Wyleciałam z jaskini smoka. Byłam szczęśliwa! Ace zrobił coś - heh, nie rozumiem jego metod leczenia - co pozwoliło mi polecieć już teraz! Byłam bardzo wdzięczna. Jednak chyba coś poszło nie tak... Gdy leciałam nagle poczułam wielki skurcz w skrzydle. Zawróciłam. Ace już wstawał.
- Vatariath? Coś nie tak? Nadal boli? - zadał serię pytań. - Tak myślałem....
- Nie boli! - krzyknęłam od razu. Spojrzał na mnie, więc dodałam - tylko jest taki skurcz...
- Tak myślałem. - powtórzył. - Trzy dni temu także leczyłem za pomocą kryształów. Najwyraźniej trzeba robić dłuższe przerwy między takim leczeniem...
Przekręciłam głowę.
- Ale co to znaczy?
- To znaczy, że przez jakieś cztery dni nie będziesz mogła latać. Wybacz...
- Jasne, robiłeś co mogłeś... Przynajmniej próbowałeś. - Zdobyłam się na lekki uśmiech.
- Przykro mi, ale już chyba nic nie mogę zrobić. Musimy czekać.
- Poczekamy. - westchnęłam.
Ace?
<Wybacz ale pisałam już opowiadania jak nie mogłam latać.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz