Przechadzałam się koło mojej jaskini. Popołudniowe słońce grzało mi w plecy.Było dziś bardzo, bardzo ciepło i nie miałam już siły na nic. Najchętniej poszłabym spać ale szkoda marnować dnia. Pomyślałam że fajnie by było zamoczyć się w zimnej wodzie i ochłonąć. Więc trzeba by było zrealizować ten plan. Pobiegłam na jezioro z wielkim zapałem lecz po 2 minutach biegu leżałam zmęczona na trawie koło dużego drzewa które dawało mi cień. W cieniu było naprawdę miło. Nie wiem co mi odbiło żeby biegać w taki dzień. Mogłabym tu siedzieć i siedzieć ale woda czeka! Zwlekłam się z ziemi i spacerkiem ruszyłam dalej. Dokładnie pamiętałam jak się idzie nad jezioro. Wiele razy chodziłam tutaj z Zarą... Brakuje mi jej. Staram się o niej nie myśleć ale wiele rzeczy mi o niej przypomina. Nie mogę od tak sobie o niej zapomnieć. Więc szłam dalej...Cały czas prosto, potem koło drzewa z dziwnym korzeniem w prawo, prosto aż do dużego kamienia, od kamienia w lewoo... i powinno być widać piękne jezioro. Ale chwila... Gdzie mój duży, fajny kamień?! Przecież on zawsze stał o tu gdzie teraz jestem! ... No nic. Usiadłam i spokojnie odetchnęłam. Odpoczynku nigdy za wiele..Strasznie zachciało mi się pić. Wyobraziłam sobie jak pływam w chłodnej wodzie jeziora, i jak łapę do pyska ryby pływające w wodzie... Mmmm.. wspaniałe uczucie. I teraz znów zrobiłam się głodna.
Usłyszałam szmer w krzakach obok i panicznie stanęłam na czterech łapach. Czekałam aż coś wyłoni się zza zielska. W końcu powiedziałam:
-Pokaż się!
Ontari?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz