Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mokari. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mokari. Pokaż wszystkie posty

Od Mokari'ego- cd Libre

Usłyszałem coś dziwnego. Nie wiedziałem skąd pochodziło.
Postanowiłem natychmiast to sprawdzić. Leciałem koło kilkunastu gór. W końcu zobaczyłem Libre. Z lasu wychodziły jakieś stwory. Zmniejszyłem się aby móc wylądować, jednak nadal pozostałem kilka razy większy od potworów.
-Co tu się dzieje?!- spytałem
-Zgłodniały?- odpowiedział pytaniem na pytanie
-Czyli robimy to co myślę?- uniosłem porozumiewawczo brew do przyjaciela
Kiwnął głową. I uderzyliśmy w bandę stworów. Po kilku na każdego. Nie widziałem co działo się z Libre. Ale aktualnie miałem coś na głowie. Dosłownie. Jeden zaczepił mi się pazurami o czaszkę, ale udało mi się go zrzucić. Tak samo zrobiłem z 3 na plecach i zaczepionych o moje 2 ogony.
Poczułem jednak ból w lewej, tylnej łapie. To coś mnie użarło!
Zdeptałem jego głowę...

Libre?

Od Mokari'ego- cd Libre

Prychnąłem pod nosem i wzbiłem się wyżej aby dogonić przyjaciela. Powiększyłem się, ale nawet to nic nie dawało. Machałem skrzydłami, jednak on i tak był szybszy. Po czasie dotarliśmy nad ogromne góry.
-To jak, polujemy?- zadał pytanie
-Ja zgarniam tamto stado niedźwiedzi.- zauważyłem z 10 osobników
-To ja tamte... O! Ten jeden jeleń mi wystarczy- zaśmiał się
Polecieliśmy w różne strony. Zniżyłem się i złapałem w paszczę wszystkie futrzaki na raz. Postarałem się aby nie osiąść na górze i nie zmiażdżyć nic innego.
Następnie uniosłem się do jednej z innych latających skał i lekko się skurczyłem. Widziałem spadający na ziemię wodospad. Podleciałem i ochłodziłem przełyk oraz ciało. Zimna woda była przyjemnością dla nagrzanych łusek...

Libre?

Od Mokari'ego- cd Libre

-Nie chcę być aż tak mały- posłałem mu uśmiech
-Przynajmniej teraz nie zasłonisz całego nieba jak będziesz leciał- zaśmiał się
- Będę mógł robić za autobus dla innych
-Bez wątpienia wszyscy ze wspólnoty się na ciebie zmieszczą- powiedział i zaczął iść przed siebie. Dołączyłem do niego.
-Bo nie ma to jak mieć rozmiar ogromnego królestwa. Ale i z tym są czasami kłopoty
-Siedź cicho, zmniejszasz się- spojrzał na mnie
-Możliwe, ale trudniej się powiększyć od oryginalnego rozmiaru
-I tak wtedy jesteś ogromny
-Masz rację... Może polecimy coś upolować?- spojrzałem na niego

Libre?

Od Mokari'ego- do Magic

Słońce prawie już zapadło w sen. Ostatni raz musnęło swym jasnym promieniem horyzont i pożegnało się ze stworzeniami na dobre kilka godzin. Leżałem na jednym z wzgórz i obserwowałam jak księżyc zamienia się z ognistą kulą miejscami tworząc majestatyczny widok. Dopiero gdy było już całkowicie ciemno wstałem i rozprostowałam skrzydła. Lekki, nocny wiatr zaczął powiewać liście wysokich drzew tworząc przy tym delikatny dźwięk. Rozejrzałem się dookoła, a następnie znów spojrzałem w niebo. Użyłem w końcu swoich błoniastych kończyn i wzbiłem się z siłą i impetem w przestworza, które spowite były nocą. Moje jaskrawo-złote ślepia wpatrywały się w błyszczące gwiazdy. 
Zniżyłem lot i obserwowałam co dzieje się na dole. Ostatnie z dziennych stworzonek chowały się w swoich norach, normalnie lisy i ptaki.  Można było spotkać tylko ludzi i jakieś normalne zwierzęta. Usłyszałem huczenie sowy. Postanowiłem pomyśleć w samotności. Zobaczyłem małą polankę godną uwagi. Jeśli suchą trawę i małe drzewa można nazwać godnymi uwagi..
Zacząłem lądować i po chwili z gracją osiadłem na ziemi. Musiałem zmniejszyć wielokrotnie swoje rozmiary. Położyłem głowę w łapach i zamknąłem na chwilę oczy. Usłyszałem ciche stąpnie stóp. Ciężar obcego stworzenia zgniótł jakiś cienki patyk, który wydał donośny dźwięk. Wstałem niczym maszyna, która dostała komendę. Uderzyłem w pobliskie drzewo ogonem. Obaliło się i zobaczyłam przeciwnika. Była to smoczyca...

<Magic?>
^