Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libre. Pokaż wszystkie posty

Od Libre- cd Vatariath

Zbliżyliśmy się do wody i wtedy poczułem  popchnięcie. Natychmiastowo wpadłem do przeźroczystej wody.
-Osz ty!- krzyknąłem z uśmiechem i chwyciłem samicę za łapę ciągnąc ją ku sobie. Ta też wpadła do wody.
Zaczęliśmy się chlapać. Zabawa była ciekawa. Po czasie wyszliśmy z wody.
~*~
-Chyba powinniśmy odpocząć- zaproponowałem
-Tak uważasz?- uniosła brew
-A czemu nie?
-Nawet... Chętnie się zdrzemnę.
-Widzisz! Ja też!- zaśmiałem się. - Zaraz przyjdę.
Vatariath poszła do pokoju sypialnego, a ja rozpaliłem jeszcze ognisko w głównej grocie. Za niedługo zima. Musimy ocieplić to miejsce...
~*~
Wróciłem do smoczycy. Już zasypiała. Ułożyłem się cicho obok niej. Nagle poczułem, że zbliżyła się do mnie i wtuliła się we mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Po prostu odwzajemniłem uścisk i zamknąłem oczy.

Vatariath?

Od Libre- cd Vatariath

-Szczerze?- uniosłem brew
-Nie, okłam mnie- powiedziała ironicznie
-Rób co chcesz.- zaśmiałem się się.
Zacząłem rozglądać się po pokoju sypialnym. Zmieściłby się w nim Mok, ale gdyby był rozmiaru mojego czy Vatariath. Było to skromne, ale przytulne miejsce.
-Mam pewien pomysł- zacząłem- Zaczniesz beze mnie?
-Dobrze, a gdzie lecisz?
-Nie twój interes- warknąłem, lecz po chwili się poprawiłem- Nazbieram wosku. Zniszczę kilka gniazd pszczół. Chcę zrobić świece.
-Nie pożądlą cię?
-Chitynowe łuski i ogień wystarczą.
Wyszedłem z pokoju , a następnie przez zielone pnącza. Za niedługo powinny zmienić swój kolor na bardziej brązowy, jednak i tak zachowają wiosenną barwę. To jednak nieuniknione- zbliżała się jesień, a po niej zima...
~~
Miałem przy sobie drewniany pojemnik, rozbiłem już chyba szóste gniazdo. Kolejne pszczoły martwe. Zakryłem opakowanie pełne wyrobu owadów i wzbiłem się w powietrze.
~~
Wylądowałem przed jaskinią i wszedłem do środka. Odłożyłem rzeczy na bok i udałem się do Vatariath.
-Wróciłem ci pomóc.- uśmiechnąłem się do niej
-Zaczęłam robić jedno, większe...
-Dobrze...

Vatariath?

/Ps: Na zdjęciu Mokari'ego da się zauważyć, ze jest większy niż całe królestwo

Od Libre- cd Vatariath

-Vatariath, przecież wiesz, że bym cię nie zostawił- pogładziłem ją pyskiem po policzku.
-Ale...
-Ci...
-Tylko, że wtedy sam mogłeś zginąć.- zaczęła
-Już wiele razy zdarzały się przypadki" że mógłbym zginąć". Nawet wtedy nikogo bym nie opuścił. Nie wierzysz?
-Wierzę- powiedziała drżącym głosem.
-Może lepiej chodźmy się przelecieć.
-Dobrze- wstaliśmy- A gdzie?- zadała pytanie
-Gdzie chcemy. Nie ma ograniczeń. Pomyśl. My i gwiazdy- ucałowałem ją. Ta tylko uśmiechnęła się i wylecieliśmy z jaskini.
~~
Minęła jakaś godzina, w której lecieliśmy w ciszy obserwując granatowe, nocne niebo. Zobaczyłem na ziemi ciekawe miejsce. Zleciałem tam. Kilka minut po mnie pojawiła się smoczyca.
Zacząłem rozglądać się wszędzie dookoła. Stałem na przeciwko jaskini, ogromnej jaskini. Zmieściłaby kilka smoków. Z jej lewej strony rosła wierz, która dorównywała grocie wysokością, a na prawo jakieś 25 metrów był mały staw, tak samo jak z kamiennym "domem" zmieściłoby się w nim kilka smoków, byłoby idealne do relaksu i zabawy. Na tafli wody unosiły się pudrowo-różowe lilie. Wejście do jaskini zasłaniały pnącza. Odgarnąłem je na bok i wszedłem do środka. Było tam zaskakująco czysto i ładnie. Zobaczyłem, ze jest tu jakby kilka pokoi.
-Vatariath, może tu zamieszkamy?- spytałem
-Naprawdę?!- chyba się ucieszyła
-Tak. Byłoby fajnie. Tutaj byłoby jak w każdej grocie- jedzenie, zabawa, witanie innych- objaśniłem wejście i największe pomieszczenie.
-A tamte pozostałe 3?
-Najmniejsze na spiżarnie, zmieściłby się tam tylko jeden smok. Średnie nie wiem, a największe- właśnie do niego wchodzimy- pokój sypialny?- uniosłem brew
-Czyli średnie byśmy zostawili?
-Tak, na przyszłość
-Jak?- spytała
-Nie wiem. na pewno jakaś chyba jest, prawda?- powiedziałem i pocałowałem ją namiętnie.

Vatariath.
^