Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingreed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ingreed. Pokaż wszystkie posty
Od Ingreed- cd Aro
Zaśmiałam się pod nosem i zlustrowałam wodę wzrokiem. Spojrzałam w górę nurtu i czekałam na ryby. Kiedy cień dostatecznie się do mnie zbliżył, zanurzyłam łeb i zacisnęłam zęby na rybie.
- Mam! - wybełkotałam, trzymając rybę pomiędzy kłami.
Ryba była mała, ale samo to, że ją złowiłam, było wielkim sukcesem. Po chwili usłyszałam taki sam bełkot jaki właśnie wydałam. Czyżby Aro w końcu coś złowił?
Podbiegłam do niego, unosząc łeb ku górze i patrząc na niego z rozbawieniem. Odłożyłam rybę na brzeg, sama też wychodząc z wody i otrzepując futro. Aro zrobił to samo.
- Starczy nam? - zapytał, unosząc brew. - Jak dla mnie przydałoby się z dziesięć takich ryb!
- Zjemy je, a potem znów ruszymy na łowy. - odparłam z uśmiechem, puszczając mu tak zwane 'oczko'.
Odwzajemnił uśmiech i zjadł swoją rybę. Jako, że była ona niewielka, uporałam się z nią dwoma gryzami.
Po posiłku - chociaż trudno nazwać zjedzenie jednej ryby posiłkiem... - znów weszliśmy do wody. Nie minęło 5 minut, kiedy ja znów złapałam rybę, tym razem ciutkę większą. Wyszłam z wody, żeby ją skonsumować.
- Mi to nie wychodzi... - mruknął Aro, który znikąd wziął się obok mnie.
Uniosłam brew.
- Musisz to robić spokojnie, żeby ich nie wypłoszyć. - spojrzałam na niego, a później na rybę.
Pazurem przepołowiłam ją na pół, przez co każda z części była jeszcze mniejsza od poprzedniej ryby.
- Trzymaj. Zaraz pokażę Ci, jak łowią mistrzowie! - zaśmiałam się i razem z Aro zjedliśmy rybę.
Po raz kolejny weszliśmy do wody. Po kilkunastu nieudanych próbach i moich wskazówkach, Aro złowił rybę. I to nie byle jaką! Sporą, z siedem razy większą niż poprzednie.
- No widzisz? - przekrzywiłam lekko łeb i wyskoczyłam z wody, opadając lekko na zieloną trawę. - To co, leniuchujemy?
Aro?
Od Ingreed- cd Ren'a
Wzruszyłam ramionami, jeśli można tak powiedzieć o wilku.
- Normalnie.
- Czyli?
- No... Na przykład... - zamyśliłam się, rozpaczliwie szukając jakiegoś wyjścia. - No... Nie wiem...
Zwiesiłam łebek, a on westchnął.
- Są duże, ale może uda mi się z nimi przeteleportować...
- Byłoby wspaniale. - uśmiechnęłam się.
Nagle usłyszeliśmy cichy trzask. Oboje, jak na zawołanie, spojrzeliśmy na siebie, a potem na jajo. Zaczęło się lekko trząść, a skorupka powoli zaczęła odpadać. Jak zafascynowani przypatrywaliśmy się temu, czekając na rozwój wydarzeń. Po chwili skorupka całkowicie odpadła, sypiąc się na ziemię, a zamiast jajka została mała, brązowa kulka, którą zapewne jest mały smok. Podeszłam do niego, a on podniósł łebek i spojrzał na mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczyma.
http://pre07.deviantart.net/a03c/th/pre/i/2012/139/a/3/earth_dragon_baby_by_crimson_nemesis-d50cyl0.jpg
- Hej, mały. - zniżyłam głowę na wysokość jego pyszczka.
Mimowolnie uśmiechnęłam się, kiedy zachwiał się i bezradnie upadł na ziemię, jak to mają w zwyczaju chociażby szczeniaki. Cały smok był trochę większy niż moja głowa, więc z łatwością go przetransportuję. Gorzej z jeszcze niewyklutymi. Spojrzałam na Ren'a, który z zaciekawieniem i, mogłabym rzec, lekkim rozbawieniem przypatrywał się małemu.
- Ty weź tamte jaja, ja zaniosę jego. - uśmiechnęłam się do basiora.
Młody - zresztą sama nie wiem jak go już nazywać... - doczłapał do mnie i swoimi małymi łapkami objął moją łapę. Zdziwiona, spojrzałam na niego i zaśmiałam się cicho. Czyżbym znalazła smoka, który zostanie moim przyjacielem?
- A więc gdzie się spotkamy? - zapytał Ren, a ja zamyśliłam się.
- Może przed jaskinią Aro? - zapytałam. - Wiesz, w końcu musimy powiedzieć o naszym znalezisku.
- Racja. To do zobaczenia. - uśmiechnął się blado i spojrzał na mnie. - Ale najpierw pomóż mi podnieść jaja.
Skinęłam łbem i razem z Ren'em podeszliśmy do jaj. Jak już pomogłam mu załadować je na grzbiet, Ren, mrucząc coś pod nosem, zniknął. Zaraz pewnie wróci po drugie jajo. Kiedy podniosłam małego smoka, który teraz siedział na moich plecach, bawiąc się moim futrem, zaczęłam odchodzić.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos.
Odwróciłam się.
- Ren? Myślałam, że...
- Poszło szybciej niż mi się zdawało. Chodź, przeteleportujemy się już wszyscy.
Skinęłam łbem i podeszłam do Ren'a. Pomogłam mu podnieść drugie z jaj, a kiedy już miał je na plecach, położył łapę na mojej łapie i po chwili znaleźliśmy się tam, gdzie zaplanowaliśmy - przy jaskini Aro.
Ren?
- Normalnie.
- Czyli?
- No... Na przykład... - zamyśliłam się, rozpaczliwie szukając jakiegoś wyjścia. - No... Nie wiem...
Zwiesiłam łebek, a on westchnął.
- Są duże, ale może uda mi się z nimi przeteleportować...
- Byłoby wspaniale. - uśmiechnęłam się.
Nagle usłyszeliśmy cichy trzask. Oboje, jak na zawołanie, spojrzeliśmy na siebie, a potem na jajo. Zaczęło się lekko trząść, a skorupka powoli zaczęła odpadać. Jak zafascynowani przypatrywaliśmy się temu, czekając na rozwój wydarzeń. Po chwili skorupka całkowicie odpadła, sypiąc się na ziemię, a zamiast jajka została mała, brązowa kulka, którą zapewne jest mały smok. Podeszłam do niego, a on podniósł łebek i spojrzał na mnie swoimi wielkimi, zielonymi oczyma.
http://pre07.deviantart.net/a03c/th/pre/i/2012/139/a/3/earth_dragon_baby_by_crimson_nemesis-d50cyl0.jpg
- Hej, mały. - zniżyłam głowę na wysokość jego pyszczka.
Mimowolnie uśmiechnęłam się, kiedy zachwiał się i bezradnie upadł na ziemię, jak to mają w zwyczaju chociażby szczeniaki. Cały smok był trochę większy niż moja głowa, więc z łatwością go przetransportuję. Gorzej z jeszcze niewyklutymi. Spojrzałam na Ren'a, który z zaciekawieniem i, mogłabym rzec, lekkim rozbawieniem przypatrywał się małemu.
- Ty weź tamte jaja, ja zaniosę jego. - uśmiechnęłam się do basiora.
Młody - zresztą sama nie wiem jak go już nazywać... - doczłapał do mnie i swoimi małymi łapkami objął moją łapę. Zdziwiona, spojrzałam na niego i zaśmiałam się cicho. Czyżbym znalazła smoka, który zostanie moim przyjacielem?
- A więc gdzie się spotkamy? - zapytał Ren, a ja zamyśliłam się.
- Może przed jaskinią Aro? - zapytałam. - Wiesz, w końcu musimy powiedzieć o naszym znalezisku.
- Racja. To do zobaczenia. - uśmiechnął się blado i spojrzał na mnie. - Ale najpierw pomóż mi podnieść jaja.
Skinęłam łbem i razem z Ren'em podeszliśmy do jaj. Jak już pomogłam mu załadować je na grzbiet, Ren, mrucząc coś pod nosem, zniknął. Zaraz pewnie wróci po drugie jajo. Kiedy podniosłam małego smoka, który teraz siedział na moich plecach, bawiąc się moim futrem, zaczęłam odchodzić.
- Zaczekaj! - usłyszałam za sobą głos.
Odwróciłam się.
- Ren? Myślałam, że...
- Poszło szybciej niż mi się zdawało. Chodź, przeteleportujemy się już wszyscy.
Skinęłam łbem i podeszłam do Ren'a. Pomogłam mu podnieść drugie z jaj, a kiedy już miał je na plecach, położył łapę na mojej łapie i po chwili znaleźliśmy się tam, gdzie zaplanowaliśmy - przy jaskini Aro.
Ren?
Od Ingreed- cd Ren'a
Zmarszczyłam brwi i zamyśliłam się.
- Hm... Ogółem rzecz biorąc, ciekawych miejsc jest wiele, ale wszyscy je znają. Jeśli chcesz, możemy przekroczyć tereny watahy i pozwiedzać to i owo. - skwitowałam.
- Czy przekraczanie terenów nie jest zabronione? - uniósł brew i spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Sama nie wiem. Ale myślę, że nawet jeśli jest, jak nie sprowadzimy tu oczywiście totalnej zagłady, to alfa przymknie na to oko.
Kąciki ust Ren'a wygięły się w lekkim uśmiechu.
- To jak? - zapytałam, przekrzywiając lekko łeb. - Idziemy, czy będziemy dalej tak tu siedzieć?
- Idziemy! - odparł stanowczo i ruszył przed siebie.
Dogoniłam go. Basior stawiał większe kroki niż ja, dlatego niekiedy musiałam truchtać, aby dotrzymać mu kroku.
- Powiedz mi, co sprawdzałeś na czubku drzewa? - zapytałam, przyśpieszając, żeby zrównać się z Ren'em.
- Nic ważnego. - odpowiedział, zamyślony, nawet na mnie nie spoglądając.
Zmarszczyłam brwi.
- A masz smoka?
- Nie. - znów ten obojętny ton.
- Stanowisko?
- Morderca.
- Żywioły? - cały czas zadawałam pytania.
- Mrok i cień.
- Lubisz fioletowe jednorożce biegające po łące z cukierków i pożerające basiorów imieniem Ren? - zapytałam kąśliwie, marszcząc brwi.
- Nie. - odparł od razu, nie wykazując nawet odrobiny zdziwienia niecodziennym pytaniem.
Parsknęłam i podbiegłam kawałek, stając naprzeciwko niego.
- Ren! Ty w ogóle mnie nie słuchasz! - warknęłam, wzdychając.
- Słucham? - spojrzał na mnie, jakby dopiero co otrząsnął się ze snu.
Przewróciłam oczami.
- Nieważne, wiem co chcę. Daję za wygraną.
- Słyszałem, że to ty jesteś cicha, nieśmiała i zamyślona. Jakoś się nie sprawdza. - mruknął, a ja spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
- Owszem, jestem cicha i nieśmiała, ale jak kogoś nie znam. A poza tym zamyślona jestem wiecznie, ale tego nie okazuję. W przeciwieństwie do niektórych. - zaśmiałam się lekko.
Basior westchnął i stanął, poruszając lekko uszami. Również to usłyszałam. Wytężyłam wzrok i zaczęłam się rozglądać.
- Wiesz, że właśnie przekroczyliśmy tereny? - szepnął mi do ucha, a ja lekko skinęłam łbem.
- Wiem. - odparłam cicho - Poznałam po zapachach. Różnią się, zdecydowanie.
- Wiesz kto to? - zapytał.
- Nie, ale jest kilkadziesiąt metrów na północny-wschód od nas. W tamtych krzakach.
- Też go widzę. A raczej ich. Bodajże trzech, ale czwarty może się gdzieś czaić, bo wyczuwam jego słaby, najwyraźniej zamaskowany, zapach.
Wbiłam pazury w ziemię, kiwając łbem. Wrogowie? Przyjaciele?
Nie. Gdyby mieli pokojowe zamiary, nie czaili by się w krzakach.
- Pokażcie się. - głos Ren'a zagrzmiał. Był poważny i ostry, a do tego opanowany. Uśmiechnęłam się pod nosem. A mieliśmy nie sprowadzać kłopotów...
Trójka wilków wyszła zza krzaków. Teraz wyraźniej wyczuwałam czwartego. Był za nami, zapewne chcąc nas zaskoczyć.
Nie myliłam się. Kiedy trzy basiory zbliżały się do nas, wadera, sądząc po zapachu, skoczyła na nas od tyłu. Zaufałam Ren'owi, nie obracając się. Nie spuszczałam basiorów z oczu. Trafiłam, ponieważ Ren obrócił się i przeteleportował za waderę, uderzając ją w tył głowy, przez co upadła bezwładnie na ziemię, tracąc przytomność.
- Nie chcemy walczyć. - oznajmiłam pozornie stanowczo, choć w głębi duszy nie byłam pewna co mówię.
Ren spojrzał na mnie, ukradkiem unosząc brew. No tak, morderca.
- A my szukamy wartościowych rzeczy. Tak się składa, że czaszka na ogonie Twojego towarzysza wygląda na cenną. - odparł jeden, uśmiechając się gorzko.
- Tak się składa - syknął Ren - że ona należy do mnie.
Basiory na te słowa zareagowały błyskawicznie. Rzuciły się w naszym kierunku. Ren stanął przede mną, jakby chciał powiedzieć, że zajmie się wszystkimi. Ominęłam go jednak i spojrzałam jednemu głęboko w oczy. Moje źrenice rozszerzyły się. Basior nagle upadł na ziemię, wijąc się z bólu.
- Iluzja zakończona sukcesem. - wymamrotałam z satysfakcją.
Ren w tym czasie powalił drugiego, rozpruwając mu przy tym gardło. Chciał zaatakować trzeciego, ale oczywiście ja chciałam się przed nim wykazać, dlatego też zagrodziłam mu drogę i rzuciłam się na ostatniego, obcego basiora, powalając go i znów rzucając iluzję.
- Iluzja? Ciekawie. Ale dlaczego żadnego z nich nie zabiłaś? - zapytał Ren.
- Po co? Nie lubię bezsensownego rozlewu krwi.
- Oni nie zawahaliby się zrobić tego z nami. - mruknął. - Zresztą, jak chcesz.
- Chodźmy. - ruszyłam do przodu. Ty razem ja nadawałam tempa.
Po chwili jednak wyczułam obecność jeszcze kilku stworzeń. Ren najwyraźniej też. Bez słowa ruszyliśmy w tamtym kierunku. Na miejscu zastaliśmy widok krwi.
- Martwa smoczyca... - wybełkotał Ren na widok bezwładnego ciała, marszcząc brwi.
- Kto mógł to zrobić? - zapytałam, zaciskając zęby. W moich oczach nagromadziły się łzy.
- Nie wiem. Możliwe, że to tamte wilki. Została zabita niedawno, najwyraźniej poprzez włócznię, która trafiła ją w serce.
Skinęłam łbem, przełykając ślinę. Podeszłam do wysokich krzewów, usłyszawszy dziwny dźwięk. Jakby coś pękało.
- Ren! - zawołałam. Odebrało mi dech w piersi. - Ren, szybko, chodź tu!
Basior przybiegł prędko. Spojrzał przed siebie.
Za krzewami, w wielkim zagłębieniu, leżały trzy jaja. Jedno z nich zaczęło pękać.
- To najwyraźniej była ich matka. - zauważył.
- Co z nimi zrobimy? - zapytałam troskliwie.
- Nic. - odparł, wzruszając ramionami, o ile można tak powiedzieć o wilku.
- Jak to nic?! - zapytałam z oburzeniem. - Chcesz je zostawić na pastwę losu?! Zginą bez naszej pomocy! - warknęłam i spojrzałam na basiora z wyrzutem.
Ren? ^^
PS. Jak mówiłam, wyjeżdżam, więc na kolejne opowiadanie nieprędko odpowiem ;-;
- Hm... Ogółem rzecz biorąc, ciekawych miejsc jest wiele, ale wszyscy je znają. Jeśli chcesz, możemy przekroczyć tereny watahy i pozwiedzać to i owo. - skwitowałam.
- Czy przekraczanie terenów nie jest zabronione? - uniósł brew i spojrzał na mnie zaciekawiony.
- Sama nie wiem. Ale myślę, że nawet jeśli jest, jak nie sprowadzimy tu oczywiście totalnej zagłady, to alfa przymknie na to oko.
Kąciki ust Ren'a wygięły się w lekkim uśmiechu.
- To jak? - zapytałam, przekrzywiając lekko łeb. - Idziemy, czy będziemy dalej tak tu siedzieć?
- Idziemy! - odparł stanowczo i ruszył przed siebie.
Dogoniłam go. Basior stawiał większe kroki niż ja, dlatego niekiedy musiałam truchtać, aby dotrzymać mu kroku.
- Powiedz mi, co sprawdzałeś na czubku drzewa? - zapytałam, przyśpieszając, żeby zrównać się z Ren'em.
- Nic ważnego. - odpowiedział, zamyślony, nawet na mnie nie spoglądając.
Zmarszczyłam brwi.
- A masz smoka?
- Nie. - znów ten obojętny ton.
- Stanowisko?
- Morderca.
- Żywioły? - cały czas zadawałam pytania.
- Mrok i cień.
- Lubisz fioletowe jednorożce biegające po łące z cukierków i pożerające basiorów imieniem Ren? - zapytałam kąśliwie, marszcząc brwi.
- Nie. - odparł od razu, nie wykazując nawet odrobiny zdziwienia niecodziennym pytaniem.
Parsknęłam i podbiegłam kawałek, stając naprzeciwko niego.
- Ren! Ty w ogóle mnie nie słuchasz! - warknęłam, wzdychając.
- Słucham? - spojrzał na mnie, jakby dopiero co otrząsnął się ze snu.
Przewróciłam oczami.
- Nieważne, wiem co chcę. Daję za wygraną.
- Słyszałem, że to ty jesteś cicha, nieśmiała i zamyślona. Jakoś się nie sprawdza. - mruknął, a ja spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem.
- Owszem, jestem cicha i nieśmiała, ale jak kogoś nie znam. A poza tym zamyślona jestem wiecznie, ale tego nie okazuję. W przeciwieństwie do niektórych. - zaśmiałam się lekko.
Basior westchnął i stanął, poruszając lekko uszami. Również to usłyszałam. Wytężyłam wzrok i zaczęłam się rozglądać.
- Wiesz, że właśnie przekroczyliśmy tereny? - szepnął mi do ucha, a ja lekko skinęłam łbem.
- Wiem. - odparłam cicho - Poznałam po zapachach. Różnią się, zdecydowanie.
- Wiesz kto to? - zapytał.
- Nie, ale jest kilkadziesiąt metrów na północny-wschód od nas. W tamtych krzakach.
- Też go widzę. A raczej ich. Bodajże trzech, ale czwarty może się gdzieś czaić, bo wyczuwam jego słaby, najwyraźniej zamaskowany, zapach.
Wbiłam pazury w ziemię, kiwając łbem. Wrogowie? Przyjaciele?
Nie. Gdyby mieli pokojowe zamiary, nie czaili by się w krzakach.
- Pokażcie się. - głos Ren'a zagrzmiał. Był poważny i ostry, a do tego opanowany. Uśmiechnęłam się pod nosem. A mieliśmy nie sprowadzać kłopotów...
Trójka wilków wyszła zza krzaków. Teraz wyraźniej wyczuwałam czwartego. Był za nami, zapewne chcąc nas zaskoczyć.
Nie myliłam się. Kiedy trzy basiory zbliżały się do nas, wadera, sądząc po zapachu, skoczyła na nas od tyłu. Zaufałam Ren'owi, nie obracając się. Nie spuszczałam basiorów z oczu. Trafiłam, ponieważ Ren obrócił się i przeteleportował za waderę, uderzając ją w tył głowy, przez co upadła bezwładnie na ziemię, tracąc przytomność.
- Nie chcemy walczyć. - oznajmiłam pozornie stanowczo, choć w głębi duszy nie byłam pewna co mówię.
Ren spojrzał na mnie, ukradkiem unosząc brew. No tak, morderca.
- A my szukamy wartościowych rzeczy. Tak się składa, że czaszka na ogonie Twojego towarzysza wygląda na cenną. - odparł jeden, uśmiechając się gorzko.
- Tak się składa - syknął Ren - że ona należy do mnie.
Basiory na te słowa zareagowały błyskawicznie. Rzuciły się w naszym kierunku. Ren stanął przede mną, jakby chciał powiedzieć, że zajmie się wszystkimi. Ominęłam go jednak i spojrzałam jednemu głęboko w oczy. Moje źrenice rozszerzyły się. Basior nagle upadł na ziemię, wijąc się z bólu.
- Iluzja zakończona sukcesem. - wymamrotałam z satysfakcją.
Ren w tym czasie powalił drugiego, rozpruwając mu przy tym gardło. Chciał zaatakować trzeciego, ale oczywiście ja chciałam się przed nim wykazać, dlatego też zagrodziłam mu drogę i rzuciłam się na ostatniego, obcego basiora, powalając go i znów rzucając iluzję.
- Iluzja? Ciekawie. Ale dlaczego żadnego z nich nie zabiłaś? - zapytał Ren.
- Po co? Nie lubię bezsensownego rozlewu krwi.
- Oni nie zawahaliby się zrobić tego z nami. - mruknął. - Zresztą, jak chcesz.
- Chodźmy. - ruszyłam do przodu. Ty razem ja nadawałam tempa.
Po chwili jednak wyczułam obecność jeszcze kilku stworzeń. Ren najwyraźniej też. Bez słowa ruszyliśmy w tamtym kierunku. Na miejscu zastaliśmy widok krwi.
- Martwa smoczyca... - wybełkotał Ren na widok bezwładnego ciała, marszcząc brwi.
- Kto mógł to zrobić? - zapytałam, zaciskając zęby. W moich oczach nagromadziły się łzy.
- Nie wiem. Możliwe, że to tamte wilki. Została zabita niedawno, najwyraźniej poprzez włócznię, która trafiła ją w serce.
Skinęłam łbem, przełykając ślinę. Podeszłam do wysokich krzewów, usłyszawszy dziwny dźwięk. Jakby coś pękało.
- Ren! - zawołałam. Odebrało mi dech w piersi. - Ren, szybko, chodź tu!
Basior przybiegł prędko. Spojrzał przed siebie.
Za krzewami, w wielkim zagłębieniu, leżały trzy jaja. Jedno z nich zaczęło pękać.
- To najwyraźniej była ich matka. - zauważył.
- Co z nimi zrobimy? - zapytałam troskliwie.
- Nic. - odparł, wzruszając ramionami, o ile można tak powiedzieć o wilku.
- Jak to nic?! - zapytałam z oburzeniem. - Chcesz je zostawić na pastwę losu?! Zginą bez naszej pomocy! - warknęłam i spojrzałam na basiora z wyrzutem.
Ren? ^^
PS. Jak mówiłam, wyjeżdżam, więc na kolejne opowiadanie nieprędko odpowiem ;-;
Od Ingreed- cd Aro
Wbiłam pazury w ziemię. Dyskretnie spojrzałam na Aro, lustrując go wzrokiem. Basior siedział z lekko spuszczonym łbem, patrząc się w ziemię, wpatrując w bezkresną pustkę. Westchnęłam cicho i położyłam łapę na jego łapie, spoglądając mu w oczy.
- To nie Twoja wina. Zginęli jak prawdziwi bohaterowie. - szepnęłam, chcąc go pocieszyć.
Aro spojrzał na mnie, a w jego oczach przez chwilę dostrzegłam iskierkę wdzięczności - nawet, jeśli powiedziałam tak niewiele.
- Tyle, że mogliby przeżyć. - warknął cicho, odwracając wzrok i znów patrząc na ziemię. - Mógłbym zdążyć, pomóc im. Gdybym tylko...
- Czy to nie głupie? - wyszeptałam, a Aro natychmiast na mnie spojrzał. - Obwiniasz się za wszystko, co się stało. Ale wygrałeś, przeżyłeś. Poprowadziłeś Wspólnotę ku zwycięstwu, nie wahając się ani chwili. Jesteś wspaniałym przywódcą, Aro. Wspaniałym alfą. A co najważniejsze - wspaniałym wilkiem.
Widziałam, jak zaciska zęby. Wziął kilka oddechów, po czym odezwał się, nadal mówiąc spokojnie i cicho.
- Dziękuję, In. Ale mimo wszystko nie masz całkowitej racji. Porowadziłem Wspólnotę ku zwycięstwu, ale nie sam. Miałem Libre, siłę wszystkich wilków i smoków. Nie zawahałem się ani razu? Wciąż się wahałem. Ale uśmiechy moich towarzyszy sprawiały, że miałem siłę, aby przenosić góry. Uśmiechali się mimo wojny, mimo ciągłego strachu i bólu, widoku krwi i martwych towarzyszy. - jego głos co jakiś czas drżał. Spojrzałam na niego troskliwie.
- Uśmiech dodawał otuchy im samym. - wtrąciłam. Aro przytaknął.
- Nie pozostało nic innego, żadnego powodu do radości. Najgorsze jest to, że tele wilków zginęło... - westchnął ciężko, znów na chwilę zaciskając zęby. - Tyle istnień przepadło.
- "Wojna jest jak pory roku, przychodzi i odchodzi." - zacytowałam. - A czasami niesie śmierć wielu. Taka kolej rzeczy. - szepnęłam. Widziałam, jak było mu ciężko. Przymknęłam oczy, unosząc łeb. - Ale teraz, choć na chwilę, zapomnij o tym. Masz całą Wspólnotę - swój dom. Chodź, przejdziemy się.
- Przyzwyczaiłem się. - rzucił i uśmiechnął się smutno. - Nie musisz mnie pocieszać, naprawdę.
Uśmiechnęłam się do basiora.
- Chodźmy. - powiedziałam i ruszyłam przed siebie.
Aro?
Od Ingreed- cd Ren'a
Z uśmiechem pędziłam przed siebie, wypatrując zwierzyny. Starałam się również wyczuć zapach, bądź wyłapać dźwięk jakiegoś zwierza, ale najbardziej polegałam na wzroku. Kiedy biegłam, doskwierał mi jeszcze mały ból - mimo to starałam się go ignorować. Po chwili wypatrzyłam małego zajączka. Skrzywiłam się. Był taki mały i bezbronny... Ale cóż zrobić? Muszę zabijać, żeby przeżyć. Przyśpieszyłam. Zając, dostrzegając mnie, zaczął uciekać. Kątem oka zauważyłam, że po mojej prawej stronie biegnie Ren, przedzierając się przez gęstą roślinność. Zaczęła się pogoń. Kiedy byłam wystarczająco blisko, napięłam mięśnie w przygotowaniu do skoku. Na mój pyszczek wpłynął lekki uśmieszek, kiedy bezszelestnie mknęłam naprzód, gotowa do ataku. Po chwili lekko zniżyłam się na łapach, muskając brzuchem trawę. Ren zniknął mi z oczu, lecz po chwili znów go zobaczyłam. Spojrzał w moją stronę i wysłał mi zawzięty uśmieszek. Też polował ne tego zająca - muszę wygrać! Skoczyłam, praktycznie w tym samym momencie co Ren. On miał do pokonania troszkę większą odległość, więc powinnam zdążyć. Wyciągnęłam przed siebie przednie łapy. Musnęłam zająca lewą łapą, ale...
BĘC!
Upadłam na ziemię, zamykając oczy. Leżałam rozpłaszczona na chłodnej ziemi, z nosem w trawie.
Prawie go miałam!
Otworzyłam oczy. Zauważyłam łapy Ren'a, tak więc uniosłam wzrok. Stał nade mną, z uniesionym łbem, trzymając w zębach zająca. Mojego zająca.
Spojrzałam za siebie, lustrując podłoże wzrokiem. No tak, wszystko jasne. Zahaczyłam tylną łapą o korzeń, który wystawał z ziemi. Taki błahy powód, przez który przegrałam i straciłam zająca.
- Wygrałem. - oznajmił Ren i zmierzył mnie wzrokiem. - Nic Ci nie jest?
- Żyję... - mruknęłam i z ociąganiem wstałam. - No dobra, wygrałeś. Ale to nie fair! Je powinnam wygrać, ja!
Spojrzałam na niego z obrażoną miną. Uniósł jedną brew. Zaśmiałam się cicho; nigdy nie potrafiłam się obrażać.
- I tak trzeba coś jeszcze upolować, jednym zającem raczej się nie najemy. - stwierdził basior.
Ren?
BĘC!
Upadłam na ziemię, zamykając oczy. Leżałam rozpłaszczona na chłodnej ziemi, z nosem w trawie.
Prawie go miałam!
Otworzyłam oczy. Zauważyłam łapy Ren'a, tak więc uniosłam wzrok. Stał nade mną, z uniesionym łbem, trzymając w zębach zająca. Mojego zająca.
Spojrzałam za siebie, lustrując podłoże wzrokiem. No tak, wszystko jasne. Zahaczyłam tylną łapą o korzeń, który wystawał z ziemi. Taki błahy powód, przez który przegrałam i straciłam zająca.
- Wygrałem. - oznajmił Ren i zmierzył mnie wzrokiem. - Nic Ci nie jest?
- Żyję... - mruknęłam i z ociąganiem wstałam. - No dobra, wygrałeś. Ale to nie fair! Je powinnam wygrać, ja!
Spojrzałam na niego z obrażoną miną. Uniósł jedną brew. Zaśmiałam się cicho; nigdy nie potrafiłam się obrażać.
- I tak trzeba coś jeszcze upolować, jednym zającem raczej się nie najemy. - stwierdził basior.
Ren?
Od Ingreed- cd Aro
Ruszyliśmy nad jezioro. Coś było nie tak, ale postanowiłam się nie zamartwiać. Najważniejsze, że znalazłam dom.
Kiedy doszliśmy nad jezioro, uśmiechnęłam się do siebie. Piękny krajobraz rozpościerający się nad jeziorem dodawał mu uroku, a ptaki, śpiewając w tle, stwarzały odprężającą atmosferę. Przez to wszystko znów wzięło mnie na podziękowania.
- Aro...
- Tak? - zapytał, spoglądając na mnie kątem oka.
- Chciałabym Ci jeszcze raz podziękować. Dzięki Tobie żyję, znalazłam dom i wilki, które będą mi towarzyszyć. Dziękuję. - zarumieniłam się lekko.
- Nie trzeba... - odparł. Pewnie już go znudziłam.
- Przyjdę tu niedługo, więc możemy już iść. Gdzie teraz pójdziemy? - zapytałam.
- Na Salę Treningową.
- Co to? - wciąż zadawałam pytania. - Przepraszam, jeśli jestem uciążliwa...
- Nie, spokojnie. - wymusił lekki uśmiech, najwyraźniej chciał dodać mi pewności siebie.
Uśmiechnęłam się w podzięce.
- Sala Treningowa to miejsce, w którym, jak sama nazwa wskazuje, trenowaliśmy... - zrobił krótką przerwę - ...Do wojny, w czasie wojny.
Zacisnęłam zęby. Wojna... Ból, śmierć, cierpienie. Uśmiech po wygranej i płacz po porażce. Coś, czego nie doświadczyłam. I oby tak zostało.
Bez słowa ruszyliśmy dalej, a ja wciąż myślałam o tym, co przeszli. Kiedy stanęliśmy pod ów salą, wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że będzie duża, ale chociażby sama wysokość...
Weszliśmy do środka. Bacznie przyglądałam się temu miejscu.
- Tu są zapiski z wojny. - wskazał na ścianę. - A to je...
- Pomnik? Kogo? - uprzedziłam go.
- Rồng Đen'a. Długa historia. Po prostu pokonałem go w walce. Wtedy wygraliśmy.
- Ty... Ty sam go pokonałeś?! - otworzyłam pysk, nie dowierzając. - Naprawdę?!
Nie odpowiedział nic. Widziałam, jak patrzył na salę. To wszystko pozostawiło uraz w jego psychice. Pewne jest, że nie obyło się bez ofiar.
Podeszłam do zapisków na ścianie, przecierając łapą te, które były zakurzone. Zaczęłam czytać. Po chwili jednak odwróciłam łeb, zaciskając oczy. Nie, nie chcę tego czytać...
Nagle przed moimi oczyma pojawił się obraz wojny, a raczej krwawej rzezi. Momentalnie zareagowałam, odpędzając go iluzją. Wiem, że to oszukiwanie samej siebie, ale... Nie potrafię znieść faktu, że tyle wilków zniknęło. Jestem słaba psychicznie i dobrze o tym wiem.
- Przepraszam Aro, ale nie dam rady... Proszę, wyjdźmy... - szepnęłam, zaciskając powieki i wbijając pazury w ziemię.
Aro?
Kiedy doszliśmy nad jezioro, uśmiechnęłam się do siebie. Piękny krajobraz rozpościerający się nad jeziorem dodawał mu uroku, a ptaki, śpiewając w tle, stwarzały odprężającą atmosferę. Przez to wszystko znów wzięło mnie na podziękowania.
- Aro...
- Tak? - zapytał, spoglądając na mnie kątem oka.
- Chciałabym Ci jeszcze raz podziękować. Dzięki Tobie żyję, znalazłam dom i wilki, które będą mi towarzyszyć. Dziękuję. - zarumieniłam się lekko.
- Nie trzeba... - odparł. Pewnie już go znudziłam.
- Przyjdę tu niedługo, więc możemy już iść. Gdzie teraz pójdziemy? - zapytałam.
- Na Salę Treningową.
- Co to? - wciąż zadawałam pytania. - Przepraszam, jeśli jestem uciążliwa...
- Nie, spokojnie. - wymusił lekki uśmiech, najwyraźniej chciał dodać mi pewności siebie.
Uśmiechnęłam się w podzięce.
- Sala Treningowa to miejsce, w którym, jak sama nazwa wskazuje, trenowaliśmy... - zrobił krótką przerwę - ...Do wojny, w czasie wojny.
Zacisnęłam zęby. Wojna... Ból, śmierć, cierpienie. Uśmiech po wygranej i płacz po porażce. Coś, czego nie doświadczyłam. I oby tak zostało.
Bez słowa ruszyliśmy dalej, a ja wciąż myślałam o tym, co przeszli. Kiedy stanęliśmy pod ów salą, wstrzymałam oddech. Wiedziałam, że będzie duża, ale chociażby sama wysokość...
Weszliśmy do środka. Bacznie przyglądałam się temu miejscu.
- Tu są zapiski z wojny. - wskazał na ścianę. - A to je...
- Pomnik? Kogo? - uprzedziłam go.
- Rồng Đen'a. Długa historia. Po prostu pokonałem go w walce. Wtedy wygraliśmy.
- Ty... Ty sam go pokonałeś?! - otworzyłam pysk, nie dowierzając. - Naprawdę?!
Nie odpowiedział nic. Widziałam, jak patrzył na salę. To wszystko pozostawiło uraz w jego psychice. Pewne jest, że nie obyło się bez ofiar.
Podeszłam do zapisków na ścianie, przecierając łapą te, które były zakurzone. Zaczęłam czytać. Po chwili jednak odwróciłam łeb, zaciskając oczy. Nie, nie chcę tego czytać...
Nagle przed moimi oczyma pojawił się obraz wojny, a raczej krwawej rzezi. Momentalnie zareagowałam, odpędzając go iluzją. Wiem, że to oszukiwanie samej siebie, ale... Nie potrafię znieść faktu, że tyle wilków zniknęło. Jestem słaba psychicznie i dobrze o tym wiem.
- Przepraszam Aro, ale nie dam rady... Proszę, wyjdźmy... - szepnęłam, zaciskając powieki i wbijając pazury w ziemię.
Aro?
Od Ingreed- cd Ren'a
Szłam z szerokim uśmiechem. No, zgodził się!
- To jak? - zapytałam, spoglądając na niego wesoło. - Co chcesz zobaczyć najpierw?
Basior westchnął, najwyraźniej dziwiąc się mojej wesołości.
- Obojętne. Do czego jest najbliżej?
- Hm... Stąd to do jeziora. Teraz będzie się prezentowało bajecznie. - westchnęłam, myślami będąc już nad jeziorem.
Ren skinął łbem. Zamrugałam kilkakrotnie i chwyciłam basiora za łapę, lekko ciągnąc do przodu.
- Jak chcesz dzisiaj wszystko zwiedzić, musisz się pospieszyć! - powiedziałam i zaczęłam biec.
Ren już nawet nie próbował się opierać, po prostu ruszył za mną. Wyjęczałam spacer, więc i wyjęczę to.
Powietrze było rześkie, a wiatr targał wilgotną sierść. Biegłam, a za mną Ren. Po chwili dobiegliśmy do jeziora, które, jak przypuszczałam, zapierało dech w piersi.
- Piękne, prawda? - rozglądnęłam się i zawiesiłam spojrzenie na tęczy, która mieniła się tysiącami kolorów. No, tak to przynajmniej wyglądało.
Basior również zwrócił szczególną uwagę na tęczę. Rozpościerała się ona nad jeziorem, które dzięki temu również mieniło się kolorami.
Zwróciłam spojrzenie na Ren'a, który stał obok mnie. Wiedziałam, że woda jest zimna, więc postanowiłam go do niej wrzucić. Dyskretnie przesunęłam się krok w jego stronę i w końcu, napierając na niego bokiem, popchnęłam go w kierunku wody. Niestety basior, najwyraźniej to przeczuwając, odskoczył w bok, popychając mnie do jeziora. Z głośnym plasknięciem wpadłam do niego, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co się właściwie stało. Zaczerwieniłam się lekko i uśmiechnęłam.
- No, tym razem Ty wygrywasz... - zaśmiałam się lekko, żeby ukryć swoją gapę.
Wyskoczyłam z jeziora i otrzepałam futro, żeby pozbyć się nadmiaru wody.
Spojrzałam na Ren'a, żeby upewnić się, czy się ze mnie nie śmieje. Na szczęście po prostu nie zwrócił na to uwagi.
- Dobra, to teraz gdzie? - zapytałam.
- Jak chcesz.
- A więc idziemy przed siebie! - ruszyłam, a basior za mną.
Skierowałam się do Wodospadu Przepowiedni, przechodząc obok łąki.
- To Kwiecista Łąka. Nie ma za bardzo wielu atrakcji, więc tu przyjdziesz kiedy indziej. Jest piękna, ale podziwiać ją możesz również z daleka. A teraz chodź.
Przyśpieszyłam. Doszliśmy do celu.
- To Wodospad Przepowiedni. Napij się wody, a następnie spójrz w taflę wody. Możliwe, że ujrzysz swoją przyszłość. - uśmiechnęłam się.
Ren?
- To jak? - zapytałam, spoglądając na niego wesoło. - Co chcesz zobaczyć najpierw?
Basior westchnął, najwyraźniej dziwiąc się mojej wesołości.
- Obojętne. Do czego jest najbliżej?
- Hm... Stąd to do jeziora. Teraz będzie się prezentowało bajecznie. - westchnęłam, myślami będąc już nad jeziorem.
Ren skinął łbem. Zamrugałam kilkakrotnie i chwyciłam basiora za łapę, lekko ciągnąc do przodu.
- Jak chcesz dzisiaj wszystko zwiedzić, musisz się pospieszyć! - powiedziałam i zaczęłam biec.
Ren już nawet nie próbował się opierać, po prostu ruszył za mną. Wyjęczałam spacer, więc i wyjęczę to.
Powietrze było rześkie, a wiatr targał wilgotną sierść. Biegłam, a za mną Ren. Po chwili dobiegliśmy do jeziora, które, jak przypuszczałam, zapierało dech w piersi.
- Piękne, prawda? - rozglądnęłam się i zawiesiłam spojrzenie na tęczy, która mieniła się tysiącami kolorów. No, tak to przynajmniej wyglądało.
Basior również zwrócił szczególną uwagę na tęczę. Rozpościerała się ona nad jeziorem, które dzięki temu również mieniło się kolorami.
Zwróciłam spojrzenie na Ren'a, który stał obok mnie. Wiedziałam, że woda jest zimna, więc postanowiłam go do niej wrzucić. Dyskretnie przesunęłam się krok w jego stronę i w końcu, napierając na niego bokiem, popchnęłam go w kierunku wody. Niestety basior, najwyraźniej to przeczuwając, odskoczył w bok, popychając mnie do jeziora. Z głośnym plasknięciem wpadłam do niego, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co się właściwie stało. Zaczerwieniłam się lekko i uśmiechnęłam.
- No, tym razem Ty wygrywasz... - zaśmiałam się lekko, żeby ukryć swoją gapę.
Wyskoczyłam z jeziora i otrzepałam futro, żeby pozbyć się nadmiaru wody.
Spojrzałam na Ren'a, żeby upewnić się, czy się ze mnie nie śmieje. Na szczęście po prostu nie zwrócił na to uwagi.
- Dobra, to teraz gdzie? - zapytałam.
- Jak chcesz.
- A więc idziemy przed siebie! - ruszyłam, a basior za mną.
Skierowałam się do Wodospadu Przepowiedni, przechodząc obok łąki.
- To Kwiecista Łąka. Nie ma za bardzo wielu atrakcji, więc tu przyjdziesz kiedy indziej. Jest piękna, ale podziwiać ją możesz również z daleka. A teraz chodź.
Przyśpieszyłam. Doszliśmy do celu.
- To Wodospad Przepowiedni. Napij się wody, a następnie spójrz w taflę wody. Możliwe, że ujrzysz swoją przyszłość. - uśmiechnęłam się.
Ren?
Od Ingreed- cd Ren'a
Basior najeżył sierść i również zaczął warczeć. Cały był przemoknięty. Zmarszczyłam brwi i wyprostowałam się, lekko unosząc łeb ku górze.
- Ingreed. Jak mniemam, również jesteś ze Wspólnoty. Jest trzech basiorów - Aro już znam, Ontari jest aktualnie z Shimą. A więc Ren, tak?
- Tak, Ren. - jego futro powróciło do gładkiego stanu, a warkot ustał.
- Powinieneś chociaż przeprosić, że bez pytanie wtargnąłeś do czyjejś jaskini. Tak przynajmniej nakazują maniery.
Spojrzał na mnie z lekkim grymasem i wymamrotał coś pod nosem. Uniosłam jedną brew, ale przeprosin się nie doczekałam, przynajmniej ich nie usłyszałam.
- Chciałem tylko przeczekać tutaj ulewę, nic więcej.
Wpatrywałam się w basiora bez słowa, lecz po chwili uśmiechnęłam się ciepło.
- Rozumiem. Chcesz coś zjeść? - zapytałam.
- Nie, jadłem już. - odparł sucho.
- Jak chcesz. - westchnęłam.
Nastała niezręczna cisza. Siedzieliśmy tak przez kilka minut, które w ciszy ciągnęły się niemiłosiernie długo.
Na szczęście po chwili zaczęło się przejaśniać, a ulewa z każdą sekundą słabła na sile. Chmury powoli rozbiegały się we wszystkie strony, uchylając skrawek błękitu. Na niebie widniała teraz piękna tęcza, a cała roślinność pokryta była chłodną rosą.
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam.
Szczerze powiedziawszy, nudziło mnie siedzenie w jaskini i oglądanie sufitu, o ile można nazwać tak skalną pokrywę.
Basior, jak dotąd zamyślony, ocknął się i spojrzał na mnie swoimi lodowatymi, niebieskimi oczami, które, na pierwszy rzut oka, pozbawione były źrenic. Uniosłam pytająco brwi, ale ten nie odpowiedział nic, przynajmniej na razie.
- Pójdę już. - odparł w końcu. A jednak.
- Chwila Cię nie zbawi. - wstałam i rozprostowałam się. - No, Ren, nie daj się prosić.
Zbrzydło mi siedzenie samej, więc chciałam wyjść gdzieś z tym basiorem. Lubię poznawać nowe wilki, a o Renie wiedziałam tyle, co nic.
Ren?
- Ingreed. Jak mniemam, również jesteś ze Wspólnoty. Jest trzech basiorów - Aro już znam, Ontari jest aktualnie z Shimą. A więc Ren, tak?
- Tak, Ren. - jego futro powróciło do gładkiego stanu, a warkot ustał.
- Powinieneś chociaż przeprosić, że bez pytanie wtargnąłeś do czyjejś jaskini. Tak przynajmniej nakazują maniery.
Spojrzał na mnie z lekkim grymasem i wymamrotał coś pod nosem. Uniosłam jedną brew, ale przeprosin się nie doczekałam, przynajmniej ich nie usłyszałam.
- Chciałem tylko przeczekać tutaj ulewę, nic więcej.
Wpatrywałam się w basiora bez słowa, lecz po chwili uśmiechnęłam się ciepło.
- Rozumiem. Chcesz coś zjeść? - zapytałam.
- Nie, jadłem już. - odparł sucho.
- Jak chcesz. - westchnęłam.
Nastała niezręczna cisza. Siedzieliśmy tak przez kilka minut, które w ciszy ciągnęły się niemiłosiernie długo.
Na szczęście po chwili zaczęło się przejaśniać, a ulewa z każdą sekundą słabła na sile. Chmury powoli rozbiegały się we wszystkie strony, uchylając skrawek błękitu. Na niebie widniała teraz piękna tęcza, a cała roślinność pokryta była chłodną rosą.
- Może się przejdziemy? - zaproponowałam.
Szczerze powiedziawszy, nudziło mnie siedzenie w jaskini i oglądanie sufitu, o ile można nazwać tak skalną pokrywę.
Basior, jak dotąd zamyślony, ocknął się i spojrzał na mnie swoimi lodowatymi, niebieskimi oczami, które, na pierwszy rzut oka, pozbawione były źrenic. Uniosłam pytająco brwi, ale ten nie odpowiedział nic, przynajmniej na razie.
- Pójdę już. - odparł w końcu. A jednak.
- Chwila Cię nie zbawi. - wstałam i rozprostowałam się. - No, Ren, nie daj się prosić.
Zbrzydło mi siedzenie samej, więc chciałam wyjść gdzieś z tym basiorem. Lubię poznawać nowe wilki, a o Renie wiedziałam tyle, co nic.
Ren?
Od Ingreed- cd Aro
Otworzyłam oczy. Ujrzałam obok siebie waderę i tego basiora, którego widziałam już wcześniej. Chciałam się podnieść, ale moje mięśnie nie reagowały. Nawet mrugnięcie oczami sprawiało mi ból i kosztowało masę wysiłku.
Obca wadera przykładała mi coś do ciała, a dokładnie do ran. Spodziewałam się bólu, pieczenia... Ale nic nie czułam. Leżałam bezwładnie, nie mogąc nic zrobić. Basior bacznie mi się przyglądał, a wadera w skupieniu leczyła moje rany.
Później poczułam zapach jakiegoś kwiatu, a następnie straciłam przytomność.
Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się. Nikogo obok mnie nie było, ale wciąż leżałam w tym pomieszczeniu. Praktycznie całe moje ciało pokryte było świeżym bandażem. Byłam wypoczęta i nie czułam bólu. Wciąż byłam głodna. Spojrzałam w lewo i, ku mojemu zdziwieniu, ujrzałam kawał mięsa i miskę wody. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do posiłku. Wiedziałam, że może to być zatrute, ale silny głód sprawił, że nie mogłam się oprzeć. Kiedy się posiliłam, wyszłam na zewnątrz. Znów zaczęłam się rozglądać, żeby sprawdzić, czy jestem bezpieczna. Czułam się całkiem dobrze, jednak mój organizm wciąż był lekko osłabiony. Usłyszałam za sobą kroki, więc się odwróciłam. Za sobą ujrzałam basiora - tego samego, co wcześniej.
- Już się obudziłaś? - zapytał i lekko się uśmiechnął.
- Tak. Mogę wiedzieć, ile spałam?
- Dwa dni. I jak, lepiej się czujesz?
Otworzyłam szerzej oczy. Dwa dni?!
- Tak, czuję się o niebo lepiej. - uśmiechnęłam się - Dziękuję, że mnie tu przyniosłeś. Uratowałeś mi życie. Mów mi Ingreed.
- Aro. - przedstawił się - A to Libre.
Poczułam, że wiatr się zmaga. Po chwili przede mną pojawił się smok. Spojrzałam na niego, z zachwytem przyglądając się jego majestatycznym skrzydłom i pięknym, błyszczącym się łuskom. Uniósł dumnie łeb i spojrzał na mnie. Przy nim byłam niczym mała, bezbronna mrówka. Mógłby pozbawić mnie życia, jedynie uderzając mnie skrzydłem.
- Nie masz się gdzie podziać, prawda? - zapytał Aro, a ja skinęłam łbem. - Zawsze możesz zostać tu, we Wspólnocie Nocy.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Jak zgaduję, będzie to wspólnota smoków i wilków, prawa? Jesteście jej alfami?
- Tak.
Aro?
Obca wadera przykładała mi coś do ciała, a dokładnie do ran. Spodziewałam się bólu, pieczenia... Ale nic nie czułam. Leżałam bezwładnie, nie mogąc nic zrobić. Basior bacznie mi się przyglądał, a wadera w skupieniu leczyła moje rany.
Później poczułam zapach jakiegoś kwiatu, a następnie straciłam przytomność.
Otworzyłam oczy i rozglądnęłam się. Nikogo obok mnie nie było, ale wciąż leżałam w tym pomieszczeniu. Praktycznie całe moje ciało pokryte było świeżym bandażem. Byłam wypoczęta i nie czułam bólu. Wciąż byłam głodna. Spojrzałam w lewo i, ku mojemu zdziwieniu, ujrzałam kawał mięsa i miskę wody. Uśmiechnęłam się do siebie i podeszłam do posiłku. Wiedziałam, że może to być zatrute, ale silny głód sprawił, że nie mogłam się oprzeć. Kiedy się posiliłam, wyszłam na zewnątrz. Znów zaczęłam się rozglądać, żeby sprawdzić, czy jestem bezpieczna. Czułam się całkiem dobrze, jednak mój organizm wciąż był lekko osłabiony. Usłyszałam za sobą kroki, więc się odwróciłam. Za sobą ujrzałam basiora - tego samego, co wcześniej.
- Już się obudziłaś? - zapytał i lekko się uśmiechnął.
- Tak. Mogę wiedzieć, ile spałam?
- Dwa dni. I jak, lepiej się czujesz?
Otworzyłam szerzej oczy. Dwa dni?!
- Tak, czuję się o niebo lepiej. - uśmiechnęłam się - Dziękuję, że mnie tu przyniosłeś. Uratowałeś mi życie. Mów mi Ingreed.
- Aro. - przedstawił się - A to Libre.
Poczułam, że wiatr się zmaga. Po chwili przede mną pojawił się smok. Spojrzałam na niego, z zachwytem przyglądając się jego majestatycznym skrzydłom i pięknym, błyszczącym się łuskom. Uniósł dumnie łeb i spojrzał na mnie. Przy nim byłam niczym mała, bezbronna mrówka. Mógłby pozbawić mnie życia, jedynie uderzając mnie skrzydłem.
- Nie masz się gdzie podziać, prawda? - zapytał Aro, a ja skinęłam łbem. - Zawsze możesz zostać tu, we Wspólnocie Nocy.
Spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Jak zgaduję, będzie to wspólnota smoków i wilków, prawa? Jesteście jej alfami?
- Tak.
Aro?
Od Ingreed
Biegłam ile sił. Nie wiem, czy obce wilki jeszcze mnie goniły, ale bałam się, że gdy się zatrzymam, upadnę. A wtedy będzie już za późno.
Nie wiem ile czasu minęło, od kiedy zaczęły mnie gonić. Ja tylko chciałam coś zjeść, nic więcej...
Głośno dyszałam. Zaczęłam zwalniać, a wtedy poczułam ból, który rozchodził się po całym moim ciele. Gdybym tylko coś wtedy ukradła, miałabym siłę na walkę. Moje futro było zabrudzone krwią i błotem, a całe ciało pokryte było świeżymi bliznami.
Łapy ugięły się pode mną. Nie miałam już siły, zbyt długo wędrowałam bez odpoczynku. Runęłam na ziemię, wycieńczona.
- Jeszcze... Tylko... Kawałek... - wybełkotałam i ostatkami sił wstałam, chwiejąc się.
Zacisnęłam zęby i ruszyłam przed siebie. Szłam dłuższą chwilę, a każdy krok kosztował mnie niemały wysiłek.
Cały czas się chwiałam, ale na to nic nie poradzę. Zaczęłam kaszleć, nie mogąc się opanować.
Mimo swojego wycieńczenia, zachowałam czujność. I bardzo dobrze, bo właśnie poczułam, że jestem obserwowana. Zmrużyłam oczy. Nie miałam sił, żeby z kimś walczyć...
- Pokaż się... - wyszeptałam w nadziei, że wilk niema wrogich zamiarów.
Zwróciłam wzrok w prawą stronę, z której dobiegł mnie szelest. Zobaczyłam basiora, dobrze zbudowanego. Wpatrywał się we mnie.
- Nie... Nie chcę... Walczyć... - szepnęłam i straciłam równowagę.
Upadłam na ziemię, czując niesamowity ból. Zamknęłam oczy, a moim ciałem znów wstrząsnął kaszel.
Aro?
Nie wiem ile czasu minęło, od kiedy zaczęły mnie gonić. Ja tylko chciałam coś zjeść, nic więcej...
Głośno dyszałam. Zaczęłam zwalniać, a wtedy poczułam ból, który rozchodził się po całym moim ciele. Gdybym tylko coś wtedy ukradła, miałabym siłę na walkę. Moje futro było zabrudzone krwią i błotem, a całe ciało pokryte było świeżymi bliznami.
Łapy ugięły się pode mną. Nie miałam już siły, zbyt długo wędrowałam bez odpoczynku. Runęłam na ziemię, wycieńczona.
- Jeszcze... Tylko... Kawałek... - wybełkotałam i ostatkami sił wstałam, chwiejąc się.
Zacisnęłam zęby i ruszyłam przed siebie. Szłam dłuższą chwilę, a każdy krok kosztował mnie niemały wysiłek.
Cały czas się chwiałam, ale na to nic nie poradzę. Zaczęłam kaszleć, nie mogąc się opanować.
Mimo swojego wycieńczenia, zachowałam czujność. I bardzo dobrze, bo właśnie poczułam, że jestem obserwowana. Zmrużyłam oczy. Nie miałam sił, żeby z kimś walczyć...
- Pokaż się... - wyszeptałam w nadziei, że wilk niema wrogich zamiarów.
Zwróciłam wzrok w prawą stronę, z której dobiegł mnie szelest. Zobaczyłam basiora, dobrze zbudowanego. Wpatrywał się we mnie.
- Nie... Nie chcę... Walczyć... - szepnęłam i straciłam równowagę.
Upadłam na ziemię, czując niesamowity ból. Zamknęłam oczy, a moim ciałem znów wstrząsnął kaszel.
Aro?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
© Agata dla WioskaSzablonów