-Jak chcesz to tam idź! Ja nie idę. Na głowie mam wojnę, a poza tym muszę zająć się smokami-powiedział i już go nie było. Popatrzyłem na rzekę
-Co ty robisz!-wrzasnęła Shima gdy widziała że płynę przez rzekę
-Nie pozwolę by ogień pochłonął więcej ofiar-powiedziałem i przepłynąłem na drugi brzeg. Zniknąłem w kłębach dymu. Zmrużyłem oczy aby mieć lepszą widoczność. Zobaczyłem małe ptaki i inne zwierzęta. Pomagałem im. Pomogłem chyba wszystkim. Przynajmniej nikt nie krzyczał. Chciałem biec spowrotem do rzeki jednak wielki dąb zwalił się tuż przede mną. Byłem otoczony z wszystkich stron. Czułem się jak wtedy. Byłem osaczony. Najpierw ogień pożarł moich bliskich teraz mnie. Postanowiłem się uspokoić. Odwróciłem się. Wziąłem głęboki oddech i z lekkiego rozbiegu skoczyłem przez ogień. Futro zaczęło mi się palić. Czułem żar. Dobiegłem od drugiej strony wyspy i wbiegłem do wody. Dopiero wtedy zaczęło mi się kręcić w głowie od dymu. Upadłem ciężko oddychając
Shima??
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz