Rzucałem się na ściany. Czułem tylko przeszywający ból. Czułem jak sierść odrywa się wraz ze skórą, sączy się trochę krwi, a następnie pozostaje tylko chitynowa, czarna skóra.
Powiększyłem się i poczułem jak moje ciało zaczyna się palić. Czułem jakbym się kąpał w lawie, jednak gdy spoglądałem na siebie nie było widać żadnych płomieni. Uciekałem coraz dalej. Musiałem się jakoś pozbyć bólu. Ogon był inny, jak całe ciało. Poczułem jednak swędzenie na głowie. Resztki mojego pyska- zdrapałem je. Pozostały w prawie jednym kawałku, a teraz leżały na ziemi. Wyglądało to jakby większa część mojej głowy została zdarta. Była tam cała sierść...
Tylko jedno- lewe- oko pozostało zielone, drugie natomiast aż kipiało krwistą czerwienią. Musiałem wsiąść część mojego pyska, aby nikt jej nie znalazł. Złapałem ją w długie i twarde zęby i popędziłem dalej.
Dotarłem do kolejnego, większego pomieszczenia. Wydałem z siebie kolejny, długi ryk. Usłyszałem kroki. Chwyciłem to co wcześniej trzymałem i ruszyłem. Byłem jeszcze silniejszy i szybszy. Brakowało mi tylko skrzydeł...
Teraz najważniejsze dla mnie, było zachowanie zdrowego rozsądku i znalezienie drugiego wyjścia.
~~
Byłem w ślepym zaułku. Słyszałem szept i kroki. Normalnie, nie wyczułbym tego jednak w tej sytuacji zyskałem cechy mojego wroga, którego pokonałem, a który zabił wielu naszych...
Z zakrętu wyłoniły się 2 postaci. Była to Czarna Wdowa i Halt.
Zobaczyli zapewne co trzymałem w pysku, ponieważ zaczęli warczeć. Puściłem starą skórę i przeskoczyłem nad waderą, która na mnie skoczyła. Nie chciałem ich skrzywdzić. Niestety nie panowałem całkowicie nad sobą. Uderzyłem ogonem basiora, który odleciał w stronę kamiennej ściany i zemdlał.
Jedynym sposobem było gnanie do głównego wyjścia. Tam mam nadzieje, nie będę musiał z nikim zadzierać i uda mi się uciec zanim zniknie mi to zielone oko i nie będę panował nad niczym...
Czarna Wdowo?
Chciałam doprowadzić do lasu iże wtedy Aro jest doganiany przez Wdowę, ale o wiele bardziej zaciekawiłą mnie reakcja na skórę z łba Aro xD
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aro. Pokaż wszystkie posty
Od Aro- cd Ingreed
Dorównałem do wadery. Szliśmy chwilę w ciszy. Nie przeszkadzało mi to, w końcu doszliśmy nad jezioro
-Zatrzymamy się tutaj?- spytałem
-To dobry pomysł. Poza tym, ładnie tu
-Nie mogę zaprzeczyć. Rzadko mogę tu bywać. Obowiązki, nie obowiązki
-Rozumiem-powiedziała
Wpatrywaliśmy się w wodę. Nie było żadnych zwierząt dookoła
-Co ty na to, dopóki jeszcze świeci słońce złowić ryby?
-Nawet... Chętnie coś zjem- uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłem
Wszedłem do wody pierwszy, a wadera za mną. Wypatrywaliśmy ryb. Jedna przepłynęła pod moimi łapami. Zanurzyłem szybko pysk, lecz wyszła z tego figa z makiem.
-Nie jestem niedźwiedziem!- zaśmiałem się i wróciliśmy do łowienia. Postanowiliśmy trochę się oddalić.
In? Wybacz, wena mi już siada ;-;
-Zatrzymamy się tutaj?- spytałem
-To dobry pomysł. Poza tym, ładnie tu
-Nie mogę zaprzeczyć. Rzadko mogę tu bywać. Obowiązki, nie obowiązki
-Rozumiem-powiedziała
Wpatrywaliśmy się w wodę. Nie było żadnych zwierząt dookoła
-Co ty na to, dopóki jeszcze świeci słońce złowić ryby?
-Nawet... Chętnie coś zjem- uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłem
Wszedłem do wody pierwszy, a wadera za mną. Wypatrywaliśmy ryb. Jedna przepłynęła pod moimi łapami. Zanurzyłem szybko pysk, lecz wyszła z tego figa z makiem.
-Nie jestem niedźwiedziem!- zaśmiałem się i wróciliśmy do łowienia. Postanowiliśmy trochę się oddalić.
In? Wybacz, wena mi już siada ;-;
Od Aro- cd Czarnej Wdowy
Zostałem sam. Noc była dzisiaj piękna, prawie sam zapominałem o Wspólnocie, a konkretniej o czarnym dniu, który zawsze następuje po jasnym. Sama nazwa naszego stada wskazuje o czym mówię. Czasami wpatruję się w niego i przypominam sobie tamtą noc, kiedy razem z Libre założyliśmy tę Wspólnotę...
Jednak dzisiaj nie mogłem już spojrzeć w gwiazdy. Czułem pulsujący ból w mojej głowie. To... powracało. Tylko, że było złe. Nie potrafiłem nad tym zapanować. Skręciłem szybko w jeden z kilu korytarzy, które formowały coś a'la labirynt. Chwiałem się co chwilę uderzałem o skalistą ścianę, która niestety w niektórych miejscach była ostra i zadawała mi małe rany. Musiałem jak najszybciej dotrzeć do mojej ukrytej "pracowni". Trzymałem tam antidotum na to co mi się stało podczas walk. Szybciej!
Dotarłem tam i zacząłem rozgrzebywać wszystko aby tylko znaleźć upragnione lekarstwo. Ból w głowie zaczął mnie paraliżować. Upadłem obok źródełka z wodą. Widziałem jak moje źrenice robią się krwisto-czerwone, a sama czarna plamka jest bardzo cienka. Ból ciągle pulsował. Gdy wstałem zorientowałem się, że nie mam antidotum. Musiałem sobie poradzić bez niego.
Zaczęło się pieczenie w klatce piersiowej, potem z nikąd jakby ktoś nagle wbił we mnie rozżarzone ostrze.
Wydałem z siebie donośny dźwięk. To już nawet nie był krzyk, tylko najgłośniejszy ryk jaki słyszałem. Ostatnio rozbrzmiewał kilka miesięcy temu... na wojnie.
Żeby były grubsze i większe, a ja sam wyższy, w niektórych miejscach moja sierść zastąpiła się czarnymi łuskami.
Ktoś na pewno usłyszał ryk, dawniej roznosił się wiele kilometrów. Musiałem się natychmiast ukryć w tych labiryntach! Nikt nie może mnie znaleźć! Nie, dopóki jestem "tym"
Wdowo?
Jednak dzisiaj nie mogłem już spojrzeć w gwiazdy. Czułem pulsujący ból w mojej głowie. To... powracało. Tylko, że było złe. Nie potrafiłem nad tym zapanować. Skręciłem szybko w jeden z kilu korytarzy, które formowały coś a'la labirynt. Chwiałem się co chwilę uderzałem o skalistą ścianę, która niestety w niektórych miejscach była ostra i zadawała mi małe rany. Musiałem jak najszybciej dotrzeć do mojej ukrytej "pracowni". Trzymałem tam antidotum na to co mi się stało podczas walk. Szybciej!
Dotarłem tam i zacząłem rozgrzebywać wszystko aby tylko znaleźć upragnione lekarstwo. Ból w głowie zaczął mnie paraliżować. Upadłem obok źródełka z wodą. Widziałem jak moje źrenice robią się krwisto-czerwone, a sama czarna plamka jest bardzo cienka. Ból ciągle pulsował. Gdy wstałem zorientowałem się, że nie mam antidotum. Musiałem sobie poradzić bez niego.
Zaczęło się pieczenie w klatce piersiowej, potem z nikąd jakby ktoś nagle wbił we mnie rozżarzone ostrze.
Wydałem z siebie donośny dźwięk. To już nawet nie był krzyk, tylko najgłośniejszy ryk jaki słyszałem. Ostatnio rozbrzmiewał kilka miesięcy temu... na wojnie.
Żeby były grubsze i większe, a ja sam wyższy, w niektórych miejscach moja sierść zastąpiła się czarnymi łuskami.
Ktoś na pewno usłyszał ryk, dawniej roznosił się wiele kilometrów. Musiałem się natychmiast ukryć w tych labiryntach! Nikt nie może mnie znaleźć! Nie, dopóki jestem "tym"
Wdowo?
Od Aro- cd Halt'a
Uśmiechnąłem się lekko gdy zobaczyłem waderę i basiora.
-A więc o co chodzi Aro?- spytała In
-Bodajże wiem kto to może być
-Więc chodźmy- rzekł Halt
-Tak, ruszajmy...
Wyruszyliśmy w drogę. Szliśmy na piechotę więc trochę nam to zajęło, ale byliśmy na miejscu
-A więc to tutaj?- spytałem. Halt pokiwał głową, w odpowiedzi.
-Domyśliłeś się kto to mógł być?- Ingreed zwróciła się do basiora
-Nie, ale teraz Alfa ma jakieś przeczucie.
Stanąłem w miejscu. Moi towarzysze spojrzeli po sobie. Nie wiedzieli o co chodzi. Za chwilę zgubią się jeszcze bardziej...
-Keriaa Unde!- powiedziałem.
Usłyszeliśmy szelest. Przed nami pojawił się niebieski wilk byłem największy w naszej grupie, a owy osobnik był 2 metry ode mnie wyższy.
-Hiaga Nue- odpowiedział
-Tak jak myślałem- zwróciłem się do moich przyjaciół- To Kullen. Jeden z Klanu WIlków Na'vi. Pomagał podczas wojny.
-W jakim mówi języku- Halt zadał pytanie
-Jak można się domyślić- Na'vi- Ingreed zgasiła go
-Lub też w tym, który na naszym terenie rozumiemy tylko ja i Libre, bądź po części Shima. Przybył tu zobaczyć jak sobie radzimy. Jego Ikran lata na zachodzie
Halt?
-A więc o co chodzi Aro?- spytała In
-Bodajże wiem kto to może być
-Więc chodźmy- rzekł Halt
-Tak, ruszajmy...
Wyruszyliśmy w drogę. Szliśmy na piechotę więc trochę nam to zajęło, ale byliśmy na miejscu
-A więc to tutaj?- spytałem. Halt pokiwał głową, w odpowiedzi.
-Domyśliłeś się kto to mógł być?- Ingreed zwróciła się do basiora
-Nie, ale teraz Alfa ma jakieś przeczucie.
Stanąłem w miejscu. Moi towarzysze spojrzeli po sobie. Nie wiedzieli o co chodzi. Za chwilę zgubią się jeszcze bardziej...
-Keriaa Unde!- powiedziałem.
Usłyszeliśmy szelest. Przed nami pojawił się niebieski wilk byłem największy w naszej grupie, a owy osobnik był 2 metry ode mnie wyższy.
-Hiaga Nue- odpowiedział
-Tak jak myślałem- zwróciłem się do moich przyjaciół- To Kullen. Jeden z Klanu WIlków Na'vi. Pomagał podczas wojny.
-W jakim mówi języku- Halt zadał pytanie
-Jak można się domyślić- Na'vi- Ingreed zgasiła go
-Lub też w tym, który na naszym terenie rozumiemy tylko ja i Libre, bądź po części Shima. Przybył tu zobaczyć jak sobie radzimy. Jego Ikran lata na zachodzie
Halt?
Od Aro- cd Ontari'ego
Libre pojawił się przed nami
-Coś się stało?- spojrzałem na gada
-Gryf ze Wspólnoty Mrocznego Snu
-Inna wspólnota?- spytał Ontari
-Tm, kiedyś toczyliśmy z nimi walki jednak potem zawarliśmy pokój. Znaczy można to tak określić. Mieliśmy sobie nie wchodzić w drogę- powiedziałem szorstko- Gdzie jest?
-Aktualnie przebywa nad jeziorem
-Niepodobne to do niego. Znaczy Nich.
-Rozumiem, że tam idziemy?- Ontari uniósł brew
-Polecimy na Libre
Smok pozwolił nam na sobie lecieć. Wsiedliśmy na niego i udaliśmy się nad jezioro
Ontari?
-Coś się stało?- spojrzałem na gada
-Gryf ze Wspólnoty Mrocznego Snu
-Inna wspólnota?- spytał Ontari
-Tm, kiedyś toczyliśmy z nimi walki jednak potem zawarliśmy pokój. Znaczy można to tak określić. Mieliśmy sobie nie wchodzić w drogę- powiedziałem szorstko- Gdzie jest?
-Aktualnie przebywa nad jeziorem
-Niepodobne to do niego. Znaczy Nich.
-Rozumiem, że tam idziemy?- Ontari uniósł brew
-Polecimy na Libre
Smok pozwolił nam na sobie lecieć. Wsiedliśmy na niego i udaliśmy się nad jezioro
Ontari?
Od Aro- cd Ontari'ego
Spojrzałem na niego. Widać było na jego pysku szczęście, a zarazem smutek. Wbiłem wzrok w ziemię
-Coś się stało?- zwróćił się do mnie
-Nie, po prostu myslę
-O czym?
-O tym aby to byl juz koniec. Aby nic złego się wiesz...
-Wiem, ale na świecie wiecznie trwa wojna.
-Tak. Masz racje. Co dobę patrzymy jak księżyc walczy ze słońcem, gwiazdy z niebem, dzień z nocą, światło z cieniem. Jak myśliwy walczy z ofiarą. Jednak to nie są takie Wojny.- przytaknąłem
-Też racja. Może lepiej stąd wyjdźmy?- uniósł brew
-Oczywiście. Chodźmy. Teraz to tylko sala historyczna- spróbowałem się zaśmiać. Zmierzalismy ku górze
Ontari?
-Coś się stało?- zwróćił się do mnie
-Nie, po prostu myslę
-O czym?
-O tym aby to byl juz koniec. Aby nic złego się wiesz...
-Wiem, ale na świecie wiecznie trwa wojna.
-Tak. Masz racje. Co dobę patrzymy jak księżyc walczy ze słońcem, gwiazdy z niebem, dzień z nocą, światło z cieniem. Jak myśliwy walczy z ofiarą. Jednak to nie są takie Wojny.- przytaknąłem
-Też racja. Może lepiej stąd wyjdźmy?- uniósł brew
-Oczywiście. Chodźmy. Teraz to tylko sala historyczna- spróbowałem się zaśmiać. Zmierzalismy ku górze
Ontari?
Od Aro- cd Ontari'ego
Zbliżyłem się do basiora
-Na przykład te- zacząłem wskazywać łapą- Carmen, Luis, Leon, Caspaccio, Black Nort, Śnieżka, Gapa, Rondak. A tylko niewielu pisało imiona. Na całe szczęście o nich się nie zapomni
-Pseudonimy. Tak... słyszało się o nich. Są szczególnie potrzebne
-Cóż. Kiedyś ktoś by spytał: "Gdzie jest Rondel?!" Logicznie- brzmi to śmiesznie- powiedziałem czując szczęście, lecz moja mina pozostała niewzruszona
-Aro, jaki tobie dali pseudonim?- uniósł brew.
-No nie wiem czy powinienem mówić, wojna jeszcze kiedyś nadejdzie
-I będę strategiem- jego mina nagle zbrzydła.
Ontari?
-Na przykład te- zacząłem wskazywać łapą- Carmen, Luis, Leon, Caspaccio, Black Nort, Śnieżka, Gapa, Rondak. A tylko niewielu pisało imiona. Na całe szczęście o nich się nie zapomni
-Pseudonimy. Tak... słyszało się o nich. Są szczególnie potrzebne
-Cóż. Kiedyś ktoś by spytał: "Gdzie jest Rondel?!" Logicznie- brzmi to śmiesznie- powiedziałem czując szczęście, lecz moja mina pozostała niewzruszona
-Aro, jaki tobie dali pseudonim?- uniósł brew.
-No nie wiem czy powinienem mówić, wojna jeszcze kiedyś nadejdzie
-I będę strategiem- jego mina nagle zbrzydła.
Ontari?
Od Aro- cd Czarnej Wdowy
-Co robisz na tych terenach?- uniosłem brew i zmieniłem tor rozmowy
-Podróżuje z moim towarzyszem- spojrzałem na dół. Zobaczyłem dość dużego gada. Spoglądał w naszą stronę. Chciał jakby podejść, jednak tylko nasłuchiwał.
-My nazywamy ich przyjaciółmi. Towarzyszem to może być byle jakie zwierze. Oczywiście to słowo ma wiele znaczeń- kąciki moich ust uniosły się
-A więc Wspólnota Nocy?- odpowiedziała pytaniem
-Owszem, tak powiedziałem. Chyba, że mocno spałaś. Jednak wnioskuję, że możesz coś o tym wiedzieć
-Co nieco- rzekła cicho
-Łatwo znaleźć tych, którym już tego nie trzeba tłumaczyć. Zawsze się wyróżniacie
-Na przykład tym, że pomyliłeś mnie z basiorem?- zaśmiałem się tylko po cichu na jej wypowiedź.
-Nie, nie po tym. Zachowujecie się inaczej. Jesteście bardziej spokojni i czujecie się swobodnie. Po prostu, normalnie.
-Heh, coś tam wiesz
-Nie lepiej było się gdzieś schować na noc? Wtedy trudniej jest kogoś wytropić
-Jak widać miałbyś rację, ale dalibyśmy sobie radę.
-Nie wątpię.- zaciąłem się na chwilę- Sądząc po wiedzy, chcecie dołączyć?- uniosłem łeb
<Wdowo?>
-Podróżuje z moim towarzyszem- spojrzałem na dół. Zobaczyłem dość dużego gada. Spoglądał w naszą stronę. Chciał jakby podejść, jednak tylko nasłuchiwał.
-My nazywamy ich przyjaciółmi. Towarzyszem to może być byle jakie zwierze. Oczywiście to słowo ma wiele znaczeń- kąciki moich ust uniosły się
-A więc Wspólnota Nocy?- odpowiedziała pytaniem
-Owszem, tak powiedziałem. Chyba, że mocno spałaś. Jednak wnioskuję, że możesz coś o tym wiedzieć
-Co nieco- rzekła cicho
-Łatwo znaleźć tych, którym już tego nie trzeba tłumaczyć. Zawsze się wyróżniacie
-Na przykład tym, że pomyliłeś mnie z basiorem?- zaśmiałem się tylko po cichu na jej wypowiedź.
-Nie, nie po tym. Zachowujecie się inaczej. Jesteście bardziej spokojni i czujecie się swobodnie. Po prostu, normalnie.
-Heh, coś tam wiesz
-Nie lepiej było się gdzieś schować na noc? Wtedy trudniej jest kogoś wytropić
-Jak widać miałbyś rację, ale dalibyśmy sobie radę.
-Nie wątpię.- zaciąłem się na chwilę- Sądząc po wiedzy, chcecie dołączyć?- uniosłem łeb
<Wdowo?>
Od Aro- cd Igreed
Spojrzałem na waderę.
-Spokojnie. -powiedziałem cicho, aby ją uspokoić. Stanąłem obok niej.- Już wychodzimy- posłałem jej lekki uśmiech. Nie chciałem aby myślała o tym co przeżył te tereny.
Nie wszyscy są w stanie to znieść. Ja sam ilekroć tu wchodzę powstrzymuję te myśli i głosy szepczące mi do ucha: "Znowu to robisz, skończ. Dlaczego czekasz? Każesz nam trwać w niepewności. Zakończ wojnę!"
Wiem, że wojny nie ma, jednak czuję, że trwa...we mnie. Walczę z myślami, których nie jestem w stanie pokonać. To jak niekończąca się bitwa. Jedynym rozwiązaniem jest się poddać
-O czym myślisz?- powiedziała In mrużąc oczy
-Niczym, lepiej chodźmy, szybciej- przyśpieszyłem kroku, aby wadera przestała myśleć o tym co ją otacza.
Stawialiśmy kolejne kroki w ciszy. Słyszałem tylko nasze oddechy i przejeżdżające po skalnej "posadzce" pazury. W końcu zobaczyłem zielone rośliny. Usunąłem je z wyjścia i byliśmy już na zewnątrz. Słońce uderzyło mi w oczy. Spojrzałem na waderę. Uspokoiła się, czułą się lepiej.
-To było okropne, prawda?- uniosłem brew idąc obok niej
-Owszem, radzisz sobie z tym bardzo dobrze
-Można tak powiedzieć. I tak nie przeżyłem takich rzeczy jak niektórzy- zacisnąłem zęby myśląc o przeszłości i o tym jak kiedyś leciałem po pomoc razem z...
-Co masz na myśli? Tak konkretniej
-Usiądźmy to ci opowiem- wskazałem rozłożyste drzewo i kila dużych kamieni leżących obok niego. Zbliżyliśmy się tam. Usiadłem na jednym z głazów
-Na pewno chcesz posłuchać?- spytałem patrząc na nią
-Mów- rzekła tylko.
Przypomniałem sobie tamtą okropną chwilę. Byłem gotowy by o niej mówić...
-Wojna trwałą już kilka miesięcy. Było to mniej więcej w jej połowie. Dołączyło wtedy z pięciu członków co było ogromną radością w naszych szeregach. Chcieli pomóc, słyszeli co się tu dzieje. Byli tam bliźniaki z Śnieżnych Gór, jakaś wadera i dwójka niezwykłych bohaterów. Nie znali się lecz wkrótce zostali do siebie przydzieleni. Byli naszą parą od najtrudniejszych zadań specjalnych. Zdobywali dla nas informację i potrzebne inne materiały. Ona nazywała się Rose Ferst, a on Steven, lecz wszyscy mówili na niego Kapitan. Nawet ja. Był niezwykle dzielny, a ona sprytna. Byli wręcz nie do zatrzymania. On był nadzwyczaj silny, a ona dysponowała barierami- wyczarowałem wizję tej dwójki [ Steven- jasny/ Rose- ciemna]
- Mimo, iż tego nie pokazywali można było wyczuć z daleka, że pałają do siebie głębokim uczuciem. I zapewne oboje o tym wiedzieli- zatrzymałem się na chwilę, po czym zacząłem opowiadać dalej- Kiedyś musieli zdobyć mapę strategiczną wroga i potrzebowali pomocy. Zgłosiłem się aby im towarzyszyć. Rose zaplanowała cały plan. Ona miała zająć się odwracaniem uwagi, Stev walką, a ja pokonać kilku strażników i wziąć mapę. Zrobiliśmy jak ustaliliśmy. Wszystko szło jak bułka z masłem. Aż za dobrze. Jakoś pokonałem tych, którzy strzegli mapę. Wziąłem ją do pochwy, która zawieszoną miałem na ramieniu. Wybiegłem stamtąd. Ponieważ centrala znajdowała się jakieś 50 metrów od tego gdzie znajdowali się moi przyjaciele chciałem ich zawołać. Jednak zobaczyłem coś okropnego. Nie dawali sobie rady. Odruchowo chciałem im pomóc, jednak wylądował przede mną wrogi smok. Spojrzałem tylko na tę dwójkę. Ferst leżała na ziemi krwawiąc, a Steven stał przed nią i odbierał ataki starając się ją bronić. Chronił swą ukochaną...
Ja walczyłem tymczasem z gadem. Trwało to z kilka minut gdyż oboje byliśmy już wykończeni. Jednak udało mi się go pokonać, a gdy spojrzałem w stronę przyjaciół zobaczyłem masakrę. Kapitan oberwał w tułów i padł na ziemię krwawiąc. Rose tylko przyczołgała się go niego. Nie zdążyłem, umarli...
Mówiłem powoli i cicho, patrząc w ziemię. Do tych czas twierdze, że mogliby tu z nami być...
In?
-Spokojnie. -powiedziałem cicho, aby ją uspokoić. Stanąłem obok niej.- Już wychodzimy- posłałem jej lekki uśmiech. Nie chciałem aby myślała o tym co przeżył te tereny.
Nie wszyscy są w stanie to znieść. Ja sam ilekroć tu wchodzę powstrzymuję te myśli i głosy szepczące mi do ucha: "Znowu to robisz, skończ. Dlaczego czekasz? Każesz nam trwać w niepewności. Zakończ wojnę!"
Wiem, że wojny nie ma, jednak czuję, że trwa...we mnie. Walczę z myślami, których nie jestem w stanie pokonać. To jak niekończąca się bitwa. Jedynym rozwiązaniem jest się poddać
-O czym myślisz?- powiedziała In mrużąc oczy
-Niczym, lepiej chodźmy, szybciej- przyśpieszyłem kroku, aby wadera przestała myśleć o tym co ją otacza.
Stawialiśmy kolejne kroki w ciszy. Słyszałem tylko nasze oddechy i przejeżdżające po skalnej "posadzce" pazury. W końcu zobaczyłem zielone rośliny. Usunąłem je z wyjścia i byliśmy już na zewnątrz. Słońce uderzyło mi w oczy. Spojrzałem na waderę. Uspokoiła się, czułą się lepiej.
-To było okropne, prawda?- uniosłem brew idąc obok niej
-Owszem, radzisz sobie z tym bardzo dobrze
-Można tak powiedzieć. I tak nie przeżyłem takich rzeczy jak niektórzy- zacisnąłem zęby myśląc o przeszłości i o tym jak kiedyś leciałem po pomoc razem z...
-Co masz na myśli? Tak konkretniej
-Usiądźmy to ci opowiem- wskazałem rozłożyste drzewo i kila dużych kamieni leżących obok niego. Zbliżyliśmy się tam. Usiadłem na jednym z głazów
-Na pewno chcesz posłuchać?- spytałem patrząc na nią
-Mów- rzekła tylko.
Przypomniałem sobie tamtą okropną chwilę. Byłem gotowy by o niej mówić...
-Wojna trwałą już kilka miesięcy. Było to mniej więcej w jej połowie. Dołączyło wtedy z pięciu członków co było ogromną radością w naszych szeregach. Chcieli pomóc, słyszeli co się tu dzieje. Byli tam bliźniaki z Śnieżnych Gór, jakaś wadera i dwójka niezwykłych bohaterów. Nie znali się lecz wkrótce zostali do siebie przydzieleni. Byli naszą parą od najtrudniejszych zadań specjalnych. Zdobywali dla nas informację i potrzebne inne materiały. Ona nazywała się Rose Ferst, a on Steven, lecz wszyscy mówili na niego Kapitan. Nawet ja. Był niezwykle dzielny, a ona sprytna. Byli wręcz nie do zatrzymania. On był nadzwyczaj silny, a ona dysponowała barierami- wyczarowałem wizję tej dwójki [ Steven- jasny/ Rose- ciemna]
- Mimo, iż tego nie pokazywali można było wyczuć z daleka, że pałają do siebie głębokim uczuciem. I zapewne oboje o tym wiedzieli- zatrzymałem się na chwilę, po czym zacząłem opowiadać dalej- Kiedyś musieli zdobyć mapę strategiczną wroga i potrzebowali pomocy. Zgłosiłem się aby im towarzyszyć. Rose zaplanowała cały plan. Ona miała zająć się odwracaniem uwagi, Stev walką, a ja pokonać kilku strażników i wziąć mapę. Zrobiliśmy jak ustaliliśmy. Wszystko szło jak bułka z masłem. Aż za dobrze. Jakoś pokonałem tych, którzy strzegli mapę. Wziąłem ją do pochwy, która zawieszoną miałem na ramieniu. Wybiegłem stamtąd. Ponieważ centrala znajdowała się jakieś 50 metrów od tego gdzie znajdowali się moi przyjaciele chciałem ich zawołać. Jednak zobaczyłem coś okropnego. Nie dawali sobie rady. Odruchowo chciałem im pomóc, jednak wylądował przede mną wrogi smok. Spojrzałem tylko na tę dwójkę. Ferst leżała na ziemi krwawiąc, a Steven stał przed nią i odbierał ataki starając się ją bronić. Chronił swą ukochaną...
Ja walczyłem tymczasem z gadem. Trwało to z kilka minut gdyż oboje byliśmy już wykończeni. Jednak udało mi się go pokonać, a gdy spojrzałem w stronę przyjaciół zobaczyłem masakrę. Kapitan oberwał w tułów i padł na ziemię krwawiąc. Rose tylko przyczołgała się go niego. Nie zdążyłem, umarli...
Mówiłem powoli i cicho, patrząc w ziemię. Do tych czas twierdze, że mogliby tu z nami być...
In?
Od Aro- cd Ontari'ego
Czułem letni wiatr powiewający moją sierść. Zaczęliśmy zbliżać się do lądowania. Ziemia była coraz bliżej. Przypomniał mi się stary widok. Spadałem coraz niżej. Nagle Libre został gdzieś porwany, a ja pozostałem sam sobie....
Mój przyjaciel usiadł na twardym podłożu. Po chwili dołączyli do nas Ontari z Mokari'm.
-To tutaj- wskazałem miejsce
-Niezłe miejsce strategiczne. Zalesione...
-I chronione magią. Jeśli coś tu zerwiesz po chwili od rasta
-Jacy magowie to zrobili?- uniósł brew
-Cóż. Teraz spoczywający na cmentarzu. Ciała są tam pochowane, a jeśli ktoś chce idzie tam- schyliłem łeb i zacząłem iść na przód przedzierając się przez busz
-Coś ci się stało?- spytał
-Nie, dlaczego
-Mówisz, jakby o kimś kogo straciłem
-Straciłem większość przyjaciół.
-Tak się nie wyglada po stracie przyjaciela
-Wiesz co ci powiem Ontari?
-Słucham- odparł
-Przeszłości nie da się zmienić, przyszłość jest niepewna, pozostaje tylko teraźniejszość- Tu i teraz- powiedziałem i wszedłem do jaskini. Ontari ze smokami uczynił to samo
Ontari?
Mój przyjaciel usiadł na twardym podłożu. Po chwili dołączyli do nas Ontari z Mokari'm.
-To tutaj- wskazałem miejsce
-Niezłe miejsce strategiczne. Zalesione...
-I chronione magią. Jeśli coś tu zerwiesz po chwili od rasta
-Jacy magowie to zrobili?- uniósł brew
-Cóż. Teraz spoczywający na cmentarzu. Ciała są tam pochowane, a jeśli ktoś chce idzie tam- schyliłem łeb i zacząłem iść na przód przedzierając się przez busz
-Coś ci się stało?- spytał
-Nie, dlaczego
-Mówisz, jakby o kimś kogo straciłem
-Straciłem większość przyjaciół.
-Tak się nie wyglada po stracie przyjaciela
-Wiesz co ci powiem Ontari?
-Słucham- odparł
-Przeszłości nie da się zmienić, przyszłość jest niepewna, pozostaje tylko teraźniejszość- Tu i teraz- powiedziałem i wszedłem do jaskini. Ontari ze smokami uczynił to samo
Ontari?
Od Aro- cd Ingreed
Libre przesłał mi w myślach telepatyczną wiadomość. Odwróciłem się do niego i tylko skinąłem głową.
-Coś się dzieje?- spytała wadera
-Nie, wszystko gra. Typowe sprawy alfy, które trzeba załatwiać raz na jakiś czas.
-A, okey
-Nie znasz terenów więc może cię z nimi zapoznam. Oczywiście pomogę ci chodzić- uśmiechnąłem się lekko
-Nie trzeba, leżałam dwa dni, ale jakoś sobie poradzę.- jak do tąd tylko trochę stała. Podeszła kilka kroków. Widziałem, że nie jest to dla niej łatwe.
"Indoco Neuzi"- pomyślałem i posłałem w jej stronę niewidzialny dym. Tak będzie mogła chodzić i nie będzie odczuwała dużego bólu.
-Widzisz?- powiedziała pewnie
-Owszem- powiedziałem grymaśnie
- A co tam szeptałeś? Jakbyś coś mruczał
- Czyli już ie można gadać do siebie?- zażartowałem
-Nie, no. Oczywiście, panie pokręcony
-To od czego chcesz zacząć?
-Co proponujesz?- spytała się.
-Jezioro, to będzie dobre na początek. Nie jest jeszcze aż tak zniszczone- powiedziałem
-Jeszcze?- uniosła brew
-Znaczy się, nie zostało aż tak bardzo zniszczone.
-Po czym?
-Po wojnie, ale opowiadanie o tym i o chorobie za dużo by zajęło. Lepiej pójść po przechadzce nad jezioro do centrum treningów- powiedziałem bardziej sucho. W myślach mówiłem tylko, żeby nic nie zauważyła. I nie chodziło tu tylko o ten dym
Ingreed?
-Coś się dzieje?- spytała wadera
-Nie, wszystko gra. Typowe sprawy alfy, które trzeba załatwiać raz na jakiś czas.
-A, okey
-Nie znasz terenów więc może cię z nimi zapoznam. Oczywiście pomogę ci chodzić- uśmiechnąłem się lekko
-Nie trzeba, leżałam dwa dni, ale jakoś sobie poradzę.- jak do tąd tylko trochę stała. Podeszła kilka kroków. Widziałem, że nie jest to dla niej łatwe.
"Indoco Neuzi"- pomyślałem i posłałem w jej stronę niewidzialny dym. Tak będzie mogła chodzić i nie będzie odczuwała dużego bólu.
-Widzisz?- powiedziała pewnie
-Owszem- powiedziałem grymaśnie
- A co tam szeptałeś? Jakbyś coś mruczał
- Czyli już ie można gadać do siebie?- zażartowałem
-Nie, no. Oczywiście, panie pokręcony
-To od czego chcesz zacząć?
-Co proponujesz?- spytała się.
-Jezioro, to będzie dobre na początek. Nie jest jeszcze aż tak zniszczone- powiedziałem
-Jeszcze?- uniosła brew
-Znaczy się, nie zostało aż tak bardzo zniszczone.
-Po czym?
-Po wojnie, ale opowiadanie o tym i o chorobie za dużo by zajęło. Lepiej pójść po przechadzce nad jezioro do centrum treningów- powiedziałem bardziej sucho. W myślach mówiłem tylko, żeby nic nie zauważyła. I nie chodziło tu tylko o ten dym
Ingreed?
Od Aro- cd Ren'a
-Czyli wędrowałeś wraz z nurtem?- uniosłem łeb
-Owszem, tak powiedziałem
-Masz smoka?- spytała Kasadi
-E.. Nie - powiedział powoli
-To nie jest najważniejsze. Nie każdy od razu znajduje Przyjaciela.
-Ja tak tylko spytałam- uśmiechnęła się
-Wiem, nie trzeba po prostu wyskakiwać ze wszystkimi pytaniami od razu- zaśmiałem się- Może najpierw byśmy mu wyjaśnili o co chodzi?- wilk patrzył na nas jak na idiotów. No, tak to odbierałem
-A więc zacznij. Twoja wspólnota.- kąciki jej ust lekko się uniosły
-Jesteś na terenie Wspólnoty Nocy- zacząłem- To tutaj Smoczy i Wilczy przyjaciele mogą żyć razem i być sobie równi, a nie jako jacyś towarzysze. Chciałbyś dołączyć?
Ren?
Te wszystkie opka odbierają mi wenę
-Owszem, tak powiedziałem
-Masz smoka?- spytała Kasadi
-E.. Nie - powiedział powoli
-To nie jest najważniejsze. Nie każdy od razu znajduje Przyjaciela.
-Ja tak tylko spytałam- uśmiechnęła się
-Wiem, nie trzeba po prostu wyskakiwać ze wszystkimi pytaniami od razu- zaśmiałem się- Może najpierw byśmy mu wyjaśnili o co chodzi?- wilk patrzył na nas jak na idiotów. No, tak to odbierałem
-A więc zacznij. Twoja wspólnota.- kąciki jej ust lekko się uniosły
-Jesteś na terenie Wspólnoty Nocy- zacząłem- To tutaj Smoczy i Wilczy przyjaciele mogą żyć razem i być sobie równi, a nie jako jacyś towarzysze. Chciałbyś dołączyć?
Ren?
Te wszystkie opka odbierają mi wenę
Od Aro- cd Kasadi
-Biorąc pod uwagę to, że za dwie godziny będzie już ciemno, a ja już idę to życzę ci powodzenia. Żegnam- powiedziałem i szybko zacząłem oddalać się od wadery. Patrzyłem tylko przed siebie. Nie miałem ochoty o tym gadać.
Wadera miała najprawdopodobniej inne plany. Usłyszałem trzepot skrzydeł, a po chwili Kasadi już stała przede mną.
-Nie wyraziłem się jasno?- uniosłem brew i wyminąłem ją. Ta jednak nie odpuszczała. Szła koło mnie.
-Mów co ci jest. To ważne
-Nic nie jest dla innych ważne oprócz czubka własnego nosa
-Jak możesz tak sądzić?
-Posłuchaj. Nie widziałaś tego co ja. Dzień w dzień kolejnych poległych. Trzeba ich było pochować i tym samym dbać tez o innych.
-Tylko, że
-Nie widziałaś wojny tym samym wzrokiem co ja. Jak myślisz, czy ktoś poświęciłby życie by ratować kogoś innego? Nie. Zostałem sam i będę już taki.
-Ale Aro, powiedz mi.
-Zrozum, nie jestem alfą z miłym charakterem, który dla wszystkich będzie przykładem i przyjacielem. Ja nigdy taki nie byłem. Musisz zrozumieć, że wojna zmienia. - zaczęliśmy zbliżać się do jaskini
-Dobrze, ale oczekuje odpowiedzi!
-Przykro mi, ale jej nie dostaniesz. Możesz tu poczekać na resztę- powiedziałem i wszedłem do jaskini- Za jakieś pół godziny do godziny powinni być.- zniknąłem w jednym z wąskich korytarzy. Prowadził on do kilku innych pomieszczeń, korytarzy, a na końcu do mojej sypialni. Błądziłem po nim po raz kolejny. Starałem się odszukać myśli, które zgubiłem po drodze
Kasadi?
Wadera miała najprawdopodobniej inne plany. Usłyszałem trzepot skrzydeł, a po chwili Kasadi już stała przede mną.
-Nie wyraziłem się jasno?- uniosłem brew i wyminąłem ją. Ta jednak nie odpuszczała. Szła koło mnie.
-Mów co ci jest. To ważne
-Nic nie jest dla innych ważne oprócz czubka własnego nosa
-Jak możesz tak sądzić?
-Posłuchaj. Nie widziałaś tego co ja. Dzień w dzień kolejnych poległych. Trzeba ich było pochować i tym samym dbać tez o innych.
-Tylko, że
-Nie widziałaś wojny tym samym wzrokiem co ja. Jak myślisz, czy ktoś poświęciłby życie by ratować kogoś innego? Nie. Zostałem sam i będę już taki.
-Ale Aro, powiedz mi.
-Zrozum, nie jestem alfą z miłym charakterem, który dla wszystkich będzie przykładem i przyjacielem. Ja nigdy taki nie byłem. Musisz zrozumieć, że wojna zmienia. - zaczęliśmy zbliżać się do jaskini
-Dobrze, ale oczekuje odpowiedzi!
-Przykro mi, ale jej nie dostaniesz. Możesz tu poczekać na resztę- powiedziałem i wszedłem do jaskini- Za jakieś pół godziny do godziny powinni być.- zniknąłem w jednym z wąskich korytarzy. Prowadził on do kilku innych pomieszczeń, korytarzy, a na końcu do mojej sypialni. Błądziłem po nim po raz kolejny. Starałem się odszukać myśli, które zgubiłem po drodze
Kasadi?
Od Aro- cd Ontari'ego
Spojrzałem na nowo poznaną dwójkę.
-A więc dobrze trafiliście- rzucił Libre
-Doprawdy?- Mokari uniósł brew. Nie powiem był ogromny, ale Libre i tak był prawie najmniejszym smokiem
-Owszem. Znajdujecie się na terenach Wspólnoty Nocy. Tutaj wilki i smoki żyją razem, w zgodzie. Jeden, na równi z drugim
-Zadziwiająca odpowiedź- mruknął wielki smok
-Z miłą chęcią dołączymy- powiedział basior- Jednak co stało się na tych ziemiach?
-Nie rozumiem o co ci chodzi- powiedziałem
-Już od najmłodszych lat byłem szkolony na stratega. Umiem rozpoznać ślady walki
-Niedawno trwała tu wojna, na szczęście wygraliśmy. Ponieśliśmy straty, lecz teraz zaczynamy się odradzać. Jeśli chcecie pokażę wam salę treningową, jest w niej spisana cała historia...
Ontari?
-A więc dobrze trafiliście- rzucił Libre
-Doprawdy?- Mokari uniósł brew. Nie powiem był ogromny, ale Libre i tak był prawie najmniejszym smokiem
-Owszem. Znajdujecie się na terenach Wspólnoty Nocy. Tutaj wilki i smoki żyją razem, w zgodzie. Jeden, na równi z drugim
-Zadziwiająca odpowiedź- mruknął wielki smok
-Z miłą chęcią dołączymy- powiedział basior- Jednak co stało się na tych ziemiach?
-Nie rozumiem o co ci chodzi- powiedziałem
-Już od najmłodszych lat byłem szkolony na stratega. Umiem rozpoznać ślady walki
-Niedawno trwała tu wojna, na szczęście wygraliśmy. Ponieśliśmy straty, lecz teraz zaczynamy się odradzać. Jeśli chcecie pokażę wam salę treningową, jest w niej spisana cała historia...
Ontari?
Od Aro- cd Kasadi
-Logicznie rzecz biorąc smoki już polują. Wspominałem Ci o tym- rzekłem i spojrzałem na nią ze zdziwioną miną
-No tak, ale jakaś przekąska zawsze może być- uśmiechnęła się
-Wyglądasz jakby coś się stało. Nieważne, jeśli chcesz to chodź- burknąłem. Czułem się dziwnie. Wadera zapewne nie mówiła mi całej prawdy. Wyszliśmy powoli z jaskini, panowała przez ten ten czas cisza i spokój. W głowie miałem szum, a łapy słabły. Choroba była coraz silniejsza... Musiałem przestać o niej myśleć. Nie ma leku na takie coś. Fuck.
Wyszliśmy z jaskini. Zarośla znowu były gęste.
-Na co chcesz zapolować?-spytałem
-Zależy co ty polecisz. Lepiej przecież znasz te tereny.- odrzekła cicho
-Nasi przyjaciele przylecą z kilkoma sarnami, więc może przepiórki. Małe i dobre przekąskę jeśli jesteś głodna. No, a nie preferuję polowania na króliki.
-Dobrze- powiedziała z lekkim uśmiechem
-Powinniśmy zdążyć zanim przylecą
Kasadi?
-No tak, ale jakaś przekąska zawsze może być- uśmiechnęła się
-Wyglądasz jakby coś się stało. Nieważne, jeśli chcesz to chodź- burknąłem. Czułem się dziwnie. Wadera zapewne nie mówiła mi całej prawdy. Wyszliśmy powoli z jaskini, panowała przez ten ten czas cisza i spokój. W głowie miałem szum, a łapy słabły. Choroba była coraz silniejsza... Musiałem przestać o niej myśleć. Nie ma leku na takie coś. Fuck.
Wyszliśmy z jaskini. Zarośla znowu były gęste.
-Na co chcesz zapolować?-spytałem
-Zależy co ty polecisz. Lepiej przecież znasz te tereny.- odrzekła cicho
-Nasi przyjaciele przylecą z kilkoma sarnami, więc może przepiórki. Małe i dobre przekąskę jeśli jesteś głodna. No, a nie preferuję polowania na króliki.
-Dobrze- powiedziała z lekkim uśmiechem
-Powinniśmy zdążyć zanim przylecą
Kasadi?
Od Aro-cd Ingreed
Zobaczyłem jak wadera upada. Automatycznie do niej podbiegłem. Nie wiedziałem kim była, ale musiałem jej pomóc.
-Nic nie mów- rzekłem. Cóż, ona i tak prawie nie mogła oddychać...
Wziąłem ją na grzbiet i zacząłem biec w stronę jaskini głównej. Widziałem, że było z nią źle. Nie chcę widzieć kolejnej, konającej istoty. Starałem się gnać tak, aby nowej nic się nie stało. Wezwałem w myślach Libre, aby przygotował wszystko. Potrzebna jest jej natychmiastowa pomoc.
Dopiero o chwili zobaczyłem powoli wyłaniającą się jaskinie. Mój Przyjaciel podleciał i zabrał waderę. W jaskini miał już ktoś czekać. Dotarłem do niej gdy Shima podawała jej narkotyzujący mech pod nos
-To złagodzi objawy
-Libre podgrzej wodę- rozkazałem mu. Wykonał posłusznie polecenie i nabrał wody do miski wydrążonej w kawałku drewna. Przyniosłem trochę wełny, która nam została po ostatnich walkach. Shima zaczęła ją obmywać. Do ran nie mogło się dostać zakażenie. Nie wiedziałem co jej się przytrafiło
-Aro, Idź po liście Morgunaka, potrzebne będą do zagojenia się ran- skinąłem głową na wypowiedź białej wadery. Wybiegłem z groty i pognałem do lasu, koło sali treningowej. Tam rosło tego najwięcej. Moje łapy nie potrafiły się zatrzymać. Szybko pokonałem te 500 metrów. Zacząłem zrywać liście, bo wiedziałem, że wadera cierpi. Za dużo wilków już tak miało na tych terenach.
Gdy miałem już wszystko zawróciłem do chorej. Shima już czekała na liście. Przekazałem je jej, a ta zaczęła przykładać je do ran/y nieznajomej.
Ingreed?
-Nic nie mów- rzekłem. Cóż, ona i tak prawie nie mogła oddychać...
Wziąłem ją na grzbiet i zacząłem biec w stronę jaskini głównej. Widziałem, że było z nią źle. Nie chcę widzieć kolejnej, konającej istoty. Starałem się gnać tak, aby nowej nic się nie stało. Wezwałem w myślach Libre, aby przygotował wszystko. Potrzebna jest jej natychmiastowa pomoc.
Dopiero o chwili zobaczyłem powoli wyłaniającą się jaskinie. Mój Przyjaciel podleciał i zabrał waderę. W jaskini miał już ktoś czekać. Dotarłem do niej gdy Shima podawała jej narkotyzujący mech pod nos
-To złagodzi objawy
-Libre podgrzej wodę- rozkazałem mu. Wykonał posłusznie polecenie i nabrał wody do miski wydrążonej w kawałku drewna. Przyniosłem trochę wełny, która nam została po ostatnich walkach. Shima zaczęła ją obmywać. Do ran nie mogło się dostać zakażenie. Nie wiedziałem co jej się przytrafiło
-Aro, Idź po liście Morgunaka, potrzebne będą do zagojenia się ran- skinąłem głową na wypowiedź białej wadery. Wybiegłem z groty i pognałem do lasu, koło sali treningowej. Tam rosło tego najwięcej. Moje łapy nie potrafiły się zatrzymać. Szybko pokonałem te 500 metrów. Zacząłem zrywać liście, bo wiedziałem, że wadera cierpi. Za dużo wilków już tak miało na tych terenach.
Gdy miałem już wszystko zawróciłem do chorej. Shima już czekała na liście. Przekazałem je jej, a ta zaczęła przykładać je do ran/y nieznajomej.
Ingreed?
Od Aro- cd Kasadi
Spojrzałem na waderę po czym usiadłem kilka metrów od niej i spojrzałem w niebo.
-Wątpię aby coś ci się przewidziało. Słyszałem już takie krzyki.
-Na prawdę?- uniosła brew
-Nie obraź się, ale nie krzyczysz inaczej od innych przerażonych wader. Co widziałaś?
-Przerażające sceny, ale tylko mi się zdawało.
-Skoro już do ans należysz...Powinnaś wiedzieć. Jak na razie Libre powiedział o tym twojemu przyjacielowi, jednak on nie chciał się śpieszyć. Chodź za mną. Nie widziałaś wszystkiego- powiedziałem do niej i ruszyłem na przód.
-Gdzie idziemy?
-Do pewnego miejsca, o którym wiedzą tylko ci, którzy przeżyli- odrzekłem i przyśpieszyłem. Kasadi uczyniła to samo. Jakieś 500 metrów od jaskini głównej rosną gęsty busz. Przedarliśmy się do niego. Była tam mała jaskinia.
-Kazałem magą, aby otoczyli to miejsce energia. Teraz gdy tylko zniszczy się jakąś roślinność po kilku chwilach ona powraca. Wolałem tego nikomu nie pokazywać, bo nie wiem co z tym zrobić..
Weszliśmy do środka, a wejście zarosło. Było tu ciemno. Rozpaliłem małą iskierkę, a ta kolejne inne. Ukazał nam się korytarz do podziemi.
-Co tam jest.
-Już niedługo
Zeszliśmy. Na dole była ogromna sala. Dookoła były ogromne podesty, lecz tylko na jednym stał posąg. Był ogromny. Miał 10 metrów wysokości, jednak do sufitu brakowało mu jeszcze jakichś 7 metrów. Stanąłem na środku
-Co to jest?
-To stara sala treningowa. Kilkanaście tygodni temu na naszych terenach trwała wojna. Jest spisana na tamtej ścianie. Jest tam jej opis i osobiste przemyślenia niej dotyczące, tych którzy byli w naszej wspólnocie i umarli, oraz tych, którzy przeżyli.- wadera zaczęła powoli czytać, jednak na chwilę przerwała
-A kim jest ten smok?-spytała i pokazała łapą na pomnik
-Największy wróg naszej Wspólnoty. Wielki Rồng Đen.
-Skoro tak to dlaczego tu stoi?- zdziwiła się
-Pokazuje, że z każdym można wygrać. Był wcieleniem zła. Zaczął wojnę i wybił większość tu żyjących. Pragnąć podbić wszystkie istoty żyjące. Zaczynając od nas.
-To straszne
-Nie tak jak to, co przeżyliśmy. To pewnie to widziałaś. Na tych terenach wylało się mnóstwo krwi. Dzięki temu ziemia opowiada swoją historię temu, kto otworzy swój umysł.
-To wspaniała historia
-Ale i okrutna- dokończyłem za nią
-Jak ogromna jest ta sala?
-Przy pomniku wysokość to 17 metrów, w centrum 28 metrów. Długość 200 metrów, a szerokość 150 metrów.
-Nie mal jak pole walki
-Bo nim było. Wyobrażaliśmy sobie, że walczymy naprawdę, że to nie są tylko treningi. Ale w końcu i tak wychodziliśmy na wojnę. Było to idealne miejsce dla wilków i smoków... Jeśli chcesz możesz poczytać historię. Łącznie zajmie ci to tylko z kilka dni. Będziesz mogła tu przychodzić kiedy tylko chcesz.- powiedziałem- Libre poinformował mnie, że polują. Mamy kilka godzin... Jeśli będziesz miała pytania, powiem. Będę przy pomniku- przeteleportowałem się do rzeczy, o której mówiłem.
Zacząłem czytać napis „Rồng Đen, Ciemny Władca, którego pokonał Dowódca Aro”
-Obyś naprawdę był martwy- mruknąłem cicho...
Kasadi?
Rồng Đen- Posąg
-Wątpię aby coś ci się przewidziało. Słyszałem już takie krzyki.
-Na prawdę?- uniosła brew
-Nie obraź się, ale nie krzyczysz inaczej od innych przerażonych wader. Co widziałaś?
-Przerażające sceny, ale tylko mi się zdawało.
-Skoro już do ans należysz...Powinnaś wiedzieć. Jak na razie Libre powiedział o tym twojemu przyjacielowi, jednak on nie chciał się śpieszyć. Chodź za mną. Nie widziałaś wszystkiego- powiedziałem do niej i ruszyłem na przód.
-Gdzie idziemy?
-Do pewnego miejsca, o którym wiedzą tylko ci, którzy przeżyli- odrzekłem i przyśpieszyłem. Kasadi uczyniła to samo. Jakieś 500 metrów od jaskini głównej rosną gęsty busz. Przedarliśmy się do niego. Była tam mała jaskinia.
-Kazałem magą, aby otoczyli to miejsce energia. Teraz gdy tylko zniszczy się jakąś roślinność po kilku chwilach ona powraca. Wolałem tego nikomu nie pokazywać, bo nie wiem co z tym zrobić..
Weszliśmy do środka, a wejście zarosło. Było tu ciemno. Rozpaliłem małą iskierkę, a ta kolejne inne. Ukazał nam się korytarz do podziemi.
-Co tam jest.
-Już niedługo
Zeszliśmy. Na dole była ogromna sala. Dookoła były ogromne podesty, lecz tylko na jednym stał posąg. Był ogromny. Miał 10 metrów wysokości, jednak do sufitu brakowało mu jeszcze jakichś 7 metrów. Stanąłem na środku
-Co to jest?
-To stara sala treningowa. Kilkanaście tygodni temu na naszych terenach trwała wojna. Jest spisana na tamtej ścianie. Jest tam jej opis i osobiste przemyślenia niej dotyczące, tych którzy byli w naszej wspólnocie i umarli, oraz tych, którzy przeżyli.- wadera zaczęła powoli czytać, jednak na chwilę przerwała
-A kim jest ten smok?-spytała i pokazała łapą na pomnik
-Największy wróg naszej Wspólnoty. Wielki Rồng Đen.
-Skoro tak to dlaczego tu stoi?- zdziwiła się
-Pokazuje, że z każdym można wygrać. Był wcieleniem zła. Zaczął wojnę i wybił większość tu żyjących. Pragnąć podbić wszystkie istoty żyjące. Zaczynając od nas.
-To straszne
-Nie tak jak to, co przeżyliśmy. To pewnie to widziałaś. Na tych terenach wylało się mnóstwo krwi. Dzięki temu ziemia opowiada swoją historię temu, kto otworzy swój umysł.
-To wspaniała historia
-Ale i okrutna- dokończyłem za nią
-Jak ogromna jest ta sala?
-Przy pomniku wysokość to 17 metrów, w centrum 28 metrów. Długość 200 metrów, a szerokość 150 metrów.
-Nie mal jak pole walki
-Bo nim było. Wyobrażaliśmy sobie, że walczymy naprawdę, że to nie są tylko treningi. Ale w końcu i tak wychodziliśmy na wojnę. Było to idealne miejsce dla wilków i smoków... Jeśli chcesz możesz poczytać historię. Łącznie zajmie ci to tylko z kilka dni. Będziesz mogła tu przychodzić kiedy tylko chcesz.- powiedziałem- Libre poinformował mnie, że polują. Mamy kilka godzin... Jeśli będziesz miała pytania, powiem. Będę przy pomniku- przeteleportowałem się do rzeczy, o której mówiłem.
Zacząłem czytać napis „Rồng Đen, Ciemny Władca, którego pokonał Dowódca Aro”
-Obyś naprawdę był martwy- mruknąłem cicho...
Kasadi?
Rồng Đen- Posąg
Od Aro-cd Kasadi
-Zapewne też błąkające się po świecie istoty, które nigdzie nie należały?-uniosłem brew i spojrzałem na Libre.- Tak jak my, kiedyś.
-Jestem Libre, Smoczy Dowódca- zaczął mój przyjaciel
-A ja Aro, Wilczy Dowódca.
-Witajcie w wspólnocie-powiedział Libre. Nigdy nie był aż tak miły, widać wojna go zmieniła...
-Wspólnocie? A nie wataszie?-wadera zabrała głos
-W wataszie smoki nie byłyby równe wilkom- zacząłem jej tłumaczyć- Tutaj Wilki i Smoki żyją razem, w pokoju. Zanim powstało to miejsce, a raczej nasza gromada. Byliśmy wyrzutkami. Bowiem, kto przyjmie wilka do watahy ze smokiem, który miałby być równy reszcie? Albo na odwrót?
-Czyli zostajemy tu razem?-spytała Kasadi
-Oczywiście, tutaj możecie być szczęśliwi. Zostało tylko trochę spalonej ziemi po starych czasach. Ale to nieważne. Jeśli chcecie, to Libre oprowadzi Responso po smoczych terenach, a ja ciebie po wilczych. Potem spotkamy się w jaskini głównej, pod wieczór trzeba będzie wyruszyć na polowanie
Kasadi?
-Jestem Libre, Smoczy Dowódca- zaczął mój przyjaciel
-A ja Aro, Wilczy Dowódca.
-Witajcie w wspólnocie-powiedział Libre. Nigdy nie był aż tak miły, widać wojna go zmieniła...
-Wspólnocie? A nie wataszie?-wadera zabrała głos
-W wataszie smoki nie byłyby równe wilkom- zacząłem jej tłumaczyć- Tutaj Wilki i Smoki żyją razem, w pokoju. Zanim powstało to miejsce, a raczej nasza gromada. Byliśmy wyrzutkami. Bowiem, kto przyjmie wilka do watahy ze smokiem, który miałby być równy reszcie? Albo na odwrót?
-Czyli zostajemy tu razem?-spytała Kasadi
-Oczywiście, tutaj możecie być szczęśliwi. Zostało tylko trochę spalonej ziemi po starych czasach. Ale to nieważne. Jeśli chcecie, to Libre oprowadzi Responso po smoczych terenach, a ja ciebie po wilczych. Potem spotkamy się w jaskini głównej, pod wieczór trzeba będzie wyruszyć na polowanie
Kasadi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów