Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aro. Pokaż wszystkie posty

Od Aro- cd Czarnej Wdowy

Rzucałem się na ściany. Czułem tylko przeszywający ból. Czułem jak sierść odrywa się wraz ze skórą, sączy się trochę krwi, a następnie pozostaje tylko chitynowa, czarna skóra.
Powiększyłem się i poczułem jak moje ciało zaczyna się palić. Czułem jakbym się kąpał w lawie, jednak gdy spoglądałem na siebie nie było widać żadnych płomieni. Uciekałem coraz dalej. Musiałem się jakoś pozbyć bólu. Ogon był inny, jak całe ciało. Poczułem jednak swędzenie na głowie. Resztki mojego pyska- zdrapałem je. Pozostały w prawie jednym kawałku, a teraz leżały na ziemi. Wyglądało to jakby większa część mojej głowy została zdarta. Była tam cała sierść...
Tylko jedno- lewe- oko pozostało zielone, drugie natomiast aż kipiało krwistą czerwienią. Musiałem wsiąść część mojego pyska, aby nikt jej nie znalazł. Złapałem ją w długie i twarde zęby i popędziłem dalej.
Dotarłem do kolejnego, większego pomieszczenia. Wydałem z siebie kolejny, długi ryk. Usłyszałem kroki. Chwyciłem to co wcześniej trzymałem i ruszyłem. Byłem jeszcze silniejszy i szybszy. Brakowało mi tylko skrzydeł...
Teraz najważniejsze dla mnie, było zachowanie zdrowego rozsądku i znalezienie drugiego wyjścia.
~~
Byłem w ślepym zaułku. Słyszałem szept i kroki. Normalnie, nie wyczułbym tego jednak w tej sytuacji zyskałem cechy mojego wroga, którego pokonałem, a który zabił wielu naszych...
Z zakrętu wyłoniły się 2 postaci. Była to Czarna Wdowa i Halt.
Zobaczyli zapewne co trzymałem w pysku, ponieważ zaczęli warczeć. Puściłem starą skórę i przeskoczyłem nad waderą, która na mnie skoczyła. Nie chciałem ich skrzywdzić. Niestety nie panowałem całkowicie nad sobą. Uderzyłem ogonem basiora, który odleciał w stronę kamiennej ściany i zemdlał.
Jedynym sposobem było gnanie do głównego wyjścia. Tam mam nadzieje, nie będę musiał z nikim zadzierać i uda mi się uciec zanim zniknie mi to zielone oko i nie będę panował nad niczym...

Czarna Wdowo?

Chciałam doprowadzić do lasu iże wtedy Aro jest doganiany przez Wdowę, ale o wiele bardziej zaciekawiłą mnie reakcja na skórę z łba Aro xD

Od Aro- cd Ingreed

Dorównałem do wadery. Szliśmy chwilę w ciszy. Nie przeszkadzało mi to, w końcu doszliśmy nad jezioro
-Zatrzymamy się tutaj?- spytałem
-To dobry pomysł. Poza tym, ładnie tu
-Nie mogę zaprzeczyć. Rzadko mogę tu bywać. Obowiązki, nie obowiązki
-Rozumiem-powiedziała
Wpatrywaliśmy się w wodę. Nie było żadnych zwierząt dookoła
-Co ty na to, dopóki jeszcze świeci słońce złowić ryby?
-Nawet... Chętnie coś zjem- uśmiechnęła się, a ja to odwzajemniłem
Wszedłem do wody pierwszy, a wadera za mną. Wypatrywaliśmy ryb. Jedna przepłynęła pod moimi łapami. Zanurzyłem szybko pysk, lecz wyszła z tego figa z makiem.
-Nie jestem niedźwiedziem!- zaśmiałem się i wróciliśmy do łowienia. Postanowiliśmy trochę się oddalić.

In? Wybacz, wena mi już siada ;-;

Od Aro- cd Czarnej Wdowy

Zostałem sam. Noc była dzisiaj piękna, prawie sam zapominałem o Wspólnocie, a konkretniej o czarnym dniu, który zawsze następuje po jasnym. Sama nazwa naszego stada wskazuje o czym mówię. Czasami wpatruję się w niego i przypominam sobie tamtą noc, kiedy razem z Libre założyliśmy tę Wspólnotę...
Jednak dzisiaj nie mogłem już spojrzeć w gwiazdy. Czułem pulsujący ból w mojej głowie. To... powracało. Tylko, że było złe. Nie potrafiłem nad tym zapanować. Skręciłem szybko w jeden z kilu korytarzy, które formowały coś a'la labirynt. Chwiałem się co chwilę uderzałem o skalistą ścianę, która niestety w niektórych miejscach była ostra i zadawała mi małe rany. Musiałem jak najszybciej dotrzeć do mojej ukrytej "pracowni". Trzymałem tam antidotum na to co mi się stało podczas walk. Szybciej!
Dotarłem tam i zacząłem rozgrzebywać wszystko aby tylko znaleźć upragnione lekarstwo. Ból w głowie zaczął mnie paraliżować. Upadłem obok źródełka z wodą. Widziałem jak moje źrenice robią się krwisto-czerwone, a sama czarna plamka jest bardzo cienka. Ból ciągle pulsował. Gdy wstałem zorientowałem się, że nie mam antidotum. Musiałem sobie poradzić bez niego.
Zaczęło się pieczenie w klatce piersiowej, potem z nikąd jakby ktoś nagle wbił we mnie rozżarzone ostrze.
Wydałem z siebie donośny dźwięk. To już nawet nie był krzyk, tylko najgłośniejszy ryk jaki słyszałem. Ostatnio rozbrzmiewał kilka miesięcy temu... na wojnie.
Żeby były grubsze i większe, a ja sam wyższy, w niektórych miejscach moja sierść zastąpiła się czarnymi łuskami.
Ktoś na pewno usłyszał ryk, dawniej roznosił się wiele kilometrów. Musiałem się natychmiast ukryć w tych labiryntach! Nikt nie może mnie znaleźć! Nie, dopóki jestem "tym"

Wdowo?


^