Nie wiedziałem co powiedzieć. Musiałem jednak zachowywać się jak alfa. Myślałem nad jakąś gadką, nie gadką..
-Libre?- podeszła do mnie
-Nie wiem jak ci to wytłumaczyć- zacząłem ze stoickim spokojem
-Spróbuj.- nalegała
-Cały czas to robię
-Nie rozumiem.
-I na tym polega problem- zmrużyłem brwi, okryte ciemnymi łuskami.
-Jaki? Ja?
-Nie, tym problemem jest smok, na którego patrzysz.
-Libre, musisz mi to wytłumaczyć. Bez przekrętów, łamigłówek!
-Vatariath... Nie można mnie kochać.
-Ja jednak to czuję- zbliżyła się jeszcze bardziej, na co ja zareagowałem lekkim wystraszeniem, które dałoby się zauważyć w moim oku...
-Mylisz się. To co czujesz musi być zwykłym zauroczeniem. Ja i miłość? To dwa światy, które nigdy się nie połączą. I nie chodzi tu o to, czy kocham, czy nie. Po prostu jestem problemem. Mógłbym cię kiedyś zranić.
-Wytrzymałabym to
-Ale nie wiesz w jaki sposób cię zranię. Nie chcę cię krzywdzić.- odsunąłem się od niej
-Czyli mnie nie kochasz...?
-Niczego takiego nie mówiłem, po prostu trudno mi się ustabilizować. -rozłożyłem skrzydła- Nie chcę ci sprawiać bólu, zastanów się czy to na prawdę miłość- wzbiłem się w powietrze. Samica wystartowała za mną. Widziałem, że użyła swojej mocy. Była na chwilę obok mnie. Ja tylko po raz kolejny machnąłem skrzydłami. Nie miałem już dziś sił [mętalnych] używać WOLNOŚCI. Machnąłem tylko jeszcze raz i straciłem ją z oczy. Wzbiłem się kilka kilometrów wyżej i wylądowałem na jednej z Gór Alleluja.
Vatariath?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz