Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marcus. Pokaż wszystkie posty

Odejście

Odchodzą Marcus i Kariom

Od Marcusa- cd Shimy

Spojrzałem na nią.
-Jesteś strasznie nieodpowiedzialna.-szedłem dalej licząc że za mną nie pójdzie
Niestety wadera nie odpuściła i po chwili pojawiła się obok.
-Dlaczego tak uważasz?-przechyliła głowę i popatrzyła się an mnie
-Mogłem być wredny i cię zaatakować.
-Ale taki nie jesteś.-uśmiechnęła się i zaczęła truchtać.
Szedłem mimo wszystko za nią. Nie zauważając doszliśmy na wielką polane pełną ziół, kwiatów, motyli oraz przeróżnych ptaków.
-Ja to umiem prowadzić.-powiedziała dumnie-To jest największa łąka w tej watasze
Nic nie odpowiedziałem, tylko zabrałem się za szukanie ziół którymi mógłbym poprawić smak swojego jedzenia. Okazało się że rosną one przy małym strumyku. Wszędzie otaczała mnie woda. Kariom'owi by się spodobało...
-Gdzie się włóczysz?!-zapytałem telepatycznie
-Wyjadam wszystkie ryby z jeziora.
-Chodź tu, na największą łąkę jaką znajdziesz.
-Już...
Zacząłem dalej zbierać potrzebne mi przyprawy. Znalazłem miętę, bukszpan, rozmaryn i wiele więcej, choć nie spodziewałem się z byt wiele.
-Po co ci te rośliny?-Shima pojawiła się znikąd.
-Zbieram je na obiad.
-Nie jadasz mięsa?
-Z przyprawami, upieczone w liściach, będzie o wiele lepsze.-aż poczułem zapach pieczonej jeleniny-przy okazji poznasz mojego druha- Kariom'a
Po niedługim czasie nad nami pojawił się smok

Shima?


Od Marcusa- cd Alice

-Kim ty jesteś?!-zapytałem cofając się
-Ohh...-wadera zaśmiała się-nie poznajesz? To ja, Alice-jej głos, drwił z tego co powiedziała
Pokazała pazury i oblizała się.
-Wyglądasz smacznie.
-Raczej nie jestem przekąską.-odparłem
Nie-Alice znów dziwnie się zaśmiała.
-Alice było by szkoda-podeszła jeszcze bliżej-gdyby coś ci się ,,przypadkiem stało"...-wadera stała kilka metrów ode mnie.
Musiałem się przygotować. Na wszelki wypadek napiąłem wszystkie mięśnie. Ale czym mam się bronić?! W tym przypadku pazury i kły niewiele zdziałają, a ona wygląda na taką która chowa w zanadrzu coś więcej. Musiałem zadziałać. Zamknąłem oczy. Poczułem jak krew zaczyna płynąć szybciej. Jak moja sierść rośnie szybciej. jak sam staję się większy i silniejszy. Po chwili byłem w swojej ,,niewinnej formie".
-Ależ ty różowiutk.-uśmiechnęła się i rzuciła by ugryźć mnie w gardło
Odskoczyłem w odpowiednim momencie.
-Nie uciekaj!-wadera skręciła i zaczęła biec w moją stronę. Znów spróbowałem uniknąć jaj ataku, jednak nie do końca mi to wyszło i wadera rozerwała mi kawałek skóry na boku, po czym uśmiechnęła się tryumfalnie. Jednak jej uśmiech znikną gdy zobaczyła że już po chwili moja rana znikła. Prócz przyśpieszonej regeneracji medalion pozwalał mi na manipulacje rzeczywistością, czego nie zamierzałem oszczędzać.

Alice? Morgana?
Skoro ty możesz używać swoich wcieleń to ja też;p

Od Marcusa- cd Alice

Uśmiechnąłem się mimowolnie.
-Nie jest taka zła.
-Nie jest?! Jest okropna!
-Jak jesteś pół głuchy nie jest tak strasznie...
Teraz to ona się uśmiechnęła.
-To co tu jeszcze macie ciekawego?-zacząłem
-Mamy wodospad.-odparła-posiada magiczną moc.
-Jaką?-zapytałem zaciekawiony
-Przewiduję przyszłość...
-Znam swoja przyszłość, ale warto spróbować.
-Wadera spojrzała na mnie dziwnie.
-Nikt nie zna swojej przyszłości-powiedziała szorstko
Nie odpowiedziałem.
-Chodźmy.-Alice ruszyła, ja za nią
Szliśmy w ciszy.
-Dlaczego uważasz że znasz swoją przyszłość?-zaczęła
-Wiem że przeżyję wszystkich i znowu będę podróżował szukając nowych watach.

Alice?

Od Marcusa- cd Alice

Patrzyłem chwilę w swoje odbicie. Nagle zostało ono rozmyte przez poruszenie się tafli wody. Spojrzałem w stronę ruchu. Była to Alice która zanurzyła łapy w wodzie. Była zaparzona w księżyc.
-O czym tak rozmyślasz?-zapytałem patrząc się w jej stronę
Wadera drgnęła.
-Jest bardzo piękny księżyc i jeziora, a ja...-urwała
-Niech zgadnę, kąpiesz się tutaj?-powiedziałam i zacząłem szukać dogodnego miejsca do drzemki.
-Tak...
-Nie będę podglądać.-odparłem i położyłem się spać
Od razu odpłynąłem.


-Dlaczego?!-usłyszałem swój głos. Obserwowałem wszystko
-Naucz się. Kto będzie zły, ten nigdy nie zazna szczęścia wiecznego! Twoja głupota cię zgubiła. Gdybyś tylko patrzył dokładnie z łatwością dostrzegłbyś że jest to przeklęty kamień. Jednak jesteś zbyt pyszny. Więc masz nauczkę. Będziesz na wieczność samotny. A amulet może wyciągnąć tylko ktoś kto ma czyste serce i ktoś kto bezgranicznie cie kocha!

Wtedy sen się urwał.
-Kocha...-powtórzyłem
-kocha?-Alice stał obok
zawstydziłem się.
-Nie ważne.-spojrzałem na nią. Była mokra.-Jak kąpiel?

Alice?

Od Marcusa- cd Alice

-Arystokratka.-ukłoniłem się- W takim razie, mnie też wypada powiedzieć coś o sobie...jestem, Marcus, syn alfy wilków watahy Północnego krańca Ziem Pokoju. Osobiście uważam że nazwę powinno się dopracować, ale kto by mnie tam słuchał.
Wadera nie odpowiedziała od razu.
-Czy zechciałabyś mnie oprowadzić?-Sam zacząłem wchodzić do lasu
-Najpierw powinieneś iść do alfy, zaprowadzę cię.-powiedziała i zaczęła prowadzić
Zastąpiłem jej drogę.
-Najpierw mnie oprowadź.-powiedziałem szorstko
Wadera położyła uszy po sobie.
-Od kiedy to mi rozkazujesz?
Spojrzałem na nią surowo. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.
-Czy możesz mnie oprowadzić. Nie chcę się zgubić.-powiedziałem przerywając ciszę
-Dobrze.-odparła i ruszyła przed siebie
Poszedłem za nią.

Alice??

Od Marcusa

Poczułem lekkie drżenie.
-Gdzie jesteśmy?-zapytałem zaspany
-Dolatujemy do watahy.-odparł
Przeciągnąłem się. Lecieliśmy już zdecydowanie za długo.
-Ile ich jest?-zapytałem rozglądając się
Miejsce było dość urokliwe. Szczególnie teraz o zmierzchu.
-Sporo wilków i kilka smoków.
Zainteresowało mnie to.
-Mamy niezłego farta, co nie?-uśmiechnąłem się gdy wiatr zrobił się zimniejszy niż przedtem
Kariom nie odpowiedział tylko zaczął lądować pod lasem.
-Rozejrzę się za nowym domem, a ty pokręć się tutaj, dobra? Im prędzej nas znajda tym lepiej.-ruszyłem w las
Zacząłem węszyć. Z każdej strony docierały do mnie woń wilków. Wyszedłem z lasu i zawołałem Kariom'a. o chwili wylądował obok mnie.
-Na razie ukryj się daleko. Zrobię sztuczkę.-uśmiechnąłem się.
-Uważaj na siebie, odmieńcu.-powiedział telepatycznie
-Ty też, dziwaku.-powiedziałem gdy smok odlatywał
Gdy upewniłem się że jest już wystarczająco daleko odwróciłem się w stronę lasu.
Zawyłem najsilniej jak tylko mogłem.

??
^