- Na prawdę się zgadzasz?! - krzyknęłam.
- Tak.
Libre otulił mnie i otarł łzy. Nie bałam się JEGO tylko tego wybuchu złości. Myślałam, że znów będzie krzyczeć. Jednak nie. Na moim pyszczku pojawił się uśmiech. Libre go odwzajemnił.
- Chcesz się przelecieć? - zapytał mnie. - Możemy razem.
- Ja chętnie.
- To chodź.... Lub raczej, leć!
Oboje rozłożyliśmy skrzydła. Odbiliśmy się od ziemi i polecieliśmy. Chcieliśmy porobić rożne akrobacje. Wychodziły nam dosyć fajnie. Złapaliśmy się za skrzydła tak, że jedno skrzydło każdego z nas było wolne. Tak przez chwilę lecieliśmy po czym odchyliliśmy głowy do tyło i lecieliśmy na ,,plecach". Robiliśmy jeszcze inne akrobacje przez około dwóch.godzin.
*** Po akrobacjach i odpoczynku. ***
- Ale było fajnie! - krzyknęłam płacząc teraz nie ze smutku ale ze szczęścia.
- Aż tak ci się podobało?
- Yhm.
Libre?
Nie mam zielonego pojęcia co i jak pisać! default smiley xd
Sorki za wszelkie błedy w tym
I innych opowiadaniech!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz