-Szczerze?- uniosłem brew
-Nie, okłam mnie- powiedziała ironicznie
-Rób co chcesz.- zaśmiałem się się.
Zacząłem rozglądać się po pokoju sypialnym. Zmieściłby się w nim Mok, ale gdyby był rozmiaru mojego czy Vatariath. Było to skromne, ale przytulne miejsce.
-Mam pewien pomysł- zacząłem- Zaczniesz beze mnie?
-Dobrze, a gdzie lecisz?
-Nie twój interes- warknąłem, lecz po chwili się poprawiłem- Nazbieram wosku. Zniszczę kilka gniazd pszczół. Chcę zrobić świece.
-Nie pożądlą cię?
-Chitynowe łuski i ogień wystarczą.
Wyszedłem z pokoju , a następnie przez zielone pnącza. Za niedługo powinny zmienić swój kolor na bardziej brązowy, jednak i tak zachowają wiosenną barwę. To jednak nieuniknione- zbliżała się jesień, a po niej zima...
~~
Miałem przy sobie drewniany pojemnik, rozbiłem już chyba szóste gniazdo. Kolejne pszczoły martwe. Zakryłem opakowanie pełne wyrobu owadów i wzbiłem się w powietrze.
~~
Wylądowałem przed jaskinią i wszedłem do środka. Odłożyłem rzeczy na bok i udałem się do Vatariath.
-Wróciłem ci pomóc.- uśmiechnąłem się do niej
-Zaczęłam robić jedno, większe...
-Dobrze...
Vatariath?
/Ps: Na zdjęciu Mokari'ego da się zauważyć, ze jest większy niż całe królestwo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz