Od Vatariath- cd Libre

Byłam w niebie. Nie dość, że Libre się zgodził abyśmy byli razem, to jeszcze mnie przytula i całuje! Czy ja śnię? Raczej nie. Wszystko czuję. A więc to rzeczywistość.
- Co teraz robimy? - zdałam sobie sprawę, że umilkłam na dłużej.
- Szczerze? - Libre spojrzał na mnie. - Przespałabym ssiiię. - ziewnęłam.
- Mi pasuje. Też jestem zmęczony...
Poszliśmy do mojego pokoiku. Położyłam się. Libre uczynił to samo, kładąc się obok mnie. Otulił mnie skrzydłem. Uśmiechnęłam się do niego po czym przymknęłam oczy i szybko zasnęłam. Libre chyba także.

*** ***
Byłam w lesie, który płonął. Miałam złamane skrzydła. Nade mną latał Libre.
- Wybacz!! - krzyczał Libre. - Wybacz!!
Chciałam się odezwać ale głos utkwił mi w gardle. Nie mogłam wydusić ani słowa.
- Wybacz!!
Już domyśliłam się co się stało. Miałam złamane skrzydła i leżałam na środku wielkiego płonącego lasu, który lada chwila mógł runąć. Libre nie miał wyjścia. Musiał mnie zostawić. Dlatego krzyczał...
- Wybacz!!
Znów usłyszałam głos Libre. Jednak za każdym razem słyszałam go coraz słabiej. Libre odlatywał.
- Wyba...!! - głos już całkiem umilkł.
Nagle coś nad mną huknęło. Wielki i płonący dąb się złamał. Spadł z całym impetem na mnie, przygwozdżając mnie do ziemi. Poczułam jak moje ciało się pali. Moimi oczami widziałam najpierw czerwone światło, potem czarne, a potem już nic.

*** ***

Obudziłam się bardzo szybko. Co dziwne, nie byłam mokra jak po koszmarze. Libre już nie spał.
- Coś się stało, Vat?
- Przyśnił mi się koszmar i tyle.
- Powiesz o co chodzi?
- W czasie pożaru... Miałam złamane oba skrzydła... I... Ty... Musiałeś mnie zostawić... - opuściłam głowę.
- Vat...


Libre?
Nie wiem co ja mam już pisać. ;p
Za błędy wielkie sorry!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

^