Zbliżyliśmy się do wody i wtedy poczułem popchnięcie. Natychmiastowo wpadłem do przeźroczystej wody.
-Osz ty!- krzyknąłem z uśmiechem i chwyciłem samicę za łapę ciągnąc ją ku sobie. Ta też wpadła do wody.
Zaczęliśmy się chlapać. Zabawa była ciekawa. Po czasie wyszliśmy z wody.
~*~
-Chyba powinniśmy odpocząć- zaproponowałem
-Tak uważasz?- uniosła brew
-A czemu nie?
-Nawet... Chętnie się zdrzemnę.
-Widzisz! Ja też!- zaśmiałem się. - Zaraz przyjdę.
Vatariath poszła do pokoju sypialnego, a ja rozpaliłem jeszcze ognisko w głównej grocie. Za niedługo zima. Musimy ocieplić to miejsce...
~*~
Wróciłem do smoczycy. Już zasypiała. Ułożyłem się cicho obok niej. Nagle poczułem, że zbliżyła się do mnie i wtuliła się we mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Po prostu odwzajemniłem uścisk i zamknąłem oczy.
Vatariath?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libre. Pokaż wszystkie posty
Od Libre- cd Vatariath
-Szczerze?- uniosłem brew
-Nie, okłam mnie- powiedziała ironicznie
-Rób co chcesz.- zaśmiałem się się.
Zacząłem rozglądać się po pokoju sypialnym. Zmieściłby się w nim Mok, ale gdyby był rozmiaru mojego czy Vatariath. Było to skromne, ale przytulne miejsce.
-Mam pewien pomysł- zacząłem- Zaczniesz beze mnie?
-Dobrze, a gdzie lecisz?
-Nie twój interes- warknąłem, lecz po chwili się poprawiłem- Nazbieram wosku. Zniszczę kilka gniazd pszczół. Chcę zrobić świece.
-Nie pożądlą cię?
-Chitynowe łuski i ogień wystarczą.
Wyszedłem z pokoju , a następnie przez zielone pnącza. Za niedługo powinny zmienić swój kolor na bardziej brązowy, jednak i tak zachowają wiosenną barwę. To jednak nieuniknione- zbliżała się jesień, a po niej zima...
~~
Miałem przy sobie drewniany pojemnik, rozbiłem już chyba szóste gniazdo. Kolejne pszczoły martwe. Zakryłem opakowanie pełne wyrobu owadów i wzbiłem się w powietrze.
~~
Wylądowałem przed jaskinią i wszedłem do środka. Odłożyłem rzeczy na bok i udałem się do Vatariath.
-Wróciłem ci pomóc.- uśmiechnąłem się do niej
-Zaczęłam robić jedno, większe...
-Dobrze...
Vatariath?
/Ps: Na zdjęciu Mokari'ego da się zauważyć, ze jest większy niż całe królestwo
-Nie, okłam mnie- powiedziała ironicznie
-Rób co chcesz.- zaśmiałem się się.
Zacząłem rozglądać się po pokoju sypialnym. Zmieściłby się w nim Mok, ale gdyby był rozmiaru mojego czy Vatariath. Było to skromne, ale przytulne miejsce.
-Mam pewien pomysł- zacząłem- Zaczniesz beze mnie?
-Dobrze, a gdzie lecisz?
-Nie twój interes- warknąłem, lecz po chwili się poprawiłem- Nazbieram wosku. Zniszczę kilka gniazd pszczół. Chcę zrobić świece.
-Nie pożądlą cię?
-Chitynowe łuski i ogień wystarczą.
Wyszedłem z pokoju , a następnie przez zielone pnącza. Za niedługo powinny zmienić swój kolor na bardziej brązowy, jednak i tak zachowają wiosenną barwę. To jednak nieuniknione- zbliżała się jesień, a po niej zima...
~~
Miałem przy sobie drewniany pojemnik, rozbiłem już chyba szóste gniazdo. Kolejne pszczoły martwe. Zakryłem opakowanie pełne wyrobu owadów i wzbiłem się w powietrze.
~~
Wylądowałem przed jaskinią i wszedłem do środka. Odłożyłem rzeczy na bok i udałem się do Vatariath.
-Wróciłem ci pomóc.- uśmiechnąłem się do niej
-Zaczęłam robić jedno, większe...
-Dobrze...
Vatariath?
/Ps: Na zdjęciu Mokari'ego da się zauważyć, ze jest większy niż całe królestwo
Od Libre- cd Vatariath
-Vatariath, przecież wiesz, że bym cię nie zostawił- pogładziłem ją pyskiem po policzku.
-Ale...
-Ci...
-Tylko, że wtedy sam mogłeś zginąć.- zaczęła
-Już wiele razy zdarzały się przypadki" że mógłbym zginąć". Nawet wtedy nikogo bym nie opuścił. Nie wierzysz?
-Wierzę- powiedziała drżącym głosem.
-Może lepiej chodźmy się przelecieć.
-Dobrze- wstaliśmy- A gdzie?- zadała pytanie
-Gdzie chcemy. Nie ma ograniczeń. Pomyśl. My i gwiazdy- ucałowałem ją. Ta tylko uśmiechnęła się i wylecieliśmy z jaskini.
~~
Minęła jakaś godzina, w której lecieliśmy w ciszy obserwując granatowe, nocne niebo. Zobaczyłem na ziemi ciekawe miejsce. Zleciałem tam. Kilka minut po mnie pojawiła się smoczyca.
Zacząłem rozglądać się wszędzie dookoła. Stałem na przeciwko jaskini, ogromnej jaskini. Zmieściłaby kilka smoków. Z jej lewej strony rosła wierz, która dorównywała grocie wysokością, a na prawo jakieś 25 metrów był mały staw, tak samo jak z kamiennym "domem" zmieściłoby się w nim kilka smoków, byłoby idealne do relaksu i zabawy. Na tafli wody unosiły się pudrowo-różowe lilie. Wejście do jaskini zasłaniały pnącza. Odgarnąłem je na bok i wszedłem do środka. Było tam zaskakująco czysto i ładnie. Zobaczyłem, ze jest tu jakby kilka pokoi.
-Vatariath, może tu zamieszkamy?- spytałem
-Naprawdę?!- chyba się ucieszyła
-Tak. Byłoby fajnie. Tutaj byłoby jak w każdej grocie- jedzenie, zabawa, witanie innych- objaśniłem wejście i największe pomieszczenie.
-A tamte pozostałe 3?
-Najmniejsze na spiżarnie, zmieściłby się tam tylko jeden smok. Średnie nie wiem, a największe- właśnie do niego wchodzimy- pokój sypialny?- uniosłem brew
-Czyli średnie byśmy zostawili?
-Tak, na przyszłość
-Jak?- spytała
-Nie wiem. na pewno jakaś chyba jest, prawda?- powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.
Vatariath.
-Ale...
-Ci...
-Tylko, że wtedy sam mogłeś zginąć.- zaczęła
-Już wiele razy zdarzały się przypadki" że mógłbym zginąć". Nawet wtedy nikogo bym nie opuścił. Nie wierzysz?
-Wierzę- powiedziała drżącym głosem.
-Może lepiej chodźmy się przelecieć.
-Dobrze- wstaliśmy- A gdzie?- zadała pytanie
-Gdzie chcemy. Nie ma ograniczeń. Pomyśl. My i gwiazdy- ucałowałem ją. Ta tylko uśmiechnęła się i wylecieliśmy z jaskini.
~~
Minęła jakaś godzina, w której lecieliśmy w ciszy obserwując granatowe, nocne niebo. Zobaczyłem na ziemi ciekawe miejsce. Zleciałem tam. Kilka minut po mnie pojawiła się smoczyca.
Zacząłem rozglądać się wszędzie dookoła. Stałem na przeciwko jaskini, ogromnej jaskini. Zmieściłaby kilka smoków. Z jej lewej strony rosła wierz, która dorównywała grocie wysokością, a na prawo jakieś 25 metrów był mały staw, tak samo jak z kamiennym "domem" zmieściłoby się w nim kilka smoków, byłoby idealne do relaksu i zabawy. Na tafli wody unosiły się pudrowo-różowe lilie. Wejście do jaskini zasłaniały pnącza. Odgarnąłem je na bok i wszedłem do środka. Było tam zaskakująco czysto i ładnie. Zobaczyłem, ze jest tu jakby kilka pokoi.
-Vatariath, może tu zamieszkamy?- spytałem
-Naprawdę?!- chyba się ucieszyła
-Tak. Byłoby fajnie. Tutaj byłoby jak w każdej grocie- jedzenie, zabawa, witanie innych- objaśniłem wejście i największe pomieszczenie.
-A tamte pozostałe 3?
-Najmniejsze na spiżarnie, zmieściłby się tam tylko jeden smok. Średnie nie wiem, a największe- właśnie do niego wchodzimy- pokój sypialny?- uniosłem brew
-Czyli średnie byśmy zostawili?
-Tak, na przyszłość
-Jak?- spytała
-Nie wiem. na pewno jakaś chyba jest, prawda?- powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.
Vatariath.
Od Libre- cd Mokari'ego
Gdy tylko nasza walka dobiegła końca podbiegłem do smoka.
-Dobrze nam poszło
-Całkiem- powiedział krótko
-Coś ci się stało?- spytałem gdy tylko ujrzałem, że smok kuleje.
-Tylko lekko mnie dziabnął.- zaśmiał się- Zdeptałem go zaraz po tym
-Uwierz mi, jedno ugryzienie może zmienić całe twoje życie.
-Ale one nie były aż tak groźnie
-O Czarnym Władcy też tak myślano, jednak rzucił jakąś klątwę przez ugryzienie, potem chciał omotać pewną waderę, która niedawno odeszła,
-Ale te cosię są bezpieczne. - prychnął
-Jak wolisz- dodałem- To wracamy?
-Tak, ale tym razem bez wyścigów!- krzyknął. Kiwnąłem głową i wystartowaliśmy.
Mokari?
-Dobrze nam poszło
-Całkiem- powiedział krótko
-Coś ci się stało?- spytałem gdy tylko ujrzałem, że smok kuleje.
-Tylko lekko mnie dziabnął.- zaśmiał się- Zdeptałem go zaraz po tym
-Uwierz mi, jedno ugryzienie może zmienić całe twoje życie.
-Ale one nie były aż tak groźnie
-O Czarnym Władcy też tak myślano, jednak rzucił jakąś klątwę przez ugryzienie, potem chciał omotać pewną waderę, która niedawno odeszła,
-Ale te cosię są bezpieczne. - prychnął
-Jak wolisz- dodałem- To wracamy?
-Tak, ale tym razem bez wyścigów!- krzyknął. Kiwnąłem głową i wystartowaliśmy.
Mokari?
Od Libre- cd Vatariath
-To tylko latanie- przewróciłem oczami i zacząłem iść
-Tylko latanie?!- smoczyca podbiegła do mnie.
-Hm.. tak. Tam nie było prędkości czy adrenaliny. Błagam- zaśmiałem się
-To może się pościągamy?- zakpiłem sobie
-Czyli wyścig?!
-Wiesz, że przegrasz?- zaśmiałem się
-To zaczynamy?
-Oczywiście- puściłem jej oczko.
Zrobiliśmy odliczanie. Smoczyca wystartowała, a ja na chwilę stałem na ziemi. Poczekałem chwilę i wzbiłem się z impetem w powietrze. Z łatwością dogoniłem samicę i uśmeichnąłęm się do niej chytrze.
Po chwili ta zmieniła swój wygląd i przyśpieszyła jeszcze bardziej. Zaśmiałem się i z łatwością ją dogoniłem
-Za wolno latasz! Ja nawet nie muszę przyśpieszać! Wystarczy mi kilka machnięć skrzydeł! Meta pod nami- zaśmiałem się
-Jesteśmy nad chmurami!- krzyknęła do mnie
-W dół! Radzę ci się pośpieszyć!- zrobiłem beczkę w dół i tak gnałem jak w przepaść. Czułem kolejne płaty powietrza na moich czarnych łuskach.
500 metrów...300...200... 100...
Samica była w tyle. Szybkość to coś w czym nikt mnie nie pokona, a ja nie dam innym wygrać.
W końcu 5 metrów, zwolniłem i nie spadałem tylko normalnie osiadłem z gracją. Vatariath już przy 50 metrze zwolniła. Po jakimś czasie już była obok mnie
-Zwariowałeś? Mogło ci się coś stać- powiedziała
-O mnie nie trzeba się martwić. Od dziecka tak robię- zaśmiałem się
-Jeśli tak. Wierzę. Jednak nadal uważam, że to niebezpieczne. Ale wygrałeś- uśmiechnęła się
-W wyścigach nikt mnie nie pokona. U nas jest tak: Ja jestem szybki, Mokari Wielki i tak dalej.
-A ja?- zbliżyła się do mnie
-Jeszcze nie wiem. A wiesz, ze kiedyś była u nas bardzo szybka smoczyca- powiedziałem wspominając stare dzieje
-Tak?- uniosła brew
-Owszem. Ścigałem się z nią. Była szybka. Śmigała lepiej od ciebie, jednak ze mną i tak przegrała. Zwali ją Błyskawica. Ale cóż. Wolniejsza ode mnie i tchórzliwa. Hamowała, a nie leciała w dół jak ja przed chwilą- zaśmiałem się
-Czyli nie mogę być wielka, odważna czy szybka- mówiła
-Ej, to normalne, że wolność jest najszybsza. Mam ten żywioł i moje imię to oznacza-zaśmiałem się- A ty, jesteś moją dziewczyną- pocałowałem ją w policzek i objąłem skrzydłem
Vatariath?
-Tylko latanie?!- smoczyca podbiegła do mnie.
-Hm.. tak. Tam nie było prędkości czy adrenaliny. Błagam- zaśmiałem się
-To może się pościągamy?- zakpiłem sobie
-Czyli wyścig?!
-Wiesz, że przegrasz?- zaśmiałem się
-To zaczynamy?
-Oczywiście- puściłem jej oczko.
Zrobiliśmy odliczanie. Smoczyca wystartowała, a ja na chwilę stałem na ziemi. Poczekałem chwilę i wzbiłem się z impetem w powietrze. Z łatwością dogoniłem samicę i uśmeichnąłęm się do niej chytrze.
Po chwili ta zmieniła swój wygląd i przyśpieszyła jeszcze bardziej. Zaśmiałem się i z łatwością ją dogoniłem
-Za wolno latasz! Ja nawet nie muszę przyśpieszać! Wystarczy mi kilka machnięć skrzydeł! Meta pod nami- zaśmiałem się
-Jesteśmy nad chmurami!- krzyknęła do mnie
-W dół! Radzę ci się pośpieszyć!- zrobiłem beczkę w dół i tak gnałem jak w przepaść. Czułem kolejne płaty powietrza na moich czarnych łuskach.
500 metrów...300...200... 100...
Samica była w tyle. Szybkość to coś w czym nikt mnie nie pokona, a ja nie dam innym wygrać.
W końcu 5 metrów, zwolniłem i nie spadałem tylko normalnie osiadłem z gracją. Vatariath już przy 50 metrze zwolniła. Po jakimś czasie już była obok mnie
-Zwariowałeś? Mogło ci się coś stać- powiedziała
-O mnie nie trzeba się martwić. Od dziecka tak robię- zaśmiałem się
-Jeśli tak. Wierzę. Jednak nadal uważam, że to niebezpieczne. Ale wygrałeś- uśmiechnęła się
-W wyścigach nikt mnie nie pokona. U nas jest tak: Ja jestem szybki, Mokari Wielki i tak dalej.
-A ja?- zbliżyła się do mnie
-Jeszcze nie wiem. A wiesz, ze kiedyś była u nas bardzo szybka smoczyca- powiedziałem wspominając stare dzieje
-Tak?- uniosła brew
-Owszem. Ścigałem się z nią. Była szybka. Śmigała lepiej od ciebie, jednak ze mną i tak przegrała. Zwali ją Błyskawica. Ale cóż. Wolniejsza ode mnie i tchórzliwa. Hamowała, a nie leciała w dół jak ja przed chwilą- zaśmiałem się
-Czyli nie mogę być wielka, odważna czy szybka- mówiła
-Ej, to normalne, że wolność jest najszybsza. Mam ten żywioł i moje imię to oznacza-zaśmiałem się- A ty, jesteś moją dziewczyną- pocałowałem ją w policzek i objąłem skrzydłem
Vatariath?
Od Libre- cd Vatariath
-Co tutaj robisz?- spytała nieśmiało
-Aktualnie stoję, nie widać?- uniosłem ciemną brew pokrytą łuskami
-Nie będę przeszkadzać.- starała się wrócić do jaskini lecz ja zagrodziłem jej drogę.
-Już uciekasz? Podobno mnie kochasz i mogłabyś być z takim potworem?- zaśmiałem się
-Tak mówiłam...- spuściła łeb
-Patrz mi w oczy- rozkazałem, a ta to uczyniła- Nie rozumiesz, że wtedy nie możesz czuć przy mnie strachu, że nie możesz uciekać?!- prychnąłem.
Widziałem jak zacisnęła oczy.
-T-ty nie musisz być w głębi taki jak teraz się zachowujesz- odpowiadała ze załzawionymi oczami
-Nie poznałaś mnie- uspokoiłem się.
-Ale mogę! I chcę! Możemy przecież spróbować! Prawda?
Stałem przed nią. Zapanowała cisza. Sam nie wiedziałem co odpowiedzieć. Ten gdiew, ja sprzed wojny... to wszystko nadal we mnie siedziało. Nie do końca potrafiłem nad tym panować. Cierpiałem na zespół stresu pourazowego, to wszystko działo się dlatego. Często chciałem zapomnieć o tym kim byłem, ale się nie dało.
-Właściwie możemy- powiedziałem łagodnie
-Naprawdę?!- nie dowierzała.
Zbliżyłem się do niej i okryłem skrzydłem rozpłakaną smoczycę.
Vatariath?
-Aktualnie stoję, nie widać?- uniosłem ciemną brew pokrytą łuskami
-Nie będę przeszkadzać.- starała się wrócić do jaskini lecz ja zagrodziłem jej drogę.
-Już uciekasz? Podobno mnie kochasz i mogłabyś być z takim potworem?- zaśmiałem się
-Tak mówiłam...- spuściła łeb
-Patrz mi w oczy- rozkazałem, a ta to uczyniła- Nie rozumiesz, że wtedy nie możesz czuć przy mnie strachu, że nie możesz uciekać?!- prychnąłem.
Widziałem jak zacisnęła oczy.
-T-ty nie musisz być w głębi taki jak teraz się zachowujesz- odpowiadała ze załzawionymi oczami
-Nie poznałaś mnie- uspokoiłem się.
-Ale mogę! I chcę! Możemy przecież spróbować! Prawda?
Stałem przed nią. Zapanowała cisza. Sam nie wiedziałem co odpowiedzieć. Ten gdiew, ja sprzed wojny... to wszystko nadal we mnie siedziało. Nie do końca potrafiłem nad tym panować. Cierpiałem na zespół stresu pourazowego, to wszystko działo się dlatego. Często chciałem zapomnieć o tym kim byłem, ale się nie dało.
-Właściwie możemy- powiedziałem łagodnie
-Naprawdę?!- nie dowierzała.
Zbliżyłem się do niej i okryłem skrzydłem rozpłakaną smoczycę.
Vatariath?
Od Libre- cd Vatariath
Rozciągnąłem skrzydła i cisnąłem kulą niebieskiego ognia w ziemię i ułożyłem się tam wygodnie. Położyłem głowę w czarnych jak smoła łapach i przymknąłem ciemne powieki. Chciałbym powiedzieć że zrzerały mnie wyrzuty sumienia jednak tak nie było.
~~
Minęło kilka godzin. Wstałem i wyprostowałem się. Było mi już lepiej.
Wzbiłem się z impetem w przestworza i zleciałem niżej.
Powietrze dmuchało mi w twarz. Zbliżał się wieczór a właściwie już był. Na niebie wwidziałem na razie tylko ciemną poswiatę lecz za niedługo pojawią sięppierwsze gwiazdy.
Zobaczyłem jakiś kształt na dole. Nie rozpoznałem go. Zniżyłem lot. Dopiero wtedy zorientowałem się że to Vatariath
Vatariath?
~~
Minęło kilka godzin. Wstałem i wyprostowałem się. Było mi już lepiej.
Wzbiłem się z impetem w przestworza i zleciałem niżej.
Powietrze dmuchało mi w twarz. Zbliżał się wieczór a właściwie już był. Na niebie wwidziałem na razie tylko ciemną poswiatę lecz za niedługo pojawią sięppierwsze gwiazdy.
Zobaczyłem jakiś kształt na dole. Nie rozpoznałem go. Zniżyłem lot. Dopiero wtedy zorientowałem się że to Vatariath
Vatariath?
Od Libre- cd Vatariath
-Nie zraniłabyś mnie- odrzekłem spokojnie
-Uwierz
-Cicho. Nie wymądrzaj się!- odwarknąłem. Samica cofnęła się o krok.
-O co chi chodzi? Ciągle uciekasz!-mówiła
-Kazałem ci być cicho. Powinnaś słuchać. I zrozum, nie znasz mnie. Nie wiesz jaki jestem. Wojna zmieniła mnie na bardziej miłego gościa, jednak to tylko pozory. Ja daję ci wybór, szansę na ucieczkę, ale ty i tak powracasz. Pokochałaś Libre dla całego świata. Ale nie widziałaś Libre dla samej siebie- warknąłem. Właśnie to miałem na myśli. Nie raz nie potrafiłem zapanować nad emocjami. Raz mógłbym kogoś wycałować, a potem skoczyć mu do gardła i z przyjemnością rozwiesić gdzieś jego martwe ciało.
-Ale to jest prawdziwa miłość!
Warknąłem jeszcze raz i wstałem. Podszedłem do niej i prychnąłem w pysk
-Chcesz się wiązać z potworem?- spytałem patrząc jej w oczy piorunującym spojrzeniem
Vatariath?
xD
-Uwierz
-Cicho. Nie wymądrzaj się!- odwarknąłem. Samica cofnęła się o krok.
-O co chi chodzi? Ciągle uciekasz!-mówiła
-Kazałem ci być cicho. Powinnaś słuchać. I zrozum, nie znasz mnie. Nie wiesz jaki jestem. Wojna zmieniła mnie na bardziej miłego gościa, jednak to tylko pozory. Ja daję ci wybór, szansę na ucieczkę, ale ty i tak powracasz. Pokochałaś Libre dla całego świata. Ale nie widziałaś Libre dla samej siebie- warknąłem. Właśnie to miałem na myśli. Nie raz nie potrafiłem zapanować nad emocjami. Raz mógłbym kogoś wycałować, a potem skoczyć mu do gardła i z przyjemnością rozwiesić gdzieś jego martwe ciało.
-Ale to jest prawdziwa miłość!
Warknąłem jeszcze raz i wstałem. Podszedłem do niej i prychnąłem w pysk
-Chcesz się wiązać z potworem?- spytałem patrząc jej w oczy piorunującym spojrzeniem
Vatariath?
xD
Od Libre- cd Mokari'ego
Zniżyłem lot i skupiłem się na swoim celu. Jeleń o karmelowej sierści i dorodnym porożu stał na polanie. W pewnej chwili zastrzygł uszami. Usłyszał mnie i wbiegł w leśny gąszcz. Wleciałem tam za nim. Nie stanowiło to dla mnie problemu. Byłem giętki i mały. Fak. Czasami bywa wkurzające, że smok może wlecieć bez żadnego problemu w sam środek lasu!
~~
Zniżyłem się i złapałem moją ofiarę. Wzbiłem się wyżej i puściłem na twarde podłoże. Miękkie ciało samca uderzyło o głazy, po czym przeturlało się na zieloną trawę, która chwilę później była już bordowego koloru.
Osiadłem obok zdobyczy i zacząłem ucztę. Przyznaję, byłem głodny, a jeleń smakował znakomicie. Nie mogłem jednak się nim nacieszyć. Usłyszałem coś jakby pisk, krzyk. Z lasu zaczęło wyłaniać się wiele stworów. Każdy był praktycznie mojej wielkości, a nawet większy.
Mokari?
Zniżyłem się i złapałem moją ofiarę. Wzbiłem się wyżej i puściłem na twarde podłoże. Miękkie ciało samca uderzyło o głazy, po czym przeturlało się na zieloną trawę, która chwilę później była już bordowego koloru.
Osiadłem obok zdobyczy i zacząłem ucztę. Przyznaję, byłem głodny, a jeleń smakował znakomicie. Nie mogłem jednak się nim nacieszyć. Usłyszałem coś jakby pisk, krzyk. Z lasu zaczęło wyłaniać się wiele stworów. Każdy był praktycznie mojej wielkości, a nawet większy.
Mokari?
Od Libre- cd Vatariath
Nie wiedziałem co powiedzieć. Musiałem jednak zachowywać się jak alfa. Myślałem nad jakąś gadką, nie gadką..
-Libre?- podeszła do mnie
-Nie wiem jak ci to wytłumaczyć- zacząłem ze stoickim spokojem
-Spróbuj.- nalegała
-Cały czas to robię
-Nie rozumiem.
-I na tym polega problem- zmrużyłem brwi, okryte ciemnymi łuskami.
-Jaki? Ja?
-Nie, tym problemem jest smok, na którego patrzysz.
-Libre, musisz mi to wytłumaczyć. Bez przekrętów, łamigłówek!
-Vatariath... Nie można mnie kochać.
-Ja jednak to czuję- zbliżyła się jeszcze bardziej, na co ja zareagowałem lekkim wystraszeniem, które dałoby się zauważyć w moim oku...
-Mylisz się. To co czujesz musi być zwykłym zauroczeniem. Ja i miłość? To dwa światy, które nigdy się nie połączą. I nie chodzi tu o to, czy kocham, czy nie. Po prostu jestem problemem. Mógłbym cię kiedyś zranić.
-Wytrzymałabym to
-Ale nie wiesz w jaki sposób cię zranię. Nie chcę cię krzywdzić.- odsunąłem się od niej
-Czyli mnie nie kochasz...?
-Niczego takiego nie mówiłem, po prostu trudno mi się ustabilizować. -rozłożyłem skrzydła- Nie chcę ci sprawiać bólu, zastanów się czy to na prawdę miłość- wzbiłem się w powietrze. Samica wystartowała za mną. Widziałem, że użyła swojej mocy. Była na chwilę obok mnie. Ja tylko po raz kolejny machnąłem skrzydłami. Nie miałem już dziś sił [mętalnych] używać WOLNOŚCI. Machnąłem tylko jeszcze raz i straciłem ją z oczy. Wzbiłem się kilka kilometrów wyżej i wylądowałem na jednej z Gór Alleluja.
Vatariath?
-Libre?- podeszła do mnie
-Nie wiem jak ci to wytłumaczyć- zacząłem ze stoickim spokojem
-Spróbuj.- nalegała
-Cały czas to robię
-Nie rozumiem.
-I na tym polega problem- zmrużyłem brwi, okryte ciemnymi łuskami.
-Jaki? Ja?
-Nie, tym problemem jest smok, na którego patrzysz.
-Libre, musisz mi to wytłumaczyć. Bez przekrętów, łamigłówek!
-Vatariath... Nie można mnie kochać.
-Ja jednak to czuję- zbliżyła się jeszcze bardziej, na co ja zareagowałem lekkim wystraszeniem, które dałoby się zauważyć w moim oku...
-Mylisz się. To co czujesz musi być zwykłym zauroczeniem. Ja i miłość? To dwa światy, które nigdy się nie połączą. I nie chodzi tu o to, czy kocham, czy nie. Po prostu jestem problemem. Mógłbym cię kiedyś zranić.
-Wytrzymałabym to
-Ale nie wiesz w jaki sposób cię zranię. Nie chcę cię krzywdzić.- odsunąłem się od niej
-Czyli mnie nie kochasz...?
-Niczego takiego nie mówiłem, po prostu trudno mi się ustabilizować. -rozłożyłem skrzydła- Nie chcę ci sprawiać bólu, zastanów się czy to na prawdę miłość- wzbiłem się w powietrze. Samica wystartowała za mną. Widziałem, że użyła swojej mocy. Była na chwilę obok mnie. Ja tylko po raz kolejny machnąłem skrzydłami. Nie miałem już dziś sił [mętalnych] używać WOLNOŚCI. Machnąłem tylko jeszcze raz i straciłem ją z oczy. Wzbiłem się kilka kilometrów wyżej i wylądowałem na jednej z Gór Alleluja.
Vatariath?
Od Libre- cd Vatariath
Wylecieliśmy z moim przyjacielem z jaskini. Poczułem przypływ świeżego powietrza.
-Tornado?
-Właściwie nie. Już po wszystkim
-Więc po co po mnie przyleciałeś?- zadałem pytanie
-Nieważne. Ale powiedz mi coś
-Hm?- uniosłem brew.
-Co jest pomiędzy tobą a Vat? Wiesz, siedzieliście razem w jaskini, otuliłeś ją skrzydłem
-Po prostu jestem milszą stroną siebie
-Udam, ze rozumiem- zaśmiał się. Zrobiłem to samo i na chwilę skoczyłem na jego wielki grzbiet i odbiłem się z niego robiąc beczkę.
-Wykorzystujesz moje wielkie rozmiary?
-To nie moja wina, że jestem wielkości twojego oka!- zaśmiałem się i przyśpieszyłem. Wiedziałem, że będę musiał jeszcze porozmawiać z Vatariath
Vatariath?
-Tornado?
-Właściwie nie. Już po wszystkim
-Więc po co po mnie przyleciałeś?- zadałem pytanie
-Nieważne. Ale powiedz mi coś
-Hm?- uniosłem brew.
-Co jest pomiędzy tobą a Vat? Wiesz, siedzieliście razem w jaskini, otuliłeś ją skrzydłem
-Po prostu jestem milszą stroną siebie
-Udam, ze rozumiem- zaśmiał się. Zrobiłem to samo i na chwilę skoczyłem na jego wielki grzbiet i odbiłem się z niego robiąc beczkę.
-Wykorzystujesz moje wielkie rozmiary?
-To nie moja wina, że jestem wielkości twojego oka!- zaśmiałem się i przyśpieszyłem. Wiedziałem, że będę musiał jeszcze porozmawiać z Vatariath
Vatariath?
Od Libre- cd Mokari'ego
-Okey, ale ty pewnie zeżresz całe stado jeleni!-Nie jestem tak mały jak ty, żeby musiał mi wystarczyć króliczek!- zaśmiał się.
-Ścigamy się?
-Jaja sobie robisz?- prychnął
-Dlaczego? Boisz się?
-Nie, ale wiem,że przegram. To nie jest konkurs kto jest większy. To pewne że wygrasz w walce
-No co ty, już na starcie się poddajesz?
-Lecimy na to polowanie czy nie?
-Jak wolisz- stuknąłem go ogonem i wzbiłem się w powietrze- Nie zostawię cię AŻ tak daleko w tyle!- krzyknąłem
Mokari?
-Ścigamy się?
-Jaja sobie robisz?- prychnął
-Dlaczego? Boisz się?
-Nie, ale wiem,że przegram. To nie jest konkurs kto jest większy. To pewne że wygrasz w walce
-No co ty, już na starcie się poddajesz?
-Lecimy na to polowanie czy nie?
-Jak wolisz- stuknąłem go ogonem i wzbiłem się w powietrze- Nie zostawię cię AŻ tak daleko w tyle!- krzyknąłem
Mokari?
Od Libre- cd Vatariath
Pytanie zdziwiło mnie. Rzadko rozmawiałem ze smoczycą. Zwykle byłem zajęty.
Panowała cisza, a ja nie wiedziałem co powiedzieć. Musiałem wszystko ukryć i zachować się jak samiec, samiec alfa.
-Vatariath, ja... Przykro mi, ale nie mogę niczego na ten temat powiedzieć
-Dlaczego? Nie czujesz tego samego co ja?! Tak! Na pewno!- na jej policzkach zobaczyłem łzy
-To nie tak, zrozum...
-Więc jak?!- widziałem w jej oczach, ze jest zrozpaczona
-Ja nie mogę nikogo pokochać. Jestem samcem alfa, mam obowiązki. Muszę zajmować się Wspólnotą. Nawet jeśli cię kocham to i tak nie mogę być z tobą, nie od razu.
Nic nie mówiła. Postawiła na obydwoje w ciężkiej sytuacji. Nagle wzbiła się w powietrze. Nie chciałem aby coś jej się stało. Nie wiadomo co może jej wpaść do głowy..
Rozłożyłem skrzydła i od razu znalazłem się obok niej. Przyśpieszyła, jeśli dobrze pamiętam byłą teraz coś z Wolnością. Jednak ja nie potrzebowałem tego używać żeby ją dogonić. Gdybym użył podobnej mocy już dawno byłbym daleko stąd.
Smoczyca skręciła i wylądowała w jakiejś jaskini. Uczyniłem to samo. Siedziała w cieniu. Podszedłem do niej. W około panowała cisza. Zbliżyłem się do niej okrywając ją skrzydłem i przytulając trochę większą ode mnie smoczycę.
Vat?
Panowała cisza, a ja nie wiedziałem co powiedzieć. Musiałem wszystko ukryć i zachować się jak samiec, samiec alfa.
-Vatariath, ja... Przykro mi, ale nie mogę niczego na ten temat powiedzieć
-Dlaczego? Nie czujesz tego samego co ja?! Tak! Na pewno!- na jej policzkach zobaczyłem łzy
-To nie tak, zrozum...
-Więc jak?!- widziałem w jej oczach, ze jest zrozpaczona
-Ja nie mogę nikogo pokochać. Jestem samcem alfa, mam obowiązki. Muszę zajmować się Wspólnotą. Nawet jeśli cię kocham to i tak nie mogę być z tobą, nie od razu.
Nic nie mówiła. Postawiła na obydwoje w ciężkiej sytuacji. Nagle wzbiła się w powietrze. Nie chciałem aby coś jej się stało. Nie wiadomo co może jej wpaść do głowy..
Rozłożyłem skrzydła i od razu znalazłem się obok niej. Przyśpieszyła, jeśli dobrze pamiętam byłą teraz coś z Wolnością. Jednak ja nie potrzebowałem tego używać żeby ją dogonić. Gdybym użył podobnej mocy już dawno byłbym daleko stąd.
Smoczyca skręciła i wylądowała w jakiejś jaskini. Uczyniłem to samo. Siedziała w cieniu. Podszedłem do niej. W około panowała cisza. Zbliżyłem się do niej okrywając ją skrzydłem i przytulając trochę większą ode mnie smoczycę.
Vat?
Od Libre
Rozglądałem się po okolicy. Mogłoby
w końcu coś się wydarzyć. Nie wiem, cokolwiek. Brakowało mi
ruchu chociaż byłem wolny, brakowało mi tchu chociaż miałem pod
dostatkiem powietrza, nie miałem poczucia, że żyję, jakby ktoś odebrał
mi to co dla mnie ważne. Po wojnie wszystko się zmieniło Ale to stało się już dawno temu.
Brakowało mi tchu przygody, czegoś o czym marzyłem od zawsze.
Kiedyś marzyłem aby się gdzies wynieść Jednak teraz czułem się tutaj jeszcze bardziej potrzebny...
Nagle ktoś wylądował obok mnie. Ogromny smok
-Mokari?- zadałem pytanie- Mógłbyś się trochę zmniejszyć?- posłuchał
-O czym myślisz?-spytał
-Niczym ważnym, nie warto sobie
zawracać głowy. Ale za to ty... miło, że się zmniejszyłeś
-Nie ma to jak być najmniejszym smokiem- uśmeichnął się
- Powiedział największy smok we wspólnocie
-Przynajmniej mogę sie zmniejszać- zaczął
-Ale i tak pozostałes dwa razy ode mnie wiekszy
Mokari?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów