zawodnicy ustawili się na linii ,,start". Zacząłem z Shimą odliczać.
- Do biegu...! - zacząłem.
- Gotowi...! - Powiedziała nieco głośniejszym tonem Shima.
- START !!!! - Wydaliśmy się razem i uczestnicy ruszyli.
Wilki i smoki, które przyszły oglądać wyścig krzyczeli imiona zawodników.
Pierwsza biegła Ingreed. Tuż obok niej Ontari. Alice i Neon wyprzedzali się kilka metrów za nimi. Amaimon biegł dwa metry przed Czarną Wdową. Ostatnia dwójka chyba już opadła z sił. Wystartowali najszybciej i przez jakiś czas biegli w czołówce, jednak nie rozłożyli sił odpowiednio na 15 kilometrów. Spojrzałem na Shimę, która siedziała obok mnie.
Po starcie przeszliśmy szybko na metę aby zobaczyć kto wygrał.
Wadera była zachwycona, że nasza praca nie poszła na marne. I wtem stało się coś dziwnego.
Pierwszy raz od baaaardzo długiego czasu uśmiechnąłem się szczerze do kogoś. Shima uniosła brew. Pokiwałem głową. Także się do mnie uśmiechnęła. Także szczerze.
Zdziwiłem się bardzo, ponieważ od śmierci Caitlyn uśmiechałem się tylko do Vat. Parę razy też do innych osób ale wtedy to tak nie szczerze.
Shima?
Od Halt'a- do Ontari'ego
Wstałem wcześnie rano, ponieważ w nocy była burza i niektóre gałązki posiadały na ziemię przy wejściu do mojej norki. Wstałem, aby je posprzątać. Wyszedłem na zewnątrz i okazało się, że wcale tak dużo gałęzi nie spadło.
Zacząłem sprzątać. Było łatwo więc wszystko to zajęło mi około 15 minut. Gdy skończyłem zjadłem jagody rosnące niedaleko. Nie chciałem polować, więc zjadłem co innego.
Za sobą usłyszałem, że ktoś idzie. Już wiedziałem kto to jest. Odwróciłem się i tak jak myślałem, zza brzozy wyszedł Ontari.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytałem.
Zdziwiłem się, ze przyszedł ponieważ się nie znaliśmy. Mieszkam na końcu lasu Fuge, więc raczej nikt do mnie nie przychodzi. Prócz Vatariath. A po tej stronie lasu gdzie mieszkam raczej nic nie ma. Może coś się stało?
Ontari? XD
Może się poznamy? XD
Zacząłem sprzątać. Było łatwo więc wszystko to zajęło mi około 15 minut. Gdy skończyłem zjadłem jagody rosnące niedaleko. Nie chciałem polować, więc zjadłem co innego.
Za sobą usłyszałem, że ktoś idzie. Już wiedziałem kto to jest. Odwróciłem się i tak jak myślałem, zza brzozy wyszedł Ontari.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytałem.
Zdziwiłem się, ze przyszedł ponieważ się nie znaliśmy. Mieszkam na końcu lasu Fuge, więc raczej nikt do mnie nie przychodzi. Prócz Vatariath. A po tej stronie lasu gdzie mieszkam raczej nic nie ma. Może coś się stało?
Ontari? XD
Może się poznamy? XD
Od Halt'a- cd Shimy
- Nie zapomnę. Kiedy jest wyścig?
- Popołudniu. Chyba.
- Dobra. - Powiedziałem i ruszyłem przed siebie. - Do jutra.
Wadera przewróciła oczami i pobiegła za mną.
- Tak? - Zapytałem gdy była już przy mnie. - Coś jeszcze?
- Spotykamy się na środku polany, dobra? Przy trasie dla młodych.
- Tak. Czemu nie chcesz brać udziału w wyścigu? Wyjaśnij, tak ogólnie.
- My męczyliśmy się przy budowie trasy, a oni niech się pomęczą przy pokonaniu jej. Zresztą wiem, gdzie są przeszkody.
- Ok. Do jutra.
- Do jutra.
Rozeszlismy się. Poszedłem do swojej nory.
Spałem około pięciu godzin. Gdy wstałem poszedłem coś upolować. Potem na polanę. Shima już czekała.
- Spoźniłem się?
- Nie. To ja się pośpieszyłam. Co tam masz?
- Pomyślałem, że po pracy pewnie będziemy głodni, więc upolowalem niedźwiedzia.
- Mniam.
Wzięliśmy się do roboty. Wszystko było dobrze, tylko Shima musiała naprawić lodowisko na końcu trasy dla dorosłych wilków. Potem wzięliśmy się za jedzenie.
Shima?
Znów przepraszam za błędy.
- Popołudniu. Chyba.
- Dobra. - Powiedziałem i ruszyłem przed siebie. - Do jutra.
Wadera przewróciła oczami i pobiegła za mną.
- Tak? - Zapytałem gdy była już przy mnie. - Coś jeszcze?
- Spotykamy się na środku polany, dobra? Przy trasie dla młodych.
- Tak. Czemu nie chcesz brać udziału w wyścigu? Wyjaśnij, tak ogólnie.
- My męczyliśmy się przy budowie trasy, a oni niech się pomęczą przy pokonaniu jej. Zresztą wiem, gdzie są przeszkody.
- Ok. Do jutra.
- Do jutra.
Rozeszlismy się. Poszedłem do swojej nory.
Spałem około pięciu godzin. Gdy wstałem poszedłem coś upolować. Potem na polanę. Shima już czekała.
- Spoźniłem się?
- Nie. To ja się pośpieszyłam. Co tam masz?
- Pomyślałem, że po pracy pewnie będziemy głodni, więc upolowalem niedźwiedzia.
- Mniam.
Wzięliśmy się do roboty. Wszystko było dobrze, tylko Shima musiała naprawić lodowisko na końcu trasy dla dorosłych wilków. Potem wzięliśmy się za jedzenie.
Shima?
Znów przepraszam za błędy.
Od Halt'a- cd Shimy
Zastanowiłem się przez chwilę.
- Może pokażmy uczestniką i innym gdzie jest tor?
- Tak. Powinni wiedzieć gdzie pojutrze pójść.
- O to mi właśnie chodzi.
Shima pokonała głową. Po chwili krzyknęła do wszystkich.
- Ci, którzy chcą udać się pojutrze na wyścig niech pójdą z mną i za Halt'em! Zaprowadzimy Was na miejsce!
Co dziwne wszyscy poszli. Łącznie z przybranymi szczeniętami Shimy i Ontari'ego. Dojście na polanę zajęło nam około 15 minut. Gdy doszliśmy wadera, z którą zrobiłem tor, Shima poinformowała Sabal'a i Rei'a:
- Jutro zaś będzie wyścig dla młodych. Możecie przyjść. Wyścig ten odbędzie się na środku polany, na małym torze.
Oba basiorki zgodnie pokiwała głowami na znak, że się zgadzają.
Wszyscy przybyli oglądali tor wyścigowy. Chyba im się podobał, ponieważ każdy miał uśmiech na twarzy. Widać było też, ze Shima cieszy się zadowoleniem innych. Mi jak zwykle było to obojętne.
Niedługo potem wszyscy zaczęli wracać zgodną grupką, jednak ja trzymałam się na poboczu. Moja głowa była opuszczona. Widziałem jednak doskonale. W pewnej chwili Shima do mnie podbiegła.
- Halt! Chodź tam do nas! - zawołała.
Shima?
Teraz przeszłam na telefon...
Od Halt'a- cd Shimy
Ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że się uśmiechnąłem do Shimy. Mało osób - jeśli nie wcale - może u mnie wywołać uśmiech, w tym, owa wadera. Jest bardzo radosna. Czasami przypomina mi Caitlyn...
- Tak w ogóle po tobie nie widać, żebyś lubił rozmawiać o jedzeniu. - zagaiła Shima.
'Wzruszyłem' ramionami.
- Żadko jem, dlatego lubię chociaż mówić o jedzeniu.
Zbliżaliśmy się już do jaskini Aro. Truchtaliśmy obok siebie. Po chwili przyśpieszyłem. Wadera za mną. Gdy dobiegliśmy, Shima zatrzymała się przy wejściu.
- A ty chcesz wziąć udział w wyścigu? - zapytała.
- Nie...
- I tak szczerze. Na serio nie pamiętasz układu przeszkód?
- Tak. Zapamiętuję to, co jest przydatne. Ważne informacje. Nie trasę wyścigu.
Kiwnęła głową po czym weszła do środka. Aro siedział pod ścianą.
- Coś ważnego? - spytał od razu. I Shima i ja pokręciliśmy głowami.
- Chodzi o wyścig. - Zacząłem.
- Jest już trasa i chcemy zorganizować pierwszy wyścig. - Shima dokończyła.
Shima?
Wena przegrała z lenistwem i upałem
- Tak w ogóle po tobie nie widać, żebyś lubił rozmawiać o jedzeniu. - zagaiła Shima.
'Wzruszyłem' ramionami.
- Żadko jem, dlatego lubię chociaż mówić o jedzeniu.
Zbliżaliśmy się już do jaskini Aro. Truchtaliśmy obok siebie. Po chwili przyśpieszyłem. Wadera za mną. Gdy dobiegliśmy, Shima zatrzymała się przy wejściu.
- A ty chcesz wziąć udział w wyścigu? - zapytała.
- Nie...
- I tak szczerze. Na serio nie pamiętasz układu przeszkód?
- Tak. Zapamiętuję to, co jest przydatne. Ważne informacje. Nie trasę wyścigu.
Kiwnęła głową po czym weszła do środka. Aro siedział pod ścianą.
- Coś ważnego? - spytał od razu. I Shima i ja pokręciliśmy głowami.
- Chodzi o wyścig. - Zacząłem.
- Jest już trasa i chcemy zorganizować pierwszy wyścig. - Shima dokończyła.
Shima?
Wena przegrała z lenistwem i upałem
Od Halta- cd Alice
Zobaczyłem Alice, która biegła do mnie chyba z czymś - lub kimś - walcząc.
- Alice! Nic ci nie jest? - zapytałem zaniepokojony.
- Morgana!
- Co?
- To moje drugie oblicze! Jest wredna i nie mogę nad nią zapanować!
- Aha... Spokojnie.
- Ale ty nie wiesz do czego ona jest zdolna!
Wadera cały czas była zdenerwowana. Nie dziwne. Pewnie czuje to co ja, kiedy walczę z moim obliczem podczas Północy.
- Słyszysz ją?
- Tak... - Dobrze, że Alice się uspokoiła.
- A czy ty też możesz do niej mówić?
- Tak...
- Więc spróbuj jej coś powiedzieć. Niech sobie idzie.
Wadera westchnęła.
- To tak nie działa! - zaczęła szlochać.
- Spróbuj.
Kiwnęła głową.
Widziałem jak porusza pyszczkiem bezgłośnie. Nagle otworzyła szeroko oczy.
- Udało się! Nie słyszę jej!
Wzruszyłem ramionami.
- Skąd wiedziałeś? - zapytała.
- Coż... Powiedzmy, że też mam takie złe oblicze.
Uśmiechnęła się.
Przybrała taką minę jakby mając nadzieję, że już się nie pojawi ta 'Morgana'. Ale kto wie? Może się jeszcze pojawić. U mnie też to działa na chwilę. Ale może teraz się uda?
Alice? Udało się?
P. S. Za błędy przepraszam.
- Alice! Nic ci nie jest? - zapytałem zaniepokojony.
- Morgana!
- Co?
- To moje drugie oblicze! Jest wredna i nie mogę nad nią zapanować!
- Aha... Spokojnie.
- Ale ty nie wiesz do czego ona jest zdolna!
Wadera cały czas była zdenerwowana. Nie dziwne. Pewnie czuje to co ja, kiedy walczę z moim obliczem podczas Północy.
- Słyszysz ją?
- Tak... - Dobrze, że Alice się uspokoiła.
- A czy ty też możesz do niej mówić?
- Tak...
- Więc spróbuj jej coś powiedzieć. Niech sobie idzie.
Wadera westchnęła.
- To tak nie działa! - zaczęła szlochać.
- Spróbuj.
Kiwnęła głową.
Widziałem jak porusza pyszczkiem bezgłośnie. Nagle otworzyła szeroko oczy.
- Udało się! Nie słyszę jej!
Wzruszyłem ramionami.
- Skąd wiedziałeś? - zapytała.
- Coż... Powiedzmy, że też mam takie złe oblicze.
Uśmiechnęła się.
Przybrała taką minę jakby mając nadzieję, że już się nie pojawi ta 'Morgana'. Ale kto wie? Może się jeszcze pojawić. U mnie też to działa na chwilę. Ale może teraz się uda?
Alice? Udało się?
P. S. Za błędy przepraszam.
Od Halt'a- cd Alice
Wielkość niby małej grotki było na prawdę zachwycająca. Alice bardzo się - pomyślałem. Nagle coś mi się przypomniało.
- Mówiłaś, że jaki ma być ten mech? - zapytałem waderę stojącą metr dalej.
- Kololimonkowego. A co?
- Moja nora jest prawie cała porośnięta tym mchem.
- Naprawdę?! - krzyknęła Alice. Jednak po chwili się poprawiła. Chyba nie chciała być natarczywa. - A czy mógłbyś dać mi go chociaż troszkę?
- Owszem. Możesz wziąć wszystko, jeśli chcesz. Mi on do niczego się nie przyda. Właśnie dzisiaj miałem go wyrzucić.
- Było by wspaniale!
- Więc chodźmy do mnie.
- Idę.
Kiedy doszliśmy do nory i oderwaliśmy cały mech, zawróciliśmy do groty Alice i jej podopiecznych. Miała już trochę zrobione, ale nadal nie wyglądało to jak 'łóżeczko' .
- Jak chcesz możesz już iść. Sama wiem, że to nudna praca. Ale nie pogardzę pomocą - uśmiechnęła się.
- W zasadzie nie mam teraz nic do roboty. Teren obejrzany, Vatariath coś tam sobie robi to chyba ci pomogę. Jak zechcesz.
- Z chęcią na to przystanę.
Wzięliśmy się do pracy. Trochę nie wiedziałem jak się to robi, ale Alice wszystko mi wytłumaczyła.
Alice?
- Mówiłaś, że jaki ma być ten mech? - zapytałem waderę stojącą metr dalej.
- Kololimonkowego. A co?
- Moja nora jest prawie cała porośnięta tym mchem.
- Naprawdę?! - krzyknęła Alice. Jednak po chwili się poprawiła. Chyba nie chciała być natarczywa. - A czy mógłbyś dać mi go chociaż troszkę?
- Owszem. Możesz wziąć wszystko, jeśli chcesz. Mi on do niczego się nie przyda. Właśnie dzisiaj miałem go wyrzucić.
- Było by wspaniale!
- Więc chodźmy do mnie.
- Idę.
Kiedy doszliśmy do nory i oderwaliśmy cały mech, zawróciliśmy do groty Alice i jej podopiecznych. Miała już trochę zrobione, ale nadal nie wyglądało to jak 'łóżeczko' .
- Jak chcesz możesz już iść. Sama wiem, że to nudna praca. Ale nie pogardzę pomocą - uśmiechnęła się.
- W zasadzie nie mam teraz nic do roboty. Teren obejrzany, Vatariath coś tam sobie robi to chyba ci pomogę. Jak zechcesz.
- Z chęcią na to przystanę.
Wzięliśmy się do pracy. Trochę nie wiedziałem jak się to robi, ale Alice wszystko mi wytłumaczyła.
Alice?
Od Halt'a- do Alice
Pewnego dnia wstałem wcześniej niż zwykle. Wyszedłem z nory na 'przegląd' terenu Wspólnoty. Na szczęście nic się nie działo. Poszedłem nad jezioro trochę i połowić ryby. Kiedy tam dotarłem zobaczyłem czyjąś sylwetkę. Na oko było to sylwetka wadery. Zacząłem się skradać. Wilczyca poruszała pyszczkiem, jakby coś mówiła. Nie znałem jej.
- Kim jesteś? - zapytałem.
Wadera drgnęła przestraszona.
- Co? - odwróciła się. - Należę do Wspólnoty. A ty? Czego chcesz?
- Ja także należę do Wspólnoty. Przyszedłem trochę popływać. - skierowałem głowę na jezioro.
- Nigdy wcześniej cię nie widziałam. Kim jesteś? I czemu chodzisz jak cień?
- Jestem Halt O'Carrick lub po prostu Halt. Jako zwiadowca, wolę nie zwracać na siebie uwagi.
- To akurat ci się udaje. Jestm Alice. Opiekuję się szczeniakami.
Wszedłem do wody. Spojrzałem na Alice.
- Będziesz pływała?
- Tak.
Weszła za mną do wody. Kilka razy otwarła i zamknęła pyszczek.
Alice?
<Za błędy bardzo przepraszam.>
- Kim jesteś? - zapytałem.
Wadera drgnęła przestraszona.
- Co? - odwróciła się. - Należę do Wspólnoty. A ty? Czego chcesz?
- Ja także należę do Wspólnoty. Przyszedłem trochę popływać. - skierowałem głowę na jezioro.
- Nigdy wcześniej cię nie widziałam. Kim jesteś? I czemu chodzisz jak cień?
- Jestem Halt O'Carrick lub po prostu Halt. Jako zwiadowca, wolę nie zwracać na siebie uwagi.
- To akurat ci się udaje. Jestm Alice. Opiekuję się szczeniakami.
Wszedłem do wody. Spojrzałem na Alice.
- Będziesz pływała?
- Tak.
Weszła za mną do wody. Kilka razy otwarła i zamknęła pyszczek.
Alice?
<Za błędy bardzo przepraszam.>
Od Halt'a-cd Shimy
Popatrzyłem na śpiącą waderę. Cóż nie dziwne, że jest zmęczona. Długo pracowaliśmy. Położyłem się obok. Także zasnąłem.
*** Dobre cztery godziny później. ***
Otworzyłem oczy. Wadera już wstała. Robiła coś jeszcze przy trasie wyścigowej. Podeszłem do niej, a ta spojrzała na mnie.
- Jak się spało? - Zapytała głosem zaspanym, ale nieco energicznym.
- Dzięki, dobrze. - powiedziałem a potem dodałem - A Tobie?
- Wspaniale! - uśmiechnęła się.
- Bierzemy się za dalszą pracę? Zostały jeszcze przeszkody i mini trasa dla młodych.
Shima westchnęła.
- Ehh... Chyba trzeba.
Kiwnąłem głową.
- Chodźmy.
Przeszkody były do zrobienia łatwe. Było ich około pięciu na kilometr, czyli jakieś 60 wszystkich razem. Były to głównie kłody z gałęzi i kamienie zlewające się razem w małe skały. Ostatni kilometr to było - zrobione przez Shimę - lodowisko, w niektórych miejscach pękające, ale takie aby nikt nie zrobił sobie krzywdy. Potem, oczywiście meta. Tor był skończony ale trzeba było zrobić jeszcze plac dla małych. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę.
*** Po przerwie. ***
Tor dla szczeniąt także poszedł sprawnie. Był malutki, jego cała długość osiągała niecałe 500 metrów. Szybko się z tym uporaliśmy. Gdy skończyliśmy Shima spojrzała na mnie.
- Zróbmy teraz takie wielkie otwarcie! Zwołajmy wszystkich i ogłośmy, że można się już zapisywać na pierwszy wyścig!
- Jasne. Ale kto będzie organizatorem wyścigów?
- Może my? Skoto my to zrobiliśmy to chyba możemy organizować wyścigi?
- Pewnie masz rację.
- Chodź już wołać wszystkich!
Skinąłem. Ruszyliśmy. Wadera nieco prowadziła.
Shima?
*** Dobre cztery godziny później. ***
Otworzyłem oczy. Wadera już wstała. Robiła coś jeszcze przy trasie wyścigowej. Podeszłem do niej, a ta spojrzała na mnie.
- Jak się spało? - Zapytała głosem zaspanym, ale nieco energicznym.
- Dzięki, dobrze. - powiedziałem a potem dodałem - A Tobie?
- Wspaniale! - uśmiechnęła się.
- Bierzemy się za dalszą pracę? Zostały jeszcze przeszkody i mini trasa dla młodych.
Shima westchnęła.
- Ehh... Chyba trzeba.
Kiwnąłem głową.
- Chodźmy.
Przeszkody były do zrobienia łatwe. Było ich około pięciu na kilometr, czyli jakieś 60 wszystkich razem. Były to głównie kłody z gałęzi i kamienie zlewające się razem w małe skały. Ostatni kilometr to było - zrobione przez Shimę - lodowisko, w niektórych miejscach pękające, ale takie aby nikt nie zrobił sobie krzywdy. Potem, oczywiście meta. Tor był skończony ale trzeba było zrobić jeszcze plac dla małych. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę.
*** Po przerwie. ***
Tor dla szczeniąt także poszedł sprawnie. Był malutki, jego cała długość osiągała niecałe 500 metrów. Szybko się z tym uporaliśmy. Gdy skończyliśmy Shima spojrzała na mnie.
- Zróbmy teraz takie wielkie otwarcie! Zwołajmy wszystkich i ogłośmy, że można się już zapisywać na pierwszy wyścig!
- Jasne. Ale kto będzie organizatorem wyścigów?
- Może my? Skoto my to zrobiliśmy to chyba możemy organizować wyścigi?
- Pewnie masz rację.
- Chodź już wołać wszystkich!
Skinąłem. Ruszyliśmy. Wadera nieco prowadziła.
Shima?
Od Halt'a- cd Aro
- Czyli na razie nie mam nic robić? - spytałem z nadzieją.
Aro pomyślał przez chwilę.
- W obecnej sytuacji nie. Ale być może tak nagle wypadnie coś innego. Bądź w gotowości.
- Zawsze.
Uśmiechnąłem się na myśl, że na razie mam czas wolny. Lubię swój 'zawód' ale czasami wolę sobie spokojnie polerzeć w norze.
- W razie co gdzie będziesz? - Alfa - zresztą jak każdy - woli miec wszystko pod kątrolą.
Pomyślałem chwilę.
- W norze. Lub, jeśli będę potrzebował, pójdę na polowanie.
- Zapewne nie będziesz przy wodopoju?
- Nie, obok mojej norki jest strumyk.
Aro pokiwał głową.
- Świetnie. A Ty In? Strateg też musi być gotowy.
- Oprócz mojego 'domku' i wodopoju, będę też w lesie Fuge.
- Okej.
Rozeszliśmy się. Poszedłem do mojej nory. Na szczęście ziemia była tam miękka i łatwo było się nią przykryć nie robiąc wielkiej dziury. Zawsze gdy wychodziłem to znów ją wygładzałem by nie było dołków. Teraz jednak przykryłem się nią bardziej niż zwykle. Był wielki upał, a ziemia była zimniutka. Na szczęście zrobiłem tą norkę między drzewami, w cieniu. Szybko zasnąłem.
Jednak nadal wiedziałem co się dzieje obok mnie.
Aro?
<Yhh... Znowu jestem na tablecie...>
Od Halt'a- cd Shimy
Widziałem jak wadera zaczęła sie ślizgać przy mnie. Z jakiegoś powodu zatrzymała się a po chwili ruszyła za mną. Może nie chciała używać mocy do wyścigów? Zwolniłem trochę. Chciałem aby mogła troszkę do mnie dobiec. W końcu wystartowałem wcześniej. Shima wbiegła na górkę, na której stałem. Stanęła obok mnie.
- Coś się stało? - spytała nie wiedząc czemu się zatrzymałem.
- Nic. Na trzy startujemy.
- Okej.
- Raz. - Zacząłem liczyć.
- Dwa.
Wzieliśmy krótki wdech i krzykneliśmy razem:
- Trzy!
Wadera była szybka ale chyba już troszkę zmęczona. Ja nie odczuwałem zmęczenia tylko ból. Kiedy dołączyłem do Watahy razem z Vatariath, miałem złamaną łapę. Najwidoczniej jeszcze się nie zrosła. Postarałem się nie zwracać uwagi na ból. Jednak okazało się, że gdy tak robię ból jest silniejszy. Dalej biegłem przed siebie. Wadera zaczęła mnie troche wyprzedzać. Szybko ją dogoniłem. Meta była już bardzo blisko. Shima spróbowała mnie wyprzedzić pod koniec, ale odległość była zbyt mała. Zremisowaliśmy.
- Czemu nie biegłeś szybko, tak jak wcześniej? - spytała.
Wzruszyłem ramionami.
- Widocznie kość jeszcze do końca się nie zrosła...
- Rozumiem.
Nie widzieliśmy Aro. Powinien tu być. Zawsze o tej porze załatwia cos w swojej jamie.
- Czekamy? - zapytałem.
- Czemu nie?
*** Około godziny potem, gdy Shima opowiedziała Aro o liniach. ***
- Zgadzasz się? - spytała Shima.
- Jasne, trochę rozrywki każdemu się przyda. - Nie wiem czemu Aro spojrzał na mnie. Zachowałem śmiertelnie kamienny pysk. - Poza tym, to bardzo dobry pomysł.
- Tak! - Wadera ucieszyła się, że nie robiła linii na marne.
- Macie już jakis teren na oku? - Aro przeszedł do sprawy miejsca wyścigów.
- Nie...
- Tak. - Shima chyba nie widziała, tego co ja podczas naszego wyścigu.
- To ruszajcie go szykować.
*** Po dotarciu na Okrągłą i szeroką polankę. ***
- Czemu jak czekaliśmy mi o niej nie powiedziałeś? - Wadera była trochę zła. Chyba.
,,Wzruszyłam'' ramionami.
- Myślałem, że ją widziałaś.
- Tak...
- Od czego zaczynamy? - Pomyślałem, że chyba już czas szykowąć trasę.
- Może od długości?
- Proponowałbym całą polanę do okoła. To bedzie razem jakieś 15 kilometrów.
- Tak, pasuje mi. Na szerokość...
- Ośmiu metrów. - Uniosła brew. - Może w jednym wyścigu niech biorą udział trzy basiory i trzy wadery? Ewentualnie Po cztery, dlatego też osiem ,,pasów'' a nie sześć.
- Podoba mi się. A na środku?
Zamyśliłem się.
- Miejsce dla wilków obserwujących i szczeniąt. Lub też dla smoków, gdyby chciały pooglądać wyścigi.
- Super. Można też porobic różne fajne przeszkody. Takie, żeby byłoby je widać i takie aby były łatwe do przeskoczenia.
- Yhm. A masz jeszcze sznórki, z których zrobiłać te linie?
- Tak.
- Na środku można by było zrobić mini trasę dla młodych.
- Fakt. To ja zrobię jeszcze tem małe linie, a ty zacznij wydzielać trasę. Potem, jak ja skończę to ci pomogę.
Wzruszyłem ramionami, jeśli można tak powiedzieć.
- Do roboty.
W czasie naszej rozmowy Shima robiła plan naszej pracy. Nie dokończyła jej ale w pomiejszeniu będzie to wyglądać mniej więcej tak
http://www.maszwolne.pl/photos/objects/b6aaca3f6b6121109e9c8215d59b93b4.jpg
Shima?
<Przepraszam za błędy ale laptop mi szwankuje...>
- Coś się stało? - spytała nie wiedząc czemu się zatrzymałem.
- Nic. Na trzy startujemy.
- Okej.
- Raz. - Zacząłem liczyć.
- Dwa.
Wzieliśmy krótki wdech i krzykneliśmy razem:
- Trzy!
Wadera była szybka ale chyba już troszkę zmęczona. Ja nie odczuwałem zmęczenia tylko ból. Kiedy dołączyłem do Watahy razem z Vatariath, miałem złamaną łapę. Najwidoczniej jeszcze się nie zrosła. Postarałem się nie zwracać uwagi na ból. Jednak okazało się, że gdy tak robię ból jest silniejszy. Dalej biegłem przed siebie. Wadera zaczęła mnie troche wyprzedzać. Szybko ją dogoniłem. Meta była już bardzo blisko. Shima spróbowała mnie wyprzedzić pod koniec, ale odległość była zbyt mała. Zremisowaliśmy.
- Czemu nie biegłeś szybko, tak jak wcześniej? - spytała.
Wzruszyłem ramionami.
- Widocznie kość jeszcze do końca się nie zrosła...
- Rozumiem.
Nie widzieliśmy Aro. Powinien tu być. Zawsze o tej porze załatwia cos w swojej jamie.
- Czekamy? - zapytałem.
- Czemu nie?
*** Około godziny potem, gdy Shima opowiedziała Aro o liniach. ***
- Zgadzasz się? - spytała Shima.
- Jasne, trochę rozrywki każdemu się przyda. - Nie wiem czemu Aro spojrzał na mnie. Zachowałem śmiertelnie kamienny pysk. - Poza tym, to bardzo dobry pomysł.
- Tak! - Wadera ucieszyła się, że nie robiła linii na marne.
- Macie już jakis teren na oku? - Aro przeszedł do sprawy miejsca wyścigów.
- Nie...
- Tak. - Shima chyba nie widziała, tego co ja podczas naszego wyścigu.
- To ruszajcie go szykować.
*** Po dotarciu na Okrągłą i szeroką polankę. ***
- Czemu jak czekaliśmy mi o niej nie powiedziałeś? - Wadera była trochę zła. Chyba.
,,Wzruszyłam'' ramionami.
- Myślałem, że ją widziałaś.
- Tak...
- Od czego zaczynamy? - Pomyślałem, że chyba już czas szykowąć trasę.
- Może od długości?
- Proponowałbym całą polanę do okoła. To bedzie razem jakieś 15 kilometrów.
- Tak, pasuje mi. Na szerokość...
- Ośmiu metrów. - Uniosła brew. - Może w jednym wyścigu niech biorą udział trzy basiory i trzy wadery? Ewentualnie Po cztery, dlatego też osiem ,,pasów'' a nie sześć.
- Podoba mi się. A na środku?
Zamyśliłem się.
- Miejsce dla wilków obserwujących i szczeniąt. Lub też dla smoków, gdyby chciały pooglądać wyścigi.
- Super. Można też porobic różne fajne przeszkody. Takie, żeby byłoby je widać i takie aby były łatwe do przeskoczenia.
- Yhm. A masz jeszcze sznórki, z których zrobiłać te linie?
- Tak.
- Na środku można by było zrobić mini trasę dla młodych.
- Fakt. To ja zrobię jeszcze tem małe linie, a ty zacznij wydzielać trasę. Potem, jak ja skończę to ci pomogę.
Wzruszyłem ramionami, jeśli można tak powiedzieć.
- Do roboty.
W czasie naszej rozmowy Shima robiła plan naszej pracy. Nie dokończyła jej ale w pomiejszeniu będzie to wyglądać mniej więcej tak
http://www.maszwolne.pl/photos/objects/b6aaca3f6b6121109e9c8215d59b93b4.jpg
Shima?
<Przepraszam za błędy ale laptop mi szwankuje...>
Od Halt'a- do Shimy
Parę minut po spotkaniu z Ingreed i Aro Shima mnie zawołała. Chciała żebym obejrzał coś w rodzaju linii ,,start" i ,,meta". Zrobiła je z lin, które kiedyś znalazła. Wyglądały bardzo dobrze jak na linie zrobione przez wilka. Mimo iż nie lubiłem rozmawiać tą waderę polubiłem, podobnie jak ona mnie. Poznaliśmy się i zaprzyjaźniliśmy mimo różności oczywistych. Ona była wesoła a ja ponury i tajemniczy. Gdy prowadziła mnie w miejsce gdzie chciała mi pokazać owe linie zapytała:
- A tak przy okazji: Na prawdę masz 3 lata? Wyglądasz na starszego.- popatrzyła na mnie.- I to o wiele.
Prychnąłem.
- Tak na prawdę mam prawie 10 lat a nie 3. Gdy opowiadałem Aro moją historie także pozmieniałem wiek.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że mam coś do ukrycia. - zobaczyłam, że otwiera pyszczek by zadać mi kolejne pytanie. - Coś czego nikomu nie powiem.
Zamknęła pyszczek. Po chwili powiedziała:
- Ale wiesz, że teraz wszyscy myślą, że jesteś bardzo młody? Gdy się dowiedzą mogą stracić i tak mały szacunek do Ciebie.
- Tym lepiej dla mnie.
Shima popatrzyła na mnie. Naprawdę ciężki typ - pomyślała.
*** Po dojściu na miejsce. ***
- I jak? - spytała z uśmiechem. - Nada się?
- Do...?
- Co 'Do' ? - Przekręciła łeb.
- Do czego się nada? Nie jestem pewien ale to ma być coś do rozrywki?
- Nie ty nie jesteś pewien? - zaśmiała się.
- Niczego nie można pewnym. Więc? Do czego to ma służyć?
- Otóż wiele wilków ze Wspólnoty uwielbia się ścigać, jednak niewiele jest terenów do wyścigów, wilki się potykają, łamią sobie kości i tak dalej. Tak więc pomyślałam, że co jakiś czas można by było zrobić ,,turniej''. Można znaleźć odpowiedni trasę i dbać o nią, by nie wystawały żadne korzenie, czy nie leżały kamienie. Ułożyć te oto linie ,,start'' na starcie i ,,meta'' na mecie.
- Yhm. Wszystko dobrze przemyślane, tylko... Czemu nie poprosiłaś o pomoc In czy kogoś innego, tylko mnie? Co ja mam wspólnego z rozrywką?
-Yhh... No cóż... Pomyślałam, że jesteś tajemniczy ale nawet Ty możesz mieć jakieś granice samotności. Jak ktoś do Ciebie ,,dotrze'' to nauczysz się bawić.
- Wiedziałem... - mruknąłem.
Shima popatrzyła na mnie i przekręciła łeb.
- Zrozum chcę Ci pomóc. Wiem, że prawie wszystko straciłeś... No ba! Została Ci tylko Vatariath. Wiele złych chwil przeżyłeś ale nie możesz zamknąć się w sobie i do końca życia być samotnikiem i ponurakiem.
Przez chwilę pomyślałem, że dobrze jak Zwiadowca jest ponury i tajemniczy.
- Wcale nie jestem samotnikiem! Mam Vatariath!
- Ale ona w końcu i tak założy swoją rodzinę i będzie miała wiele spraw na skrzydłach!
Westchnąłem. Nie mogłem znieść myśli gdy zabraknie także Vatariath...
- Masz rację - powiedziałem cicho. - spróbuje się rozerwać! Ale tylko raz!
Shima spojrzała na mnie z uśmiechem. ,,Zgodził się wreszcie!'' - pomyślała. Jeszcze raz na mnie zerknęła: na moim pysku nie widać było ani cienia uśmiechu. ,,Cóż przynajmniej się stara'' - przeszło Shimie przez myśl, a potem poprawiła się ,,Nie, on nigdy nie będzie się starał uśmiechnąć. Ale się zgodził''
- Spodoba Ci się! - uśmiechnęła się - To teraz trzeba uprosić Aro, by to zrealizować.
Przytaknąłem.
- Hmm... - Shima już na coś wpadła. - To co? Bierzemy po jednej linii w pyski i ścigamy się do ,,siedziby'' Aro.
Wziąłem ,,start'' w ostre kły.
- Tylko się pośpiesz! - krzyknąłem i już byłem 25 metrów od miejsca gdzie rozmawialiśmy.
Shima poszła za moim przykładem.
Shima?
<Jak poszedł wyścig?>
P.S. Od razu jak chciałam dołączyć do Wspólnoty jako Halt pomyślałam, że będzie miał prawie 10 lat. Jednak napisałam, że ma tajemniczy charakter. Mógł zataić także swój wiek, pomimo którego nadal jest zwinny i szybki.
(Od Junnia123)
- A tak przy okazji: Na prawdę masz 3 lata? Wyglądasz na starszego.- popatrzyła na mnie.- I to o wiele.
Prychnąłem.
- Tak na prawdę mam prawie 10 lat a nie 3. Gdy opowiadałem Aro moją historie także pozmieniałem wiek.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że mam coś do ukrycia. - zobaczyłam, że otwiera pyszczek by zadać mi kolejne pytanie. - Coś czego nikomu nie powiem.
Zamknęła pyszczek. Po chwili powiedziała:
- Ale wiesz, że teraz wszyscy myślą, że jesteś bardzo młody? Gdy się dowiedzą mogą stracić i tak mały szacunek do Ciebie.
- Tym lepiej dla mnie.
Shima popatrzyła na mnie. Naprawdę ciężki typ - pomyślała.
*** Po dojściu na miejsce. ***
- I jak? - spytała z uśmiechem. - Nada się?
- Do...?
- Co 'Do' ? - Przekręciła łeb.
- Do czego się nada? Nie jestem pewien ale to ma być coś do rozrywki?
- Nie ty nie jesteś pewien? - zaśmiała się.
- Niczego nie można pewnym. Więc? Do czego to ma służyć?
- Otóż wiele wilków ze Wspólnoty uwielbia się ścigać, jednak niewiele jest terenów do wyścigów, wilki się potykają, łamią sobie kości i tak dalej. Tak więc pomyślałam, że co jakiś czas można by było zrobić ,,turniej''. Można znaleźć odpowiedni trasę i dbać o nią, by nie wystawały żadne korzenie, czy nie leżały kamienie. Ułożyć te oto linie ,,start'' na starcie i ,,meta'' na mecie.
- Yhm. Wszystko dobrze przemyślane, tylko... Czemu nie poprosiłaś o pomoc In czy kogoś innego, tylko mnie? Co ja mam wspólnego z rozrywką?
-Yhh... No cóż... Pomyślałam, że jesteś tajemniczy ale nawet Ty możesz mieć jakieś granice samotności. Jak ktoś do Ciebie ,,dotrze'' to nauczysz się bawić.
- Wiedziałem... - mruknąłem.
Shima popatrzyła na mnie i przekręciła łeb.
- Zrozum chcę Ci pomóc. Wiem, że prawie wszystko straciłeś... No ba! Została Ci tylko Vatariath. Wiele złych chwil przeżyłeś ale nie możesz zamknąć się w sobie i do końca życia być samotnikiem i ponurakiem.
Przez chwilę pomyślałem, że dobrze jak Zwiadowca jest ponury i tajemniczy.
- Wcale nie jestem samotnikiem! Mam Vatariath!
- Ale ona w końcu i tak założy swoją rodzinę i będzie miała wiele spraw na skrzydłach!
Westchnąłem. Nie mogłem znieść myśli gdy zabraknie także Vatariath...
- Masz rację - powiedziałem cicho. - spróbuje się rozerwać! Ale tylko raz!
Shima spojrzała na mnie z uśmiechem. ,,Zgodził się wreszcie!'' - pomyślała. Jeszcze raz na mnie zerknęła: na moim pysku nie widać było ani cienia uśmiechu. ,,Cóż przynajmniej się stara'' - przeszło Shimie przez myśl, a potem poprawiła się ,,Nie, on nigdy nie będzie się starał uśmiechnąć. Ale się zgodził''
- Spodoba Ci się! - uśmiechnęła się - To teraz trzeba uprosić Aro, by to zrealizować.
Przytaknąłem.
- Hmm... - Shima już na coś wpadła. - To co? Bierzemy po jednej linii w pyski i ścigamy się do ,,siedziby'' Aro.
Wziąłem ,,start'' w ostre kły.
- Tylko się pośpiesz! - krzyknąłem i już byłem 25 metrów od miejsca gdzie rozmawialiśmy.
Shima poszła za moim przykładem.
Shima?
<Jak poszedł wyścig?>
P.S. Od razu jak chciałam dołączyć do Wspólnoty jako Halt pomyślałam, że będzie miał prawie 10 lat. Jednak napisałam, że ma tajemniczy charakter. Mógł zataić także swój wiek, pomimo którego nadal jest zwinny i szybki.
(Od Junnia123)
Od Halt'a- do Aro
Po spotkaniu z Morte poszedłem do Aro złożyć mu ,,raport’’ ze wspólnej misji z Kasadi. Przez jakiś czas rozmawiał z Libre, po czy Libre odleciał i Aro mnie przywołał.
- Coś niepokojącego? – spytał od razu przechodząc do sprawy wilka północy.
- Nic. Możliwe, że tylko zgubił drogę na polowaniu.
- Widzieliście jak się oddalił od naszego terenu?
- Owszem. Jednak wyczuwałem obecność innego wilka.
- Może to był nasz?
- Raczej nie. Wilk ze Wspólnoty pewnie by nam się tak nie przyglądał. Czułem jego obserwatorski wzrok. Potem wraz z odejściem wilka, który rzekomo się zgubił pozbyłem się tego uczucia.
- Jutro sprawdzicie to z Ingreed. Jako Główny strateg wojenny powinna wiedzieć czy należy do Wików walczących czy raczej do lekarzy czy coś… Powiedz jej, niech się przygotuje.
- Oczywiście.
Odeszłem, jednak Aro jeszcze raz mnie zawołał. Wpadł na jakiś plan. Powiedział abym poszedł po Ingreed teraz i abyśmy razem tu przyszli. Wtedy powie nam o co chodzi. Po około 5 minutach przyszliśmy z In do Aro.
Aro?
<Powiesz nam o co chodzi? >
- Coś niepokojącego? – spytał od razu przechodząc do sprawy wilka północy.
- Nic. Możliwe, że tylko zgubił drogę na polowaniu.
- Widzieliście jak się oddalił od naszego terenu?
- Owszem. Jednak wyczuwałem obecność innego wilka.
- Może to był nasz?
- Raczej nie. Wilk ze Wspólnoty pewnie by nam się tak nie przyglądał. Czułem jego obserwatorski wzrok. Potem wraz z odejściem wilka, który rzekomo się zgubił pozbyłem się tego uczucia.
- Jutro sprawdzicie to z Ingreed. Jako Główny strateg wojenny powinna wiedzieć czy należy do Wików walczących czy raczej do lekarzy czy coś… Powiedz jej, niech się przygotuje.
- Oczywiście.
Odeszłem, jednak Aro jeszcze raz mnie zawołał. Wpadł na jakiś plan. Powiedział abym poszedł po Ingreed teraz i abyśmy razem tu przyszli. Wtedy powie nam o co chodzi. Po około 5 minutach przyszliśmy z In do Aro.
Aro?
<Powiesz nam o co chodzi? >
Od Halt'a- do Kasadi
Poszedłem nad Jezioro, trochę odpocząć po misji zwiadowczej. Spotkałem tam Kasadi, z którą byłem na owej misji.
- Jak tam? – spytała.
Spojrzałem na nią.
- Ok. – powiedziałem tylko i zacząłem pić wodę z jeziora.
W czasie zwiadu nie mieliśmy czasu pogadać, choćby o drobnostkach, takich jak samopoczucie, na co i tak nie miałem ochoty mimo, że Morte wydawała się bardzo miła i prawdopodoie tak samo samotna. Zobaczyliśmy Wilka Północy bardzo blisko Lasu Fuge. Musieliśmy to sprawdzić z ukrycia. Okazało się, że prawdopodobnie po prostu się zgubił.
- Zobaczyłeś jakieś inne wilki? – Kasadi spróbowała trochę mnie ożywić.
- Nie – odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- Zawsze jesteś taki małomówny i ponury?
- Chyba.
Wadera, w końcu uznała, że to bezsensu próbować nawiązać ze mną kontakt i już miała odlecieć…
- A Ty jak się czujesz?
- Ja? Dobrze. – powiedziała ze zdziwieniem.
Poczułem, że jednak ona może być bardzo dobrą przyjaciółką, a ja nie mogę się do końca życia przyjaźnić tylko z Vatariath. W końcu częściej będziemy ze sobą przebywać jako Zwiadowcy. Dobrze by było abyśmy się lepiej znali. W niektórych momentach będziemy musieli sobie ufać.
Kasadi?
- Jak tam? – spytała.
Spojrzałem na nią.
- Ok. – powiedziałem tylko i zacząłem pić wodę z jeziora.
W czasie zwiadu nie mieliśmy czasu pogadać, choćby o drobnostkach, takich jak samopoczucie, na co i tak nie miałem ochoty mimo, że Morte wydawała się bardzo miła i prawdopodoie tak samo samotna. Zobaczyliśmy Wilka Północy bardzo blisko Lasu Fuge. Musieliśmy to sprawdzić z ukrycia. Okazało się, że prawdopodobnie po prostu się zgubił.
- Zobaczyłeś jakieś inne wilki? – Kasadi spróbowała trochę mnie ożywić.
- Nie – odpowiedziałem bez entuzjazmu.
- Zawsze jesteś taki małomówny i ponury?
- Chyba.
Wadera, w końcu uznała, że to bezsensu próbować nawiązać ze mną kontakt i już miała odlecieć…
- A Ty jak się czujesz?
- Ja? Dobrze. – powiedziała ze zdziwieniem.
Poczułem, że jednak ona może być bardzo dobrą przyjaciółką, a ja nie mogę się do końca życia przyjaźnić tylko z Vatariath. W końcu częściej będziemy ze sobą przebywać jako Zwiadowcy. Dobrze by było abyśmy się lepiej znali. W niektórych momentach będziemy musieli sobie ufać.
Kasadi?
Od Halt'a
Otworzyłem oczy. Zobaczyłem Vatariath. Martwiła się…
Wreszcie sobie przypomniałem. Wraz z Caitlyn spadłem z wodospadu. Lekko krwawiłem. Tylko…
- Gdzie Caitlyn?
Wstałem, otrząsnąłem się. Biegałem jak oszalały byle tylko ją znaleźć.
- Oonna… - Głos jej się trząsł. – Umiera…
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, co powiedziała Vatariath. Caitlyn umiera. Oprócz poczucia strachu o Caitlyn, węch podpowiadał mi, że ktoś nas obserwuje… Jakaś wataha. Nie! – krzyknąłem w duchu. Teraz muszę znaleźć Caitlyn.
-Wiesz gdzie jest?
Wskazała najbliższe drzewo. Pobiegłem tam mimo bólu złamanej łapy. Leżała, ledwo oddychając.
-Caitlyn…? – wyczarowałem wygląd Caitlyn w chwili śmierci.
[KLIK]
Popatrzyła na mnie. Zdobyła się na lekki uśmiech, i… Umarła.
-Pochowajmy ją pod tym drzewem.
-Tak..
Zacząłem kopać, a Vatariath okryła ją swoimi wypadającymi kolcami. Ostatnie spojrzenie... A więc Caitlyn, – pomyślałem. – Nie żyje…
Dźwięk… Odwróciłem wzrok w tamtą stronę. Pamiętałem, że nagły ruch może uprzedzić obserwatora. Z lasu zaczęły wychodzić wilki. Wataha.
- Kim jesteście? – spytałem, wciąż nie odwracając głowy.
- Jestem Aro, a to moja wataha, Wspólnota Nocy.
-Szukacie kogoś?
-Nowych członków.
-Ja…
-Yhm. – Aro wiedział jakie zadam pytanie.
Aro?
Wreszcie sobie przypomniałem. Wraz z Caitlyn spadłem z wodospadu. Lekko krwawiłem. Tylko…
- Gdzie Caitlyn?
Wstałem, otrząsnąłem się. Biegałem jak oszalały byle tylko ją znaleźć.
- Oonna… - Głos jej się trząsł. – Umiera…
Dopiero po dłuższej chwili dotarło do mnie, co powiedziała Vatariath. Caitlyn umiera. Oprócz poczucia strachu o Caitlyn, węch podpowiadał mi, że ktoś nas obserwuje… Jakaś wataha. Nie! – krzyknąłem w duchu. Teraz muszę znaleźć Caitlyn.
-Wiesz gdzie jest?
Wskazała najbliższe drzewo. Pobiegłem tam mimo bólu złamanej łapy. Leżała, ledwo oddychając.
-Caitlyn…? – wyczarowałem wygląd Caitlyn w chwili śmierci.
[KLIK]
Popatrzyła na mnie. Zdobyła się na lekki uśmiech, i… Umarła.
-Pochowajmy ją pod tym drzewem.
-Tak..
Zacząłem kopać, a Vatariath okryła ją swoimi wypadającymi kolcami. Ostatnie spojrzenie... A więc Caitlyn, – pomyślałem. – Nie żyje…
Dźwięk… Odwróciłem wzrok w tamtą stronę. Pamiętałem, że nagły ruch może uprzedzić obserwatora. Z lasu zaczęły wychodzić wilki. Wataha.
- Kim jesteście? – spytałem, wciąż nie odwracając głowy.
- Jestem Aro, a to moja wataha, Wspólnota Nocy.
-Szukacie kogoś?
-Nowych członków.
-Ja…
-Yhm. – Aro wiedział jakie zadam pytanie.
Aro?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów